Strona główna arrow Literatura polska arrow Dwanaście, Marcin Świetlicki
PATRONUJEMY:
PograniczePogranicze
OrchideaOrchidea
Nocna zamiećNocna zamieć
Tajemnica domu ArandówTajemnica domu Arandów
Miasto PopiołówMiasto Popiołów
Rosyjska orchideaRosyjska orchidea
Poker z rekinemPoker z rekinem
Diabelskie KościDiabelskie Kości
Przynieście mi głowę wiedźmyPrzynieście mi głowę wiedźmy
Święta tajemnicaŚwięta tajemnica
PrzebierańcyPrzebierańcy
Dziewięć milimetrów do niebaDziewięć milimetrów do nieba
Martwy aż do zmierzchuMartwy aż do zmierzchu
Rytuał ostatniej nocyRytuał ostatniej nocy
Dla NikityDla Nikity
Miasto KościMiasto Kości
Manikiur dla nieboszczykaManikiur dla nieboszczyka
Dziewczyna, która igrała z ogniemDziewczyna, która igrała z ogniem
Zbrodnia niedoskonałaZbrodnia niedoskonała
JedenaścieJedenaście
Morderstwo w szabatowy poranekMorderstwo w szabatowy poranek
Ja jestem sądemJa jestem sądem
Pan SzatanPan Szatan
Śmierć w darkroomieŚmierć w darkroomie
Noc z czwartku<br />na niedzielęNoc z czwartku
na niedzielę
TrzynaścieTrzynaście
DwanaścieDwanaście

Szanowny Czytelniku! Zwróć szczególną uwagę na:

 

Dwanaście, Marcin Świetlicki
Tomasz Daniel Dobek   
niedziela, 15 kwietnia 2007
ImageMarcin Świetlicki; krakowski poeta i wokalista formacji „Świetliki”,  by wymienić tylko najważniejsze tropy debiutuje w prozie (nie liczymy bowiem duetu z Grzegorzem Dyduchem) pełnometrażowym kryminałem bazującym na poetyce NOIR. Bazującym bardzo intrygująco, oryginalnie i ... nie do końca na czarno..

ImageWarto choć w podstawach znać twórczość Świetlickiego, by przekonać się w pełni, jak rozszerzył swą literacką orbitę. Rozszerzył, bo w „Dwanaście” mamy do czynienia z tymi samymi chwytami, figurami i obsesjami, którymi budował specyfikę swych wierszy: jest i kontestacja, jest autokomentarz, jest lokalna obyczajowość i minorowa, filozofująca narracja.   Wiersze autora w całej swej surowości mogłyby robić za prozę, gdyby je „rozwiązać” i prozaicznie ułożyć: ich stylistyka jest bliska niemal „scenariuszowości”, Świetlicki myśli w nich i operuje najczęściej prostymi, sytuacyjnymi obrazkami, a liryzm czy metafora wychodzi właśnie z przestrzeni, którą buduje. Przestrzeni na wskroś naszej, rodzimej, w większości przypadków krakowskiej: ulice, schodowe klatki, rozmamłana kobieta i rozmamłana pościel, kamienice, żółte psy i kwaśne gęby w tramwajach. A pośród nich tkwi Poeta ze zbudowanym wokół siebie etosem miejskiego, knajpianego łazika. I tenże etos, i tę poetykę, przeniósł Świetlicki do swego quasi-kryminału rozgrywającego się – a jakże – w realiach podziemnego Krakowa.

Piszę „quasi”, bo „Dwanaście” jest czymś więcej niż czarnym kryminałem, ale i czymś mniej. Bez paradoksu. To, co zapoczątkował Chandler czy Hammet, potem zaś brawurowo rozwinęło kino, Świetlickiemu opisać było łatwo, bo czerpał z tego, co miał pod ręką. Są więc, głównie wieczorne i nocne, ulice Krakowa, są naczelne krakowskie knajpki, te rzeczywiste i te wysnute, naczelne krakowskie taksówki i ... jeszcze kilka naczelnych krakowskich ikon. Ikon, które krakusy (plus studenteria, a jakże) znają i hołubią, bo klimat „podziemia” aż z nich kipi. Stąd memo numer jeden: tę pozycję w pełni przyjmą ci, którzy znają bądź liznęli opisywane miejsca – te prawdziwe i te, które autor zamienił na literackie widziadła.

Dla tych, którzy są zaś „spoza” (bohater nie bardzo lubi tych „spoza”) za zachętę wystarczyć musi podstawowy „czarny” archetyp: bohater, zwany po prostu mistrzem, z litery małej, jest prywatnym detektywem; za mieszkanie służy mu rozgrzebane, surowe gniazdo w kamienicy; właśnie opuściła go kobieta, ba, uciekła mu nawet suka (znaczy się psia...). „Prawdziwy bohater powinien być samotny”. I jest intryga w tle - do tego tła wrócę, i na to słowo naciskam - bo niejaka M.M. (inicjały popularne jak M. Manson czy M. Maleńczuk...), klasyczna femme fatale , zleca mistrzowi odnalezienie pewnej panny Patrycji, która czemuś do mistrza mówi „tato”. I która budzi duchy z przeszłości tak mistrza, jak i jego dawnych kompanów z PRL-owskiego bandu Biały Kieł. I będą też trupy, tu i tam, i trzeba będzie to wszystko jakoś poukładać. A przynajmniej tak powinno być według reguł. Świetlicki bierze jednak z kryminału tylko poetykę przestrzeni, intryga zaś rozwiązuje się niejako sama. A mistrz-detektyw – po prostu jest. Sobie, i trochę innym. Ot, tam, gdzie klasycy kazaliby swemu bohaterowi dedukować, przerzucać fakty i poszukiwać, Świetlicki swego bohatera... upija. Poetyzuje. Usypia. Czasem daje mu w twarz, czasem wrzuca do ciemnej kanciapy, czasem porywa...
 
Mistrz w powieści ma przede wszystkim być w kolejnych partiach akcji – przez dwanaście pijackich miesięcy (Żywot człowieka pijanego...) - być, a kiedy już jego bytność zazębi się z intrygą, owszem, wydedukuje to i owo, choć i tak w finale  dostaniemy z tego akcję nieco deus ex machina. Uważny czytelnik pewnie potrafiłby wyłapać porozrzucane puzzle i wcześniej wskazać Mordercę (bo jest przecież i Morderca), sęk w tym, że mistrz tkwi w całym kołowrocie bardziej biernie, niż czynnie. A tkwi, bo akurat kołowrót dotyczy i jego. Trudno rzec jednoznacznie, czy Świetlicki bawi się w pastisz, czy ...
 
Raczej się bawi – zaryzykowałbym. Bo „Dwanaście” wygrywa przede wszystkim zderzeniem powieści środowiskowej z onirycznością. I tak chandlerowska narracja (choć nie pierwszoosobowa), której powinowactwa znać już z poezji autora, daje pretekst do cynicznego autokomentarza krakowskiego światka. Auto – bo Świetlicki parafrazuje i siebie z poprzednich dokonań. Głównie jednak mamy tu zgrywę z krakowskiej pop-egzotyki (TVN-y, RMF-y, sms-y, mitorajki, Warszawiacy i górale...)  oraz z „branżowych” oponentów i znajomych Świetlickiego-artysty. Po drugie zaś, Kraków mistrza jest zawieszonym w oparach  fantazmatem, archetypowym miejscem magicznym, gdzie miejscowi znają każdy zakątek, brud czy taksówkę, a „obcy” (nawet niektórzy „miejscowi” mogą być „obcy”) zaburzają ten porządek traktując go jak folklor, zamiast jak świętość. A mistrz gra tu rolę flaneura,  włóczykija snującego przed nami pijackie wariacje miejskich legend.
 
Świetlicki używa prozy by swoje miasto upoetyzować i załatwić własne porachunki. Upoetyzować na noir. Kryminał nadał się do tego jak znalazł, ergo – Kraków autora ma w sobie już coś z kryminału. Ba, Kraków ma swego wampira (osławiony Karol Kot), o którego także zahaczymy w „Dwanaście”, Kraków ma swe prostytutki na warszawskiej (złośliwość?...), Kraków ma swoje brudne, nocą mało urocze planty; i wąskie uliczki starówki, i tańczące w knajpkach „do ostatniego klienta” Ćmy (jedna z postaci), i wiele innych widziadeł, które nie wymagają zbyt wysublimowanego poczucia estetyki, by je dostrzec. Wystarczy nieprzespana noc. I sprawna, melancholijna stylizacja. Co autor bez problemu wyzyskuje.

Więcej – Świetlicki poniekąd zatacza koło – amerykański czarny kryminał sam z siebie był literacką projekcją urban legends,  co w obrazowaniu było znakomitym kąskiem dla czerpiącego z ekspresjonizmu kina. Był romantyczną umownością grającą bardziej na nastrojach, niż na intrydze. Tym różnił się od klasycznych historii detektywistycznych, że WHODUNIT ustąpił w nich pierwszeństwa malowaniu niejednoznacznej psychologii bohatera. A ta niejednoznaczność i tajemniczość przekładała się na przestrzeń akcji, zepsutą i mroczną, bo odzwierciedlającą społeczną anomię. Marlow Chandlera miał frazę cyniczną, chłodną, ale novum było to, że zdobywał się czasem na literackie wyżyny; opowiadacz Świetlickiego używa frazy już stricte poetyckiej.

Powtórzę – mniej jestem pewien Marcina Świetlickiego jako intryganta, bardziej jako poety (proza jest tu zaledwie chwytem formalnym) , cynika czy gawędziarza. Pozostawiam z boku rozstrzyganie umowności, czy „Dwanaście” jest czy nie jest anty-kryminałem. Pozostawiam z boku kwestię pijacką, bo w powieści widzę ją tylko jako egzotyczny wentyl. Zwierzenia Pilcha w „Pod mocnym aniołem” (a podobieństwa tu są) były bardziej szczere (ciekawe, że i ten miał kryminalny wątek), Świetlicki jest bardziej pikantny i mniej serio. A kryminał, sądzę,  jest dla niego li tylko pretekstem, by tak naprawdę robić swoje.


Recenzja "Trzynaście "


 
 
Dwanaście
Marcin Świetlicki 
Wydawnictwo EMG , Kwiecień 2006
Seria: Polska Kolekcja Kryminalna
ISBN:83-922980-1-2
Liczba stron:216

 

Komentarze mogą pisać tylko zarejestrowani użytkownicy.
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się.

 

Komentarze