Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Duchy wiatru, Mons Kallentoft: recenzja
Duchy wiatru, Mons Kallentoft: recenzja
poniedziałek, 02 lutego 2015

Śmierć w poczekalni Boga

Mons Kallentoft to szwedzki pisarz i dziennikarz, który debiutował w 2000 roku. Sławę, nie tylko w rodzinnym kraju, przyniósł mu jednak dopiero cykl kryminałów, zapoczątkowany w 2007 roku „Ofiarą w środku zimy”. Należą doń dwie serie – pierwsza liczy pięć części, a jej motywem przewodnim są pory roku, w drugiej dużą rolę grają żywioły. Powieść „Duchy wiatru”, jak można wywnioskować z tytułu, należą do tej ostatniej. Obie serie łączy główna bohaterka – komisarz policji Malin Fors.

ImageTym razem Malin i jej problemy – a jest ich niemało: rozstanie z partnerem, próby wyjścia z alkoholizmu, dylematy związane z pracą – schodzą na dalszy plan. Jedną z ważniejszych postaci staje się Tove – córka Malin, młoda kobieta, która jeszcze nie do końca wie, co chce zrobić ze swoim życiem. Aktualnie pracuje jako pomoc w domu opieki Keruben i lubi tę pracę; lubi zwłaszcza jednego z pacjentów, Konrada, staruszka o niesprawnym ciele, ale bardzo sprawnym umyśle. Kiedy więc Konrad umiera, a wszystko wskazuje na to, że popełnił samobójstwo, Tove nie wierzy. I ma rację: ktoś zabił starszego pana. Kto – tego będą próbowały dowiedzieć się i ona, i jej matka.

Pod względem narracji książka może sprawiać wrażenie chaotycznej, ale jest to chaos w pełni kontrolowany. Kallentoft oddaje głos kilku postaciom: oczywiście Malin i Tove, ale także innym pracownikom komisariatu, dzieciom Konrada, tajemniczemu człowiekowi doprowadzonemu do ostateczności, a nawet zmarłemu (co na pewno nie dziwi tych, którzy znają poprzednie powieści szwedzkiego autora: duchy zmarłych często powracały w nich na ziemię). Akcja jest przedstawiana także z perspektywy Hansa Morelii, właściciela sieci placówek zdrowotnych, do której należy Keruben. To bezwzględny bogacz, którego jedyną słabością jest miłość do córki. Wydaje mu się, że ktoś go śledzi, czai się na niego w ciemnościach – ale czy to prawda, czy jedynie paranoiczny lęk?

Ta mnogość bohaterów sprawia, że chwilami czytelnikowi może być trudno się odnaleźć, ale też pozwala dobrze poznać wszystkie postaci, razem z ich rozterkami i problemami. Dużo miejsca zajmują tu zwłaszcza przemyślenia głównych bohaterek, Malin i Tove – dotyczące nie tylko ich własnego życia, ale także pewnych społecznych problemów, konkretnie: traktowania starszych ludzi i potęgi pieniądza we współczesnym świecie. W pewnym momencie śmierć staruszka schodzi na dalszy plan, ważniejsza staje się właśnie ta problematyka. Kto jest winny temu, że starsi ludzie nic już nie znaczą w społeczeństwie? Że muszą wegetować w „poczekalniach Boga”, jak nazywa ośrodki opieki nad starszymi ludźmi jeden z bohaterów? Że coraz mniej jest dla nich pieniędzy, przez co muszą żyć (czy raczej: czekać na śmierć) w niekiedy bardzo złych warunkach? Winny jest system? Państwo? Dzięki tej problematyce „Duchy wiatru” to coś więcej niż prosty kryminał. To powieść skłaniająca do refleksji. Szkoda tylko, że tak trudną problematykę autor podsumował rażąco melodramatycznym zakończeniem.

Nie można też oczywiście przemilczeć stylu Kallentofta, rozpoznawalnego od pierwszych zdań powieści. Oryginalny, nieoczywisty, oniryczny, dla mnie nieco „przepoetyzowany”. Wystarczy dodać do tego ciężki, wietrzny klimat, problemy dręczące społeczeństwo i intrygującą (szkoda jednak, że schodzącą na dalszy plan) zagadkę kryminalną, by zrozumieć, na czym polega fenomen szwedzkiego pisarza i skąd wzięła się jego popularność. Myślę, że fani jego twórczości nie będą zawiedzeni „Duchami wiatru” – a wszyscy ci, którzy mają wątpliwości, czy taka oryginalność im się spodoba, powinni sięgnąć po tę powieść, by się przekonać.

Ewa Dąbrowska

Duchy wiatru
Mons Kallentoft
Przekład: Anna Krochmal, Robert Kędzierski
Dom Wydawniczy Rebis
Poznań 2015