Advertisement
Strona główna
Mroczne przypływy Tamizy, Sharon Bolton: recenzja
czwartek, 26 marca 2015

Gdy słychać syreni śpiew…

Rzeka jest zdradliwym przyjacielem, może sprawiać radość tylko po to, by uderzyć w najmniej oczekiwanym momencie. Jakież może być lepsze miejsce do ukrycia zbrodni niż rzeka, w której większość ludzi nie odważy się zanurzyć? Tamiza, która przetrwała Kubę Rozpruwacza, z pewnością była niemym świadkiem wielu przestępstw. Może dlatego Lacey tak bardzo ją kocha? Może właśnie to ją do niej przyciąga? I to, jak łatwo paść jej ofiarą…

ImageMoja przygoda z Lacey Flint dopiero się rozpoczyna, mimo że to już czwarty tom jej przygód w brytyjskiej policji. Sama kreacja głównej bohaterki wcale nie musi przysparzać jej fanów, bo bohaterka jest wycofana i bardzo tajemnicza co do swojego życia, ponadto nie prowadzi bujnego życia towarzyskiego. Z drugiej strony może to wyraźnie przyciągać – chcemy poznać sekrety z jej przeszłości, które tak skrzętnie ukrywa, i powody, dla których to robi (z pewnością dobre!). Jestem pełna podziwu dla autorki, że w czwartym tomie nadal nie wiemy o Flint zbyt wiele. Monologi wewnętrzne bohaterki i reakcje otoczenia na nią są sprzeczne – ludzie z zewnątrz nie znają jej tak dobrze i oceniają tylko to, co ona sama postanawia przed nimi odkryć. Dlaczego? Prawdopodobnie po to, by ochronić coś lub kogoś. Nie jestem do końca przekonana, czy chodzi o ochronę własnej tożsamości; to byłoby zbyt proste, a tej bohaterce daleko do prostolinijności.

Londyn w „Mrocznych przypływach Tamizy” jest szarym miastem, które nie ma litości dla imigrantów, a jednocześnie ich jedyną nadzieją, a rzeka – jedynym wybawcą. Problem nielegalnej imigracji to jednak zaledwie otoczka dla fabuły powieści. A wewnątrz niej znajdziemy borykającą się z własnymi problemami Danę Tulloch, inspektor londyńskiej policji, niepokorną Lacey, która ucieka do rzecznej policji przed samą sobą, i wielu innych bohaterów. Książkę jest podzielona na krótkie rozdziały, a wydarzenia są przedstawiane z perspektywy różnych postaci, co zdecydowanie działa na korzyść – sprawia, że czytelnik się nie nudzi i jednocześnie może lepiej zanurzyć się w przedstawianym świecie. Dodajcie do tego legendarną syrenę pływającą w Tamizie i topielce, pojawiające się nagle wszędzie tam, gdzie pojawia się Lacey. Intrygujące? Niewątpliwie przerażające, jeśli tylko wyobrazicie sobie strach towarzyszący spotkaniu trzeciego stopnia z martwym ciałem pływającym w Tamizie.

Sharon Bolton to utalentowana brytyjska pisarka, której książki zawojowały już nie tylko Zjednoczone Królestwo. Seria o tajemniczej Lacey Flint zyskała już grono wielbicieli i zdobyła wiele nagród literackich. Jak autorka wspomina w wywiadach, lubi wcielać w życie swoich bohaterów trudną przeszłość i rozwijać w fabule jej wpływ na ich teraźniejszość. Twórczość Bolton została doceniona przez Tess Gerritsen, co jest dla mnie swego rodzaju zapewnieniem, że faktycznie warto poświęcić czas na lekturę jej książek – i po przeczytaniu „Mrocznych przypływów Tamizy” już wiem, że warto!


Marta Zagrajek
 
 
Mroczne przypływy Tamizy
Sharon Bolton
Przekład: Stanisław Kazimierz Rek
Wydawnictwo Amber
Warszawa 2015