Advertisement
Strona główna
Gniew, Zygmunt Miłoszewski: recenzja
poniedziałek, 30 marca 2015

Symfonia emocji

Zygmunta Miłoszewskiego miłośnikom kryminałów przedstawiać nie trzeba. To chyba najpopularniejszy obecnie (nie dysponuję żadnymi statystykami, ale tak podpowiadają opinie w prasie i Internecie) polski pisarz tego gatunku. Najnowszą powieścią w jego dorobku jest „Gniew”, stanowiący zamknięcie trylogii z prokuratorem Teodorem Szackim jako głównym bohaterem. Poprzednie jej części, „Uwikłanie” i „Ziarno prawdy”, doczekały się nie tylko kilku wydań, ale i ekranizacji. Czy taki sam los czeka „Gniew” – nie wiem. Ale ta powieść z pewnością ma taki potencjał.

ImageWarszawski prokurator Teodor Szacki po krótkim, acz znaczącym dla jego kariery pobycie w Sandomierzu przenosi się do Olsztyna – miasta „jedenastu jezior, tysięcy mżawek i miliona mgieł” (oraz wiecznych korków). Powoli układa sobie życie: pracuje w tutejszej prokuraturze, ma nową partnerkę, zamieszkała z nim córka… Pewnego listopadowego dnia trafia na jego biurko sprawa szkieletu znalezionego w poniemieckim bunkrze. Szacki „odfajkowuje Niemca” – czyli uznaje szkielet za szczątki zmarłego podczas II wojny światowej – i chowa akta do szuflady. Tyle że to wcale nie koniec. To dopiero początek śledztwa, które całkowicie odmieni życie prokuratora.

O powieściach Zygmunta Miłoszewskiego napisano już chyba wszystko, co można było napisać. Z pewnością więc ktoś zwrócił uwagę, że pisarz jest mistrzem tworzenia portretów. Miast i miasteczek, jednostek i społeczności. Pokusiłabym się o stwierdzenie, że to portrety niemal turpistyczne. Społeczeństwo niewielkiego miasta wcale nie budzi sympatii. Tu przemoc i obojętność na przemoc są na porządku dziennym. Portrety konkretnych bohaterów, nawet tych pojawiających się tylko w tle, są równie ciekawe, Miłoszewski posiadł bowiem umiejętność swoistej kondensacji postaci w kilku słowach. Bo czy trzeba dodawać coś więcej do takiego oto opisu: „Gdyby przeciętność chciała się zareklamować, powinni gościa zatrudnić, żeby występował na billboardach”? Gwoli ścisłości muszę jednak dodać, że portrety tworzone przez autora niekiedy są aż nazbyt wyraziste, przez co ocierają się o pastisz. Doktor Frankenstein i jego urodziwa asystentka Jagiełło to sztandarowe tego przykłady. Wydaje mi się jednak, że właśnie o to Miłoszewskiemu chodziło – o zakpienie ze schematów.

Intryga w „Gniewie” wciąga i zaskakuje. W którymś momencie czytamy:

Zbrodnia ma swój wewnętrzny porządek, swoją harmonię, którą można porównać do dobrze napisanej symfonii. Śledztwo przypominało odnajdywanie kolejnych muzyków i stawianie ich na scenie. Na początku jest tylko jeden flet odzywający się raz na pięć minut i nic z tego nie wynika. Potem dochodzi, dajmy na to, altówka, fagot i waltornia. Grają swoje partie, ale bardzo długo słychać tylko nieznośny hałas. W końcu pojawia się jakaś melodia, ale dopiero odkrycie wszystkich elementów, odnalezienie wszystkich stu muzyków i postawienie się w roli dyrygenta – dopiero to sprawia, ze prawda wybrzmiewa tak, że słuchaczy przechodzą ciarki.

Rezultatem śledztwa prowadzonego przez Szackiego jest przerażająca symfonia. Szkoda tylko, że jej ostatnie nuty nieco rozczarowują.

Nie intryga jednak jest najmocniejszą stroną tej powieści. „Gniew” to bowiem książka o emocjach. Pozwolę sobie zacytować Sławomira Mrożka:

Już od dawna nie mówi się smutek. Mówi się: depresja. „Depresja” – słowo znacznie uboższe w dźwięku, brzmieniu (pojęciu) i współbrzmieniach. „smutno mi, Boże” - powiada Słowacki. Gdyby powiedział: „Mam depresję, Boże”... Z depresją należy zwrócić się do lekarza. Tylko ze smutkiem wolno się zwracać do Pana Boga. Oto cała różnica.

Dlaczego wymieniliśmy słowo bogate na ubogie?

U Miłoszewskiego bogate słowa i emocje powracają. Jedną z najważniejszych cech głównego bohatera jest bowiem gniew. Nie agresja, a majestatyczny, budzący trwogę, narastający z dnia na dzień gniew. A obok niego pojawiają się w powieści wstyd, żal, tęsknota, smutek… I to właśnie one czynią tę książkę tak prawdziwą. Nie skomplikowana intryga, nie odrzucający obraz społeczeństwa, w jakim przyszło nam żyć, nie plastyczny język i styl, który wciąga od pierwszej strony, a właśnie emocje. Polecam i ubolewam, że to koniec cyklu o Teodorze Szackim.

Ewa Dąbrowska


Gniew
Zygmunt Miłoszewski
Wydawnictwo W.A.B.
Wydanie I
Warszawa 2014

 

Przeczytaj recenzje poprzednich powieści Miłoszewskiego: "Domofonu", "Uwikłania" i "Bezcennego"