Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Krew na śniegu, Jo Nesbo: recenzja
Krew na śniegu, Jo Nesbo: recenzja
poniedziałek, 22 czerwca 2015

Morderca i miłość

Jo Nesbø jest jednym z najpopularniejszych norweskich autorów kryminałów na świecie. Sławę przyniosła mu seria powieści o Harrym Hole’u. Na razie jednak pisarz zarzucił tego bohatera (jak wszyscy fani Harry’ego liczę, że nie na zawsze) i zaprezentował czytelnikom kolejną już, po „Łowcach głów” i „Synu” oraz książkach dla dzieci, powieść spoza serii.

Image„Krew na śniegu” to rozgrywająca się w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku historia życia pewnego człowieka, który pracuje dla narkotykowego bossa jako likwidator – czyli po prostu płatny morderca. Myliłby się jednak ten, kto by sądził, że Nesbø stworzył sensacyjną opowieść o mafijnych porachunkach.  Wojny o władzę w handlu narkotykami to tylko tło tej historii. „Krew na śniegu” jest bowiem opowieścią o poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi, o próbie odnalezienia miłości i zrozumieniu, czym to uczucie jest. Otóż Olav Johansen się zakochuje. I to nie w  byle kim, a w żonie szefa, którą ten kazał mu zlikwidować, ponieważ go zdradza. „Likwidator” nie potrafi jednak ot tak zabić najpiękniejszej kobiety, jaką w życiu widział; kobiety, której skóra przypomina mu „pokryte śniegiem płaskowyże drżące w słońcu” (tak, tak, Olav mógłby być poetą). A niewypełnienie rozkazu szefa oznacza kłopoty…

Oczywiście opowieść o zakochanym mordercy nie jest równoznaczna z ckliwą, romantyczną historyjką, nie u Nesbø – to nie w jego stylu. Wykorzystując ją jako pretekst, pisarz w bardzo skondensowanej formie zamknął elementy kryminału NOIR, powieści gangsterskiej i nieoczywistego moralitetu. A największą siłą tej książki jest jej główny bohater, z którego perspektywy czytelnik poznaje tę historię. Po raz kolejny – po Sonnym z „Syna” i Harrym Hole’u – Nesbø stworzył postać bardzo nieoczywistą, wymykającą się jednoznacznej ocenie, trudną do opisania w kilku słowach. Olav  jest poczciwy, prostolinijny, momentami naiwny jak dziecko – a przy tym jest człowiekiem, który zabija z zimną krwią. Tyle tylko, że zabija facetów, którzy na to zasługują. Niby jest niewykształcony, ale sypie jak z rękawa ciekawostkami, które „gdzieś kiedyś przeczytał”. A poza tym zbyt łatwo się zakochuje i, jak sam mówi, jest miękki jak masło. Skojarzenia z „Leonem Zawodowcem” są uprawione: Olava łączy z tytułowym bohaterem filmu Luca Bessona nie tylko profesja, ale i charakter (choć obiektem miłości tego pierwszego są książki, nie paprotki). Podobny też jest klimat obu utworów: mimo tego, że przedstawiane w nich historie są bardzo ponure, jest w nich równocześnie coś baśniowego.

Jest więc najnowsza powieść Jo Nesbø książką zaskakującą zarówno wyborem tematu, jak i sposobem jego realizacji. I gdybym miała opisać „Krew na śniegu” jednym zdaniem, to napisałabym, że to nieoczywista i pokręcona opowieść o miłości – czyli dokładnie taka historia, jakiej spodziewałam się po norweskim pisarzu.

Ewa Dąbrowska


Krew na śniegu

Jo Nesbø
Przekład: Iwona Zimnicka
Wydawnictwo Dolnośląskie
Wrocław 2015