Advertisement
Strona główna
Koronkowa robota, Pierre Lemaitre: recenzja
poniedziałek, 13 lipca 2015

Książkowy morderca

Pierre Lemaitre jest francuskim pisarzem, laureatem prestiżowej nagrody Prix Goncourt i równie prestiżowej, choć w innym środowisku, CWA International Dagger. „Koronkowa robota”, jego pierwsza powieść, a przy tym pierwsza część cyklu o paryskim komisarzu Camille’u Verhoevenie, została wydana w roku 2006, musieliśmy więc czekać niemal dekadę na polskie tłumaczenie. Ale warto było.

Image„Koronkowa robota” rozpoczyna się niczym klasyczna historia kryminalna. Oto bowiem po Paryżu (i nie tylko) grasuje seryjny morderca. I to nie byle jaki seryjny morderca: odtwarzający zbrodnie opisane w znanych powieściach, między innymi „American Psycho” czy „Czarnej Dalii”. Kiedy Camille Verhoeven wpada na jego trop, postanawia odkryć, co będzie kolejną inspiracją mordercy, by uniknąć dalszego rozlewu krwi. Tyle że próba wejścia w myśli psychopaty nie jest łatwa. Tym bardziej, kiedy w domu czeka ciężarna, wymagająca uwagi żona…

„Alex” była pierwszą powieścią Lemaitre’a, która trafiła w moje ręce. I do dziś pamiętam to przerażenie, w którym mnie zostawiła. Mnie – czytającą powieści Val McDermid czy Jo Nesbø z ogromną ciekawością, czasami z obrzydzeniem, ale bez strachu. A Lemaitre mnie przeraził. Lekturze „Koronkowej roboty” towarzyszyło jednak całkiem inne uczucie: zaskoczenie.

Najpierw zaskakuje język: bardzo plastyczny, momentami wręcz poetycki, nieprzystający zupełnie do kryminału. Kilka słów wystarczy autorowi, by nakreślić obraz człowieka („długi jak dzień głodówki”), miasta („Bulwary, obwodnica, szerokie arterie, aleje, kanały; miejsca przelotowe. Sceneria dramatów i nikczemności, wypadków i żałoby”), sytuacji („Louis przesłuchiwał meandrami, Maleval po prostej, Armand zygzakiem”) czy podzielić się ogólną refleksją („Miejskie szumowiny jawiły się jako metafora zdemoralizowanej i odartej ze złudzeń ludzkości”).

A później zaskakuje, i to daleko mocniej, pewien zwrot akcji. Zwrot, który tłumaczy ten specyficzny język i odwraca znaczenie poprzedniego akapitu tej recenzji. Oczywiście nie zamierzam tu nic zdradzać; dość napisać, że autor nie boi się igrania z czytelnikiem (podobnie jak kiedyś nie bała się tego Agatha Christie).

W tym miejscu muszę dodać zastrzeżenie natury genologicznej: powieści Lemaitre’a o Verhoevenie – a póki co na język polski przetłumaczono trzy: „Alex”, „Ofiarę” i „Koronkową robotę” – nie da się (ba, nie powinno się nawet próbować) zaszufladkować. W warstwie fabularnej stanowią coś pomiędzy kryminałami a THRILLERami: z komisarzem jako głównym bohaterem, strasznymi zbrodniami i atmosferą nieustannego zagrożenia. Ale książek francuskiego pisarza nie można rozpatrywać wyłącznie na poziomie fabuły; równie ważna – a śmiem twierdzić, że niekiedy nawet ważniejsza – jest ich forma, czy raczej: zabawa z formą.

Na poziomie fabularnym to wszystko już bowiem kiedyś było. I gdyby brać opowiadaną historię dosłownie, trzeba by się przyczepić do kilku szczegółów: momentami ślimaczącego się śledztwa, wiarygodności brawurowo sensacyjnego pościgu, patetycznego wręcz zakończenia. Ale Lemaitre wcale nie kryje się z tym, że pełnymi garściami czerpie ze znanych powieści kryminalnych. Łączy więc, przeplata, nawiązuje (ironicznie i poważnie), bawi się z czytelnikiem w skojarzenia. Robi dokładnie to, co morderca z jego powieści, tyle że na poziomie formy. Zaiste, koronkowa robota.

Ewa Dąbrowska

 

Koronkowa robota
Pierre Lemaitre
Przekład: Joanna Polachowska
Wydawnictwo Muza S.A.
Warszawa 2015

 

Recenzja powieści "Alex"