Advertisement
Strona główna
Zmuś mnie, Lee Child: recenzja
poniedziałek, 25 stycznia 2016

Samotnik w towarzystwie

 „Zmuś mnie” to już dwudziesta powieść Lee Childa, której bohaterem jest Jack Reacher. Znacie go? 195 cm wzrostu, ok. 100 kg żywej wagi, 127 cm w klatce piersiowej. Były żandarm wojskowy, bez prawa jazdy, adresu i osób na utrzymaniu. Potężny i inteligentny gość, który z przyjemnością wymierza sprawiedliwość, a potem odchodzi w stronę zachodzącego słońca. Tak czytamy w opisie powieści. Tym razem ten wagabunda jedzie pociągiem do Chicago, a po drodze wysiada w Matczynym Spoczynku. Bo i dlaczego nie? Przecież nigdzie mu się nie spieszy, a nazwa miasteczka intryguje. Reacher ma więc nadzieję, że uda mu się znaleźć jakiś nagrobek albo tablicę, które wyjaśnią jej pochodzenie. Znajduje jednak coś innego: tajemnicę. I towarzystwo, w którym ją rozwikła.

ImageKto czytał kiedykolwiek jakąś powieść Lee Childa, od razu rozpozna, że „Zmuś mnie” to jego dzieło. Nie tylko dlatego, że fabuła wszystkich jego książek stanowi swoiste połączenie powieści sensacyjnej z powieścią drogi (tutaj jednak bohater nie wędruje, by dotrzeć do prawdy o sobie czy zyskać wolność; Reacher jest przecież wolny, a prawdę o sobie poznał dawno i dawno się z nią pogodził). Tę współczesną wariację na temat toposu człowieka-wędrowca Child tworzy w niepowtarzalnym stylu. Rzeczowa, „męska”, pobawiona ozdobników narracja, krótkie zdania, akapity i rozdziały, żywe dialogi – to jego najbardziej charakterystyczne cechy. I te zachwycające „mrugnięcia okiem” do czytelnika! Weźmy choćby fragment, w którym Reacher pozbywa się jednego z czarnych charakterów:

Reacher (…) podniósł pistolet i zrobił jeszcze jeden krok.

W opowiadanych przy ognisku bzdurnych historyjkach zawsze dochodzi wtedy do lakonicznej rozmowy. Bo temu złemu trzeba koniecznie wytłumaczyć, dlaczego musi umrzeć (…), bo ten zły musi mieć szansę, żeby okazać skruchę, albo zaczepnie warknąć coś na swoją obronę, co, zależnie od reakcji głównego bohatera, mogło skończyć się tak lub inaczej, w każdym razie klasycznie.

Jednak opowieści to tylko opowieści, nie mają nic wspólnego z rzeczywistością.

Reacher bez słowa strzelił (…) w głowę, dwa razy, pach-pach (…).

Co ciekawe, Child w ten charakterystyczny dla siebie sposób opisuje również historię miłosną. Inni autorzy powinni się od niego uczyć – to, co w niektórych kryminałach sprawia wrażenie dodanego na siłę (tak jakby autor myślał: „może jeśli dorzucę do krwawej jatki ckliwą historyjkę o miłości, zdobędę nowych fanów” – a w efekcie zraża do siebie fanów dotychczasowych), w powieści brytyjskiego pisarza jest subtelne, nienachalne, po prostu naturalne; ujmujące w swojej prostocie. Duże wrażenie robią też fragmenty pokazujące analityczne myślenie Reachera, na przykład te, w których rozbiera starcie z przeciwnikiem na pojedyncze elementy, analizuje kolejne kroki i ich możliwe implikacje. I to jego beznamiętne traktowanie śmierci – Reacher zabija bez wahania. Niby niedobrze. Ale zabija przecież ludzi najgorszego sortu, likwiduje tych, którzy przynoszą zło i nieszczęście. No i jak tu mu nie kibicować…?

Każda powieść Childa budzi pytania, jak by to było: nie mieć domu, bliskich, wędrować po świecie, a cały swój dobytek mieścić w plecaku? Tutaj wrażenie braku jakichkolwiek ograniczeń podsycają krajobrazy. Reacher i jego towarzyszka wędrują przez bezdroża Arizony, odwiedzają miejsca, w których wciąż trzeba korzystać z telefonów stacjonarnych, bo komórki łapią zasięg dopiero kilka godzin drogi dalej. Ale jeszcze bardziej niezmierzony niż krajobrazy Ameryki Północnej jest Internet. Bohaterzy wędrują i po nim, oczywiście przy pomocy fachowców, odnajdując ukryte w nim głęboko miejsca i tajemnice. A te z kolei doprowadzają ich do prawdy o Matczynym Spoczynku.

Child pisze z taką lekkością, że mam wrażenie, iż nawet opowieść o wędrówce Reachera przez pustynię, pozbawionej jakichkolwiek wrażeń, byłaby interesująca. Tym bardziej interesująca jest więc historia, w której dzieje się dużo. „Zmuś mnie” to po prostu jedna z tych książek, w których trudno znaleźć słabe punkty. Akcja toczy się wartko, bez zbędnych dłużyzn i przerywników, bohaterzy, choć specyficzni, są bardzo naturalni. Nic tylko czytać!

Ewa Dąbrowska

Zmuś mnie
Lee Child
Przekład: Jan Kraśko
Wydawnictwo Albatros
Warszawa 2016

 

Recenzja powieści "61 godzin" Childa