Advertisement
Strona główna
Łaska, Anna Kańtoch: recenzja
czwartek, 17 marca 2016

Zęby Czerwonego Kapturka

Z twórczością Anny Kańtoch stykam się od dawna i od równie długiego czasu fascynuje mnie jej pisarski fenomen. Niewielu jest bowiem twórców, którzy z podobną swobodą, swadą i wprawą potrafiliby snuć narrację w bardzo różnych konwencjach. Choć Kańtoch jest przede wszystkim kojarzona z literaturą fantastyczną jako jedna z najważniejszych i nagradzanych współczesnych autorek, jednak w twórczości jej już od bardzo dawna uwyraźniają się „flirty” z inną estetyką, także tą kryminalną (co zresztą posłużyło mi jako materiał do wywodów naukowych i przerodziło w artykuł). Kańtoch to osoba obdarzona niebywałą erudycją, wiedzą i spostrzegawczością, dlatego większość jej utworów odznacza się dbałością o detale psychologiczne, porywającymi intrygami, wielopoziomową intertekstualnością, a w wypadku fabuł fantastycznych – niebywałą wprost i nieograniczoną imaginacją światotwórczą.

ImageAutorkę wyróżnia przy tym jeszcze jeden szczegół – wyraźnie dojrzewa artystycznie, jej niezwykle dynamiczny, a jednocześnie subtelnie rysujący się rozwój widać w każdy aspekcie konstrukcji czy to powieści, czy opowiadania. Dojrzalszy sposób referowania, rozważniejsze rozłożenie akcentów dramatycznych, coraz lepsze dialogi, coraz śmielsze rozwiązania fabularne. Nie sposób nie podziwiać, jak doświadczenia te kumulują się w najnowszym utworze Kańtoch, kryminale „Łaska”. Tym, co zachwyca przede wszystkim, jest wybór czasu akcji, tak bardzo odmienny od (prze)licznych odtworzeń klimatu szalonych lat dwudziestych i mrocznych trzydziestych XX wieku. Tutaj akcja rozgrywa się w dwóch planach temporalnych – w 1955 i 1985 roku – i realia te zostają zaprezentowaną z tak ogromną wiarygodnością i precyzją, że nie ma możliwości kwestionować tego wyboru. Doskonałe stopienie się peerelowskiego klimatu z intrygą, z kreślonymi postaciami sprawia, że tym autentyczniej jawi się śledztwo, motywacje bohaterów, ich decyzje i relacje.

Kańtoch w bezlitosną wprawą kreśli szary, depresyjny świat głównej bohaterki, naznaczonej w dzieciństwie incydentem, który ma potem wpływ na życie zarówno jej, jak innych. Przed trzydziestu laty mała Marysia na kilka dni zawieruszyła się w lesie, a kiedy stamtąd powróciła – bez pamięci o tym, co zaszło – jej istnienie zupełnie się przeobraziło. Dorosła już Maria, rozbita psychicznie samotnica, popadająca w jesienno-zimowe depresje, pracuje w szkole jako nauczycielka. Jest skromną, bardzo wycofaną towarzysko osobą, która niespecjalnie potrafi radzić sobie z definiowaniem uczuć, budowaniem relacji czy interakcji z ludźmi. Kiedy rozpoczyna się seria zabójstw w oczywisty sposób związanych z osobą bohaterki, zainicjowane zostają także wydarzenia, które wyraźnie przeformują jej egzystencję.

Portret wewnętrzny kobiety skomplikowanej udaje się Kańtoch nakreślić niezwykle wiarygodnie – do tego stopnia, że kilkakrotnie zdarzyło mi się sarknąć ze złością: „niech ta Maryśka wreszcie się ocknie z letargu”, „niechże ona, do licha, poczuje, że jak życie boli, to oznacza, że wciąż jest się żywym”. Bo istotnie protagonistka wydaje się funkcjonować na autopilocie i nawet kiedy zdarza się jej wyjść poza ten tryb, czyni to jakoś wciąż niemrawo i blado. To trochę taki Czerwony Kapturek, który nie dość że dał się zeżreć, to jeszcze wciąż jest przez wilka przetrawiany. Oczywiście w krytycznym momencie to właśnie ona umie się „odgryźć”, jednak początkowo zupełnie się na to nie zanosi, nawet wziąwszy pod uwagę upór, z jakim Maria stara się przezwyciężyć własne fobie i niechęci. Nie bez kozery przywołuję tu zresztą znaną narrację o dziewczynce, wilku i lesie, wszak monstrum w „Łasce” pojawia się, i to nader często. Obawiają się go dzieci, obawia Maria, a wreszcie nawet milicjanci, który usiłują dociec, kto i z jakiej przyczyny dokonuje serii morderstw właśnie na nieletnich.

Zagadka kryminalna skonstruowana została świetnie, a uzupełnianie aktualnych zdarzeń retrospekcjami z przeszłości jest bardzo zacnym pomysłem, dowodzącym słuszności tezy, że w dobrym kryminale wszystko się uzupełnia i każdy element to fragment układanki, którą tak należy skomponować, żeby czytelnik miał jak największą zeń frajdę. Kańtoch radzi sobie z tym tak, jakby codziennie planowała kolejny kryminał (przecież nie napiszę, że morderstwo, prawda?), a przy tym szpikuje fabułę rewelacyjnymi wątkami pobocznymi, które umożliwiają zyskanie pełniejszego obrazu także postaci drugoplanowych, jak choćby naprawdę dobrze wpisujący się w poetykę ówczesnej władzy milicjanci.

Nie ukrywam, że miałam nadzieję, że Kańtoch napisze utwór kryminalny, nie ukrywam też, że bardzo życzyłam autorce udanej realizacji w tej konwencji. Jak widać, marzenia się ziszczają, więc nieśmiało pozwolę sobie wyrazić nadzieję na więcej takich utworów pióra tej pisarki.

Ksenia Olkusz


Łaska

Anna Kańtoch
Wydawnictwo Czarne
Seria "Ze Strachem"
Wołowiec 2016