Advertisement
Strona główna
Twardy zawodnik, Marek Stelar: recenzja
piątek, 08 kwietnia 2016

Kłamstwo powtarzane wiele razy staje się prawdą

Prokurator. Człowiek stojący na straży praworządności i chroniący społeczeństwo przed przestępcami. Tyle w kwestii teorii. W praktyce różnie bywa. Korupcja, zastraszanie na porządku dziennym, ogromny stres przy rozwiązywaniu większych spraw. Nic w zawodzie prokuratora nie jest bajką. W końcu to on jest odpowiedzialny za wsadzanie przestępców za kraty więzienia na długie lata.  Mateusz Michalczyk, bohater powieści „Twardy zawodnik” Marka Stelara, jest naprawdę skutecznym prokuratorem, stanowi więc idealny kąsek dla wyjątkowo wyrachowanych kryminalistów, którzy nie zawahają się przed niczym, aby go zniszczyć. Michalczyk odreagowuje stresy, idąc potańczyć przy kawałkach ze starych dobrych lat osiemdziesiątych. Biedaczek nie wie, że akurat ta potańcówka skończy się dla niego nie tylko ogromnym bólem głowy, ale i kobietą z krwawym uśmiechem od ucha do ucha obok. Czy Michalczyk zabił? Czy został wrobiony? I dlaczego? Na te pytania musi znaleźć odpowiedź nie kto inny, a nadkomisarz Robert Krugły.

ImageW tej części przygód nadkomisarza Krugłego jego sytuacja osobista jest godna pozazdroszczenia – ma stabilną sytuację osobistą (choć przez to przybyło go tu i ówdzie!) i profesjonalną (można piąć się już tylko wyżej w szczeblach policyjnej hierarchii). Zupełnie niepotrzebne mu teraz kłopoty, a jednak wplątuje się w nie bez mrugnięcia okiem. Prokurator Mateusz Michalczyk to jego przyjaciel, choć wiele o nim nie wie (zgodnie twierdzą, że mówią sobie tylko tyle, ile chcą powiedzieć). A czego się nie robi dla przyjaciół? Na pewno nie zostawia się ich na pastwę losu w krytycznej sytuacji, zwłaszcza wierząc w ich dobre serce. Robert w tym śledztwie będzie mógł się przekonać, jak bardzo można nagiąć prawdę do własnych celów i że wcale nie da się tak łatwo oczyścić tej prawdy z kurzu kłamstwa.

Marek Stelar zaczynał od opowiadań w klimatach HORRORu, po to, by raczyć teraz czytelników świetnie skonstruowanymi kryminałami z odpowiednią dozą napięcia i umiejętnie dawkowaną przemocą. „Twardy zawodnik”, jak przystało na kontynuację, musiał sprostać dość wygórowanym oczekiwaniom po lekturze „Rykoszetu”. Przyznam, że nie tylko wybrnął z tego obronną ręką, ale zdecydowanie przeszedł oczekiwania.

W „Twardym zawodniku” jest wszystko, czego można oczekiwać od dobrze napisanej powieści kryminalnej. Mamy zbrodnię główną oraz poboczne przestępstwa (na monotonię nie można narzekać). Marek Stelar raczy czytelnika szeroko zakrojoną intrygą, o której ten od początku wie (i tak, to nie jest nic złego). Mimo że znamy plan tej paskudnej historii, to z ciekawością obserwujemy reakcje bohaterów na jego poszczególne elementy. W końcu nawet w najlepszym planie muszą być jakieś luki, prawda?

Reasumując, „Twardego zawodnika” polecam wszystkim, którzy szukają dobrego polskiego kryminału z szeroko rozwiniętą intrygą i wyraźnie zarysowanymi bohaterami, do których można poczuć autentyczną sympatię.

Marta Zagrajek

 
Twardy zawodnik

Marek Stelar
Wydawnictwo Videograf II
Chorzów 2015

Recenzja powieści "Rykoszet"