Advertisement
Strona główna
Pionek, Małgorzata i Michał Kuźmińscy: recenzja
środa, 20 kwietnia 2016

Sprawa Anki (i Sebastiana)

Rzeczywistość nie tylko często zaskakuje o wiele bardziej niż najwymyślniejsza fikcja, ale przede wszystkim stanowi najczęstszą inspirację dla utworów wszelakich. Stopień nasycenia nią jest różny, ale konia z rzędem temu, kto znajdzie utwór pozbawiony najmniejszej kotwicy zaczepionej w rzeczywistości. W przypadku „Pionka”, choć fabuła od początku do końca jest literacką fikcją, trudno nie zauważyć już na pierwszy rzut oka faktów za nią stojących. Faktów, które każą przypomnieć sobie słynną, acz kontrowersyjną sprawę Wampira z Zagłębia.

ImageMarzec 1992 roku. Młoda studentka przyjeżdża do Zabrza. Z dworca odebrać ma ją jej chłopak, jednak szybko okazuje się, że z powodu choroby matki nie może tego zrobić. Baśka rusza więc sama. Nie ma daleko, ale noc i sceneria jak ze świata po końcu świata niepokoją ją coraz bardziej. Czyżby ktoś ją śledził? Nagle popchnięcie zwala ją z nóg, nóż napastnika kończy sprawę.

Morderstwo przypomina zbrodnie sprzed lat dokonane przez człowieka nazwanego Wampirem z Szombierek. Mężczyzna jednak odsiaduje wyrok, który za chwilę dobiegnie końca. Pojawił się naśladowca czy w więzieniu przebywa niewłaściwy człowiek? Sprawą zajmuje się para, która już pokazała, co potrafi, gdy w grę wchodzi rozwiązywanie zagadek. On, Sebastian Strzygoń, to dziennikarz, który stracił reputację, ona, Anka Serafin, jest wykładowcą antropologii. Kiedy ponownie połączą siły, przeszłość nie będzie miała przed nimi tajemnic!

„Anna” – taki kryptonim milicja nadała sprawie ponad dwudziestu morderstw, jakich dopuścił się najsłynniejszy polski seryjny morderca w latach  1964-1970. Czytając „Pionka”, trudno się do niej nie odnieść, choć śląskie tereny obfitują w morderców, którzy co raz okrzykiwani zostają kolejnymi Wampirami. Jest to jednak tylko podobieństwo powierzchowne: obszar, postać, okres działania nawet. Przez związki z rzeczywistymi wydarzeniami fikcja silniej oddziałuje na czytelników. I robi to w świetnym stylu: autorski duet pisze lekko, przyjemnie i w naprawdę wciągający sposób. Zbrodnia otwierająca powieść nadaje rytmu, ale i pewnej prawdziwości – bo działania mordercy są po ludzku nieporadne. Wampir nie jest nadczłowiekiem, jak większość pokazywanych w kinie seryjnych morderców. To człowiek po prostu. Scena, która następuje potem, wykład Anki o znaczeniu jej dziedziny nauczania dla architektury, pokazuje, jak zwyczajnością można zaciekawić i przykuć czytelniczą uwagę. I tak już pozostaje przez całą powieść. Para autorów wraz z parą bohaterów wciąga nas w wir śledztwa i ciekawej tajemnicy.

Modna to treść, modny okres dla wszelkich mediów, modna też stylistyka. A jednak czyta się znakomicie. I nawet fakt, że to drugi tom losów tych postaci, nie zmienia niczego, bo znajomość jego poprzednika nie jest wcale potrzebna, by czerpać przyjemność z „Pionka”. To powieść sprawnie napisana, niegłupia i przyjemnie realistyczna, co szczególnie docenią mieszkańcy Śląska. Na dodatek uzupełniony o słowniczek pojęć regionalnych, których obecność w tekście dodaje posmaku autentyczności.

Zaciekawieni? Mam nadzieję, bo warto jest po „Pionka” sięgnąć i polecić go czytelnikom lubiącym mocne wrażenia.

Michał Lipka


Pionek
Małgorzata i Michał Kuźmińscy
Wydawnictwo Dolnośląskie
Wydanie I
Premiera: 16 marca 2016
Liczba stron: 440

/mat.wyd./

 

Recenzje poprzednich powieści Małgorzaty i Michała Kuźmińskich: "Sekret Kroke" i "Śleboda"