Honor i zbrodnia, Adam Podlewski

Autor: Ewa Dąbrowska
Data publikacji: 29 kwietnia 2016

Honor i zbrodnia

Autor: Adam Podlewski
Wydawnictwo: Wydawnictwo Skarpa Warszawska

Honorem Polska stoi

Pisałam nie tak dawno, że upodobanie niektórych autorów kryminałów do sztafażu „przeszłościowego” nuży mnie już, a co więcej: niepomiernie dziwi, bo zamiast eksplorować nowe opcje, podążają oni ścieżką wytyczoną jakiś czas temu przez innych. Nie, w zasadzie nie „jakiś czas”, a „tyle czasu”, że na temat kryminałów retro powstały naukowe prace, artykuły, magisteria oraz licencjaty i w samym środowisku badawczym wyczuć można zmęczenie powtarzalną predylekcją. Ale zapewne trend ten nie minie, póki tkwić będą i w autorach, i w czytelnikach resentymenty związane z urokiem minionych epok, związane być może niekiedy z pragnieniem osadzenia akcji utworu w rzeczywistości iluzorycznie lepszej/bardziej interesującej od tej, z którą mają na co dzień do czynienia. Wspomnianych resentymentów nie widzę jednak w powieści Adama Podlewskiego „Honor i zbrodnia”, osadzonej, owszem, w przeszłości, lecz tej z rzadka obecnej we współczesnej literaturze kryminalnej. Akcja rozgrywa się w pierwszej połowie XIX wieku, konkretnie zaś tuż przed śmiercią cara Aleksandra I, i rozwija się w równolegle do wydarzeń, które zgon ów implikował.  

Główny bohater, Jacek Olszowski, zwany (uroczo z obecnego punktu widzenia, mniej uroczo, za to groźnie w kontekście dziewiętnastowiecznym) Serduszkiem, nie dość, że zmagać się musi ze śledztwem pozostawionym mu niejako „w spadku” przez zabitego w pojedynku przyjaciela, to jeszcze użera się z przypadkowymi pomagierami, utratą reputacji (bo badanie sprawy popełnionej zbrodni w sposób oficjalny od razu sytuuje go w oczach ogółu po stronie zaborców – tak, tak, to TE czasy), feblikiem ku pięknej Natalii, a ma jeszcze zwyczaj przypadkowo spotykać znane z historii osoby, takie jak młody wówczas i początkujący Krasiński (ach, te passusy poświęcone wyklinanemu przez niektórych bohaterów romantyzmowi, przeklętej przez nich powieści gotyckiej i temu marnemu wierszoklecie Mickiewiczowi… Przyznaję bez bicia, że jako miłośniczka pozytywizmu miałam arcyzacny ubaw i fragmenty niektóre czytałam mojemu lubemu ku uciesze), Wielki Książę Konstanty czy jego małżonka Joanna Grudzińska. W korowodzie osób napotkanych przez protagonistę nie zabrakło nawet małego Frycka Chopina, który eskortowany przez natrętnego tatunia nękał koncertami jego książęcą mość, szantażując obecnych faktem, że kiepsko u niego ze zdrowiem. Tak, tak, Podlewski zgrabnie podszedł do sprawy i pokazał nasze narodowe fetysze osobistościowe w rozmaitym oświetleniu, z dużą dozą humoru i wyczuciem dramatycznym. Nie brakło też choćby samego Napoleona, sprytnie przywołanego w malignowym wspomnieniu Olszowskiego. Ten fragment można zresztą potraktować jako osobną narrację – tu wydzielony jest po prostu jako rozdział – ponieważ traktuje on o śledztwie, które prowadzono podczas „kampanii zimowej”, odnosi się zatem do zupełnie innego przedziału czasowego, a w warstwie fabularnej pojawiają się dużo mroczniejsze i tragiczniejsze wątki.

Przyznać trzeba Podlewskiemu, że z dużą wprawą i swobodą uporał się ze stworzeniem specyficznego dziewiętnastowiecznego klimatu, nie czyniąc tego powierzchownie (sztafażowo), lecz kreując obraz epoki w warstwie fabularnej, w zakresie konstrukcji psychicznej i motywacji postaci, relacji społecznych, a także w aspekcie językowym (kto miał do czynienia z tekstami pisanymi w tej epoce, ten wie, co mam na myśli). Mimo tych starań, poświęcenie całej uwagi detalom budującym znamienność tamtego czasu odbyło się kosztem fabuły. Zagadka kryminalna jest tak nijaka, że znika zupełnie przyduszona nadmiarem bohaterów drugo- i trzecioplanowych, przywołaniami – niekiedy dosłownie na zasadzie filmowego cameo – postaci historycznych i historyczną poprawnością. Śledztwo pozostaje w przytłaczającym cieniu przygód Olszowskiego, który a to się pojedynkuje, a to pomsty szuka, a to toczy dysputy z młodym Krasińskim i tak dalej.

Jednak choć nie bardzo można troszczyć się, o co właściwie toczyła się sprawa, ani specjalnie przywiązać się do ździebko nijakiego protagonisty, to na pewno zapadają w pamięć fragmenty gawędziarskie, jak choćby brawurowo podana anegdota o generale Chłopickim i alkoholu. Treść przemilczę jednak, bo w mojej interpretacji nie brzmi to tak świetnie, jak w powieści Podlewskiego. Ta napisana jest bowiem niebywale starannie, jest stylistycznym cudeńkiem, dowodzącym bardzo dobrego warsztatu i dramatycznego wyczucia. Poświadczają to także włączone w obręb narracji raporty dotyczące kwestii okołokryminalnych, a czytane przez księcia Konstantego, i komentarze, jakimi ów je okraszał. I znów – ten ogromny plus generuje jednak równie spory minus, ponieważ spragniony wiedzy czytelnik nie dostaje żadnych informacji dotyczących ani wydarzeń historycznych, ani wspomnianych anegdot, ani najmniejszej choćby wskazówki biograficznej w odniesieniu do postaci historycznych. Rozumiem, że teoretycznie wszystkimi tymi kwestiami czytelnik powinien być napiętnowany w procesie edukacyjnym, ale wszyscy wiemy, że to byłoby myślenie życzeniowo-utopijne. Nie mówię, że przy każdym nazwisku czy dacie powinien być przypis, ale jakieś glossy w finale byłyby przydatne, ot, choćby na zasadzie encyklopedii (która wszak zacnie obsługuje zarówno teksty realistycznego imperializmu, jak i te fantastycznej proweniencji). Powieść Podlewskiego uznaję za godną uwagi i gorącego polecenia, mimo że autor podpadł mi okrutnie – okrutną właśnie – sceną z owcami. Policzymy się na zebraniu redakcyjnym w „Creatio Fantastica”, Adamie!

Ksenia Olkusz


Honor i zbrodnia
Adam Podlewski
Wydawnictwo Skarpa Warszawska
Warszawa 2016

Udostępnij

Sprawdź, gdzie kupić "Honor i zbrodnia" Adam Podlewski

PRZECZYTAJ TAKŻE

NOWOŚĆ

Honor i zbrodnia, Adam Podlewski

"Honor i zbrodnia" Adama Podlewskiego to łotrzykowska powieść historyczna, której akcja toczy się w dawnej Warszawie. To pierwsza książka wydana przez wydawnictwo ...

21 marca 2016