Advertisement
Strona główna
Dom na wzgórzu, Peter James: recenzja
środa, 08 czerwca 2016

Klasycznie nawiedzony dom

Różne widziałem opinie o książce „Dom na wzgórzu” Petera Jamesa, od zachwytów po miażdżącą krytykę. Ja mogę powiedzieć tylko jedno na jej temat – to naprawdę znakomity HORROR dla fanów gatunku. Horror, który dla powieści o nawiedzonych domach jest tym, czym dla filmów o takiej tematyce był obraz „Nawiedzony”: hołdem i zabawą motywami przy jednoczesnym poważnym potraktowaniu tematu.

ImageJohnny i jego żona Rowena wraz z dziećmi przyjeżdżają do nowo zakupionego georgiańskiego domu na wzgórzu Cold Hill. Ich pobyt nie potrwa jednak długo. Nie zdołają nawet wejść do starej posiadłości…

Wkrótce domostwo nabywa Ollie Harcourt, który wraz z żoną Caro i dwunastoletnią córką Jade zamieszkuje w nim, rozpoczynając remont. Posiadłość jest w opłakanym stanie, gnije, rozpada się, rury nie nadają się do transportu wody, grożąc zatruciem, a instalacja elektryczna niesie niebezpieczeństwo pożaru. Do tego status zabytku – drugiej kategorii, ale jednak – nie pozwala na takie zdawałoby się drobiazgi, jak chociażby wymiana okien. Niemniej rodzina czuje się usatysfakcjonowana zakupem. Piękna, odludna i spokojna okolica, dużo miejsca, jeszcze lepsze perspektywy – nawet zła na fakt zostawienia za sobą przyjaciół Jade musi przyznać, że Cold Hill to całkiem miłe miejsce. Do czasu. Zaczyna się niemal niewinnie: duch kobiety o niezbyt przyjemnej minie, dziwne światła w korytarzu… Lęk budzą dopiero ostrzeżenia pewnego mężczyzny, który przed laty służył mieszkającej tutaj rodzinie. Ale prawdziwy strach, prawdziwe przerażenie dopiero da o sobie znać…

Ta powieść jest jak połączenie książek najlepszego polskiego pisarza grozy Stefana Dardy z klimatycznymi horrorami graniczącymi z kinem nowej przygody, jakie serwował przed laty Stephen Spielberg. Podobnie jak w „Duchu”, do którego rękę przyłożył ten drugi, tak i tu rodzina musi zmierzyć się ze strachami, które nawiedziły ich ostoję spokoju i odkryć sekrety przyszłości, jakie kryją się za wszystkim. I podobnie jak w owym filmie, wszystko wydaje się na początku niegroźne. Jakaś kobieta? Jakieś światła? Ucieczka od zgiełku miasta okazuje się jednak wejściem z deszczu pod rynnę. A nawet jeszcze gorzej, bo idylliczne miejsce potrafi wykończyć swoich mieszkańców nie tylko finansowo.

Peter James, nagradzany autor popularnych THRILLERów i kryminałów, znany także w Polsce, wziął na warsztat motywy wykorzystywane od wieków – pisali o nich przecież i Charles Dickens, i Shirley Jackson, i Richard Matheson, i bardziej współcześnie Stephen King – motywy zgrane, zdawałoby się, do cna. I stworzył z nich naprawdę świetną powieść. Oczywiście, jak to było w przypadku filmu „Nawiedzony”, tak i tutaj w pomyśle i poprowadzeniu nie ma nic oryginalnego, ale nie o to wcale chodzi. Zabawa, jaką oferuje powieść, polega właśnie na tym znanym każdemu schemacie, który dobrze poprowadzony nigdy się nie znudzi – a Peter James poprowadził go znakomicie. Przy okazji napisał wszystko z wyczuciem, czasem w celowo przestylizowany sposób, z ciekawie zawiązaną częścią kryminalną i przyjemnym stylem.

Czy to powieść dla wszystkich? Nie, ale takowa przecież nie istnieje. „Dom na wzgórzu” to po prostu książka dla fanów gatunku, którzy potrafią docenić umowność i doskonale bawić się tym, co klasyczny, choć podany w nowoczesnym stylu i równie aktualnych ramach czasowych horror ma najlepszego do zaoferowania. Polecam, bo ja bawiłem się znakomicie.

Michał Lipka

 

Dom na wzgórzu
Peter James
Przekład: Robert Waliś
Wydawnictwo Albatros
Warszawa 2016