Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Trawers, Remigiusz Mróz: recenzja
Trawers, Remigiusz Mróz: recenzja
poniedziałek, 18 lipca 2016

Forst: ostatnie starcie

Remigiusz Mróz całkiem niedawno szturmem wdarł się na kryminalne salony. Jeszcze dwa lata temu pisarz niemal nieznany, teraz ma rzesze wiernych fanów (o czym świadczy zdobyta przezeń w tym roku Nagroda Czytelników Wielkiego Kalibru).  Czytelnicy pokochali go za wyraziste postaci i fabuły, przy których nie sposób się nudzić. Oba te elementy znajdziemy w trylogii o komisarzu Wiktorze Forście, którą kończy powieść „Trawers”.

ImageHistoria pojedynku Forsta z Bestią z Giewontu musiała kiedyś dobiec końca – i to jest właśnie ten moment. Przypomnijmy: w „Ekspozycji” komisarz ścigał ludzi odpowiedzialnych za śmierć mężczyzny, którego ciało znaleziono powieszone na krzyżu na Giewoncie, wędrując ich śladami przez Polskę i Europę Wschodnią, w „Przewieszeniu” nadal poszukiwał sprawcy zbrodni, który poczyniał sobie coraz zuchwalej. A jako że Forst to policjant niepokorny, próba pościgu za sprawcą, nie zawsze zgodna z literą prawa, doprowadziła go w końcu do… więzienia. Jako więźnia, żeby była jasność. I tu właśnie rozpoczyna się „Trawers”: Forst siedzi i nie ma widoków na wolność. Nie interesuje go więc sprawa zabitego w górach Syryjczyka, w którego ustach umieszczono monetę – znak rozpoznawczy Bestii z Giewontu. Ale sytuacja się zmienia, kiedy ktoś całkiem nieoczekiwany wyciąga do komisarza pomocną dłoń.

„Trawers” jest dokładnie tym, czym były „Ekspozycja” i „Przewieszenie”: zapierającą dech w piersiach opowieścią o przygodach Wiktora Forsta. To wciąż ten sam człowiek: irytujący, bezczelny, a przy tym budzący mnóstwo sympatii teraz-już-były-policjant. Zmieniło się natomiast jedno: Forst przestał widzieć przed sobą jakikolwiek cel. Nie tylko dlatego, że siedzi w więzieniu i codziennie wspomaga się „lekarstwem na migrenę”, czyli kompotem. Na szczęście nie jest to stan permanentny – w wyjściu z impasu pomagają mu prokurator Wadryś-Hansen, komendant Osica i, paradoksalnie, Bestia z Giewontu. A także pewna postać znana z innego cyklu Remigiusza Mroza. Nie zdradzę, o kogo chodzi – ale fani autora z pewnością się tego domyślą.

Ta trylogia to przede wszystkim opis fascynujących przygód Forsta. W ostatniej części Remigiusz Mróz przemyca jednak również trochę refleksji na aktualne tematy społeczno-polityczne. Konkretnie: uchodźców i stosunku Polaków wobec nich – na przykładzie Syryjczyków, którzy trafiają do Zakopanego i tu zostają tymczasowo zakwaterowani. Początkowy niechętny dystans mieszkańców z czasem przeradza się w manifestacje, a bierny opór zamienia się w opór jak najbardziej czynny. Zabójcy udaje się „wyciągnąć z ukrycia wszystkie demony, które drzemały w polskim społeczeństwie – i być może nie tylko w nim”. Ale nawet wprowadzenie tak ważkiego problemu nie zmienia faktu, że „Trawers” to po prostu świetna rozrywka. Duża w tym zasługa stylu, dzięki któremu czytelnik wręcz niezauważalnie płynie przez zdarzenia. Pewnie, że da się znaleźć w tej książce jakieś drobne niedociągnięcia, można czepiać się wiarygodności niektórych zdarzeń czy faktu, że Forst wychodzi cało (no, niemal cało) nawet z najgorszych tarapatów. Ale – po co? Remigiusz Mróz pisze z pasją, która udziela się czytelnikowi. A zakończenie powieści uświadamia, że autor potrafi podsuwać czytelnikowi tropy pod nos – ale tak, by ten nie rozpoznał ich jako tropy. Sama się na to złapałam, czego dowodem recenzja „Przewieszenia”. Nie zdradzę oczywiście, o co chodzi, ale właśnie dlatego swoją recenzję zakończę słowami: brawo, panie Mróz!

Ewa Dąbrowska

Trawers
Remigiusz Mróz
Wydawnictwo Filia
Poznań 2016

 

Recenzje innych powieści Remigiusza Mroza: "Przewieszenie", "Kasacja" i "Zaginięcie"

Wywiad z Remigiuszem Mrozem