Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Ofiara bez twarzy, Stefan Ahnhem: recenzja
Ofiara bez twarzy, Stefan Ahnhem: recenzja
środa, 10 sierpnia 2016

Ofiara na dobry początek

Stefan Ahnhem na rynku literackim może nie jest zbyt znany, ale fani szwedzkich dreszczowców i kryminałów, którzy nie ograniczają się tylko do słowa pisanego, z pewnością kojarzą jego nazwisko. To w końcu Ahnhem był scenarzystą cenionego serialu o Kurcie Wallanderze, a także losów inspektor Irene Huss, a co za tym idzie: zna się na tworzeniu ciekawych fabuł ze zbrodnią w tle. I to właśnie doskonale czuć w „Ofierze bez twarzy”, choć bez pewnych „ale” się nie obyło.

ImageFabian Risk nie jest już młody, ma 43 lata i przez długi czas był policjantem w Sztokholmie. Teraz jednak nadszedł czas na zmiany w życiu. Fabian wraz z rodziną powraca do miasta, w którym się wychował, gdzie ma objąć posadę w policji. Ale na razie wciąż ma wolny czas, który może spędzić z bliskimi i poświęcić na odpoczynek od służbowych obowiązków. A przynajmniej tak mu się wydaje, więc nie zamierza odbierać telefonu od swojej przyszłej szefowej. W końcu miał wieść od teraz lekkie, spokojne, wspaniałe życie i naprawić relacje z żoną i synem. Szefowa, Astrid Tuvesson, zjawia się jednak na jego progu, prosząc o pomoc. Oto bowiem znaleziono zwłoki dawnego kolegi z klasy Fabiana, a obecnie nauczyciela, Jörgena Pålssona. Ktoś zamordował go z niezwykłą brutalnością, odcinając dłonie i zostawiając walczącą o życie i ucieczkę z zamkniętego pomieszczenia ofiarę na pewną śmierć. Obok natomiast pozostawił zdjęcie klasowe z przekreśloną twarzą zabitego. Czyżby ktoś zamierzał pozbawić życia wszystkich swoich szkolnych kolegów? Rozpoczyna się chora wyliczanka i walka z czasem, w której Fabian na równi może być ścigającym, jak i ściganym…

Nie ma co owijać w bawełnę – „Ofiara bez twarzy” to rasowy szwedzki THRILLER, który konsekwentnie i w bardzo dobrym stylu realizuje gatunkowe założenia. Mamy więc tajemniczy zgon, od którego zaczyna się cała akcja (zgon tym dziwniejszy, że ofiara była słusznych rozmiarów i nie gorszej siły, a jednak ktoś zdołał ją tak okaleczyć), mamy też swoiste odliczanie w stylu najsłynniejszej powieści Agathy Christie „I nie było już nikogo”. Jest tu również bohater, który z poprzedniej pracy został zwolniony, a na polu prywatnym nie układa mu się najlepiej, oraz inteligentny morderca-sadysta. Istotną rolę odgrywają też wątki znęcania się w szkole i obojętności wobec tego, a także brudy, jakie skrywa właściwie każdy człowiek. Autor łączy to w ciekawą całość podaną w lekkim stylu. Niestety nie ustrzegł się kilku wpadek. Same motywy mordercy są sztampowe, a i główny bohater daleki jest od przełamania schematu, który ciąży na thrillerach/kryminałach. Właściwie najbardziej do gustu przypadła mi Astrid Tuvesson, która pokazała konkretny charakter, może nie zawsze kobiecy, ale przez to nabierający jeszcze więcej kolorytu.

A jednak całość jest napisana naprawdę przyjemnie i wciągająco. I co z tego, że akcja pod koniec się dłuży, a okładkowe zrównanie autora z choćby Larssonem mija się z prawdą, skoro „Ofiarę…” czyta się znakomicie. Nawet jeśli zna się wszystkie te zabiegi na pamięć i trudno być czymś konkretnie zaskoczonym, powieść Ahnhema ma swój urok i fani gatunku będą zadowoleni – i chętni na więcej.

Michał Lipka

Ofiara bez twarzy
Stefan Ahnhem
Przekład: Ewa Wojciechowska
Wydawnictwo Marginesy
Warszawa 2016