Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Immunitet, Remigiusz Mróz: recenzja
Immunitet, Remigiusz Mróz: recenzja
środa, 07 września 2016

Heroes Reborn

Już w samym tytule recenzji nawiązać mi wypada do jednego z feblików Remigiusza Mroza objawiających się tym, że w poprzednich częściach cyklu o Chyłce i Zordonie czynił autor liczne aluzje popkulturowe, które teraz powieść „Immunitet” inkrustują niczym diamenty królewską tiarę. Autor ma widać upodobanie między innymi do seriali, i to nie tylko tych najbardziej rozpoznawalnych, jak „Gra o tron”, ale tych mniej znanych i mniej docenianych, jak „Person of Interest” (serial ambitny, dla niebanalnego odbiorcy), oraz zdrowe podejście do rodzimych produkcji – co obrazuje imaginowana przez Zordona zabawna rozmowa dwóch gangsterów o jednym z polskich tasiemców obyczajowych.

ImageZanim jednak rozpiszę się o tym, jak cudownie nurzać się w popkulturze (literackiej, muzycznej, filmowej i serialowej) w towarzystwie Mroza, zacznę od rzeczy podstawowej. Otóż choć pisarz tworzy naprawdę sporo, będąc człowiekiem wybitnie zapracowanym, to jego warsztat twórczy wcale na tym nie cierpi, co więcej – rozwija się wyraźnie, a talent pisarski Mroza po prostu dojrzewa. Doskonale zbalansowany narracyjnie „Immunitet” jest tego najlepszym świadectwem. Mróz nie powtarza tych samych motywów, nie prowadzi intrygi wedle jednego klucza, nie zadręcza czytelnika kolejnymi opisami pijackich wyczynów Chyłki. Dziękować rozsądkowi autora, nieobjawiającego tendencji do działań w stylu deus ex machina – wciąż pozostaje ona alkoholiczką, ale jej działania nie są już na pierwszym planie (co w „Rewizji” było bardzo trudnym doświadczeniem, bo autor wnikliwie opisał rozmaite etapy staczania się prawniczki w nałóg). Jedno za to w obrębie intrygi kryminalnej pozostaje niezmienne – liczba tropów, którymi podążyć muszą bohaterowie, rozmaitość kłamstw, które trzeba naświetlić, a wreszcie niewygoda prawd, które wychodzą na jaw.

W „Immunitecie” Chyłce i Zordonowi nie tylko przychodzi zmierzyć się z kolejnym trudnym klientem, medialnymi burzami i nagłaśnianą ze wszech miar sprawą. Ta część cyklu to punkt zwrotny dla kształtowania się nowych zachowań protagonistów, związany także z ich wzajemnymi relacjami i tym, co usilnie próbują zdefiniować. Bynajmniej nie idzie tutaj o tę obecną od pierwszego tomu afektację, ten magnetyzm, który Mróz w jednej ze scen „Immunitetu” opisuje tak plastycznie, że czytelnik po prostu omdlewa z wrażenia, lecz o pewien szczególny zwrot, jaki dokonuje się w sposobie myślenia, postrzegania rzeczywistości oraz innych ludzi przez protagonistów. Oni w każdej części cyklu w jakimś stopniu ulegają przemianie, ale ta powieść jest swoistym punktem dywergencji. Rzecz jasna, Chyłka wciąż pozostaje tą samą nieprzejednaną, naznaczoną ambicją kobietą, a Zordon wciąż nie radzi sobie z nią tak dobrze, jak powinien, lecz nie o to tu idzie, bo po prostu nie ten motyw jest w tej chwili najistotniejszy. Kiedy przyjdzie mi pisać recenzję kolejnej części tego cyklu – bo Mróz w finale podrzuca czytelnikowi kukułcze jajo… to znaczy cliffhanger i raczej nie powstrzyma się (mam nadzieję) przed kontynuacją przygód tych bohaterów – wtedy myśl rozwinę.

Zamiast tego odniosę się do wskazywanych na okładce książki motywów politycznych, których obawiałam się najbardziej. Niepotrzebnie. Bo choć problemy współczesnej polityki są w powieści obecne, to nie na tyle, by obciążać odbiorcę bagażem tych doświadczeń, które naznaczają jego/nasze życie niemal na każdym kroku. Mróz unika wyraźnego komentarza politycznego, skupiając się za to na prześwietnych potyczkach sądowych, konstruując rewelacyjnie dynamiczne dialogi oraz bardzo wiarygodne portrety postaci. Tu nikt nie jest idealny, choć tytuł mojej recenzji w pewien sposób wskazuje, że wśród tych odcieni szarości trafiają się momenty, które tylko tak można skomentować.

Na „Immunitet” czekało wielu wielbicieli i admiratorów twórczości Mroza. Choć mnie samą – z uwagi na recenzencki przymus – ominęła powolna, delektacyjna lektura powieści, sądzę, że najlepszą rekomendacją będzie takie podsumowanie: znajdźcie czas, spokój i chwilę dla własnych myśli, ponieważ warto przeczytać „Immunitet” w pełnym skupieniu oraz  wyciszeniu, żeby nie uronić choćby jednego zdania, jednego gestu, jednej aluzji.

Ksenia Olkusz

Immunitet
Remigiusz Mróz
Wydawnictwo Czwarta Strona
Poznań 2016

 

Recenzje poprzednich powieści cyklu o Chyłce i Zordonie: "Kasacja", "Zaginięcie" i "Rewizja"

Recenzje trylogii z Forstem: "Ekspozycja" , "Przewieszenie" i "Trawers"


Wywiad z Remigiuszem Mrozem