Advertisement
Strona główna
Sidney Chambers. Cień śmierci, James Runcie: recenzja
poniedziałek, 19 września 2016

Detektyw z przypadku

„Sidney Chambers. Cień śmierci” to pierwsza z cyklu sześciu książek, którego głównym bohaterem jest Sidney Chambers – ksiądz w małym angielskim miasteczku Grantchester. Składa się na nią sześć opowiadań, których akcja toczy się w latach pięćdziesiątych XX wieku. Głównie na angielskiej prowincji, ale niekiedy autor przenosi nas razem z bohaterem do powojennego Londynu.

ImageKsiądz kanonik Sidney Chambers nigdy nie zamierzał zostać detektywem. Doszło do tego dosłownie przypadkiem, w pewien październikowy poranek 1953 roku, kiedy zgłosiła się do niego kochanka notariusza, który rzekomo popełnił samobójstwo. Sidney czuje się w obowiązku wyjaśnić tę kwestię – dotyczy wszak jego „owieczek”. Poza tym przyjacielem księdza kanonika jest inspektor Keating, który może pomóc. A później Sidney Chambers wikła się w kolejne kryminalne sprawy, oczywiście znów przypadkiem: zniknięcie cennego obrazu, śmierć córki właściciela klubu jazzowego, kradzież pierścionka zaręczynowego…

Zacznijmy od tego, że to bardzo spokojna książka, w której warstwa kryminalna jest właściwie tylko pretekstem do pokazania Anglii lat pięćdziesiątych. Autor przedstawia przede wszystkim życie na prowincji – małomiasteczkową społeczność, jej powojenne problemy (wspomina chociażby kartki na żywność, na szczęście już nieobowiązujące) i drobnostki, które składają się na codzienność (na przykład skromne posiłki, które przygotowuje księdzu jego nieustannie narzekająca gospodyni – i wyrafinowane uczty w domu bogatych znajomych). Parafialna społeczność małego miasteczka kontrastuje z Londynem, który tętni życiem i jazzem. Ksiądz Chambers co jakiś czas się tam wybiera – a to by spotkać się z przyjaciółką, a to by posłuchać koncertu. Ale nie znaczy to, że nie myśli o swojej pracy; jego obowiązki jako duchownego nieustannie zaprzątają mu myśli, często martwi się, że sprawy wiary nie zajmują go tak dalece, jak powinny. A przy tym jest w głównym bohaterze coś ujmującego – może dlatego, że autor nie stworzył go wyniosłym duchownym, który nie zniża się do myślenia o praktycznych aspektach życia. Wprost przeciwnie: Sidney Chambers bez problemu zauważa, że pewna dama nosi „nieznośnie praktycznie sandały”, nie lubi sherry, które według powszechnej opinii jest ulubionym trunkiem duchownych, kocha jazz i wciąż zastanawia się, czy by się nie ożenić (w Kościele anglikańskim księża mogą wchodzić w związki małżeńskie).

Powieść z pewnością wyróżnia się w warstwie stylistycznej. Bo Runcie nie tylko opisuje dawne czasy – pisze tak, jakby właśnie wtedy tworzył (a przecież pierwszą część przygód Sidneya Chambersa opublikowano w Wielkiej Brytanii w 2012 roku). Autorzy współczesnych powieści kryminalnych nie wzbraniają się przez scenami przemocy i gwałtu, zwykle nie szczędząc czytelnikowi szczegółów. Tymczasem w książce Runciego pojawia się na przykład tak wyważona scena molestowania seksualnego, że niemal nic się w niej nie dzieje. A jednak działa na wyobraźnię czytelnika… W książce znajdziemy też zwroty, które w latach pięćdziesiątych były powszechnie używane, dziś zaś są traktowane jako niepoprawne politycznie. Innymi słowy: James Runcie nie tyle opisuje lata pięćdziesiąte, co przenosi w nie czytelnika.

Sidney Chambers nie jest oczywiście pierwszym duchownym-detektywem w literaturze – wystarczy wspomnieć ojca Browna, stworzonego w 1910 roku przez Gilberta Chestertona, czy braciszka Cadfaela Edith Pargeter, który pojawił się po raz pierwszy w 1977 roku. Jednak każdy z tych duchownych ma indywidualny rys. Co ciekawe, utwory obojga autorów stały się podstawą seriali, tak jak książki Runciego. Co prawda raczej nie skuszę się na seans, bo tego typu seriale nie należą do moich ulubionych, ale spotkanie z książką „Sidney Chambers. Cień śmierci” uważam za bardzo sympatyczne.

Ewa Dąbrowska

Sidney Chambers. Cień śmierci
James Runcie
Przekład: Ewa Penksyk-Kluczkowska
Wydawnictwo Marginesy
Wydanie I
Seria "Zagadki Grantchester"
Premiera: 6 lipca 2016
Liczba stron: 384

/mat.wyd./