Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Dom czwarty, Katarzyna Puzyńska: recenzja
Dom czwarty, Katarzyna Puzyńska: recenzja
poniedziałek, 07 listopada 2016

Stężenie zbrodni na metr kwadratowy

Cykle powieściowe mają z reguły to do siebie, że rysują jakiś model dynamiki między postaciami a światem i wzorzec ten kontynuują ku uciesze przyzwyczajonych doń czytelników. W utworach Katarzyny Puzyńskiej matryca estetyczna wikłająca odbiorcę w relację z tekstem poszerzona zostaje o element przestrzenny, charakterystyczny dla fabuł tej autorki. Są nim niewielkie miejscowości, w których życie upływa leniwie, a pod  z pozoru spokojną powierzchnią więzi społecznych buzuje ferment, który nieuchronnie i każdorazowo prowadzi do tragedii. Te zaś swoje źródła mają najczęściej w przeszłości – tej bliższej, dalszej i najdawniejszej. Wszystkie wskazane składniki, a także pewien specyficzny sposób konstruowania narracji przypominają bardzo poczytny cykl Camilli Läckberg o Fjällbace. Nie jest to zarzut, lecz spostrzeżenie, które niewątpliwie potwierdza nowa powieść Puzyńskiej, zatytułowana tajemniczo „Dom czwarty”.

ImagePisarka jak zwykle ustawia poznawczą poprzeczkę bardzo wysoko, zasypując czytelnika mnóstwem informacji i swobodnie przemieszczając się między rozmaitymi osiami czasowymi oraz punktami widzenia kolejnych bohaterów. Nie zmieniło się także upodobanie autorki do dramatycznych cliffhangerów wieńczących sporą liczbę rozdziałów, a także do wplątywania protagonistów w coraz bardziej skomplikowane sytuacje prywatne, które rzutują w sposób drastyczny na ich funkcjonowanie w świecie – i tym rodzinnym, i zawodowym. Zaznaczyć warto, że Puzyńska z żelazną konsekwencją każe swoim bohaterom przechodzić piekło traum i z równie żelazną konsekwencją unika stosowania chwytu deus ex machina, byle tylko stali się oni takimi samymi ludźmi, jak na początku cyklu. Nie, autorka rozważnie i z determinacją (czasem niekiedy troszkę przerysowaną, jak w wypadku Daniela Podgórskiego) przepoczwarza protagonistów, pokazuje, jak doświadczenia i czas oddziałują na jednostkę.

Taki sposób kreślenia psychologicznych portretów postaci umożliwia Puzyńskiej wzmożenie minorowego nastroju, w jakim dwójka policjantów – wspomniany Podgórski wraz z Emilią Strzałkowską – i psycholożka oraz profilerka in spe, Weronika Nowakowska, rozpoczynają śledztwo w sprawie zaginięcia dawnej a nieznośnej znajomej, również policjantki, Klementyny Kopp. Ta zniknęła bowiem bez śladu w swoich rodzinnych stronach, prawdopodobnie próbując rozwikłać zagadkę śmierci ciężarnej Róży Grabowskiej.

Ponownie scenerią (mnóstwa, jak się okazuje) zbrodni jest niewielka, malownicza miejscowość, której wojenna historia już sielską nie jest, bowiem na tych właśnie terenach Niemcy z ogromną brutalnością tłumili wszelkie przejawy oporu. Retrospekcje rozgrywające się w 1939 są bardzo wymowne i niepokojące w wielu kontekstach. Autorka prezentuje bowiem brutalność jako codzienność, zaś zwyrodniałe tortury na więźniach jako część zawodowych obowiązków, po wykonaniu których można wrócić do żony i dzieci na wspólny obiad. Nie lepiej – mimo wszystko – radzą sobie ludzie w kryzysie lat siedemdziesiątych, a grasujący w okolicy (przypomnę znowu – naprawdę niedużej) przestępcy powoduje, że stężenie zbrodni na metr kwadratowy jest doprawdy ogromne.

Rzecz jasna, Puzyńska nie byłaby sobą, gdyby nie wrzuciła, w i tak już obfity tygiel osobowości, kolejnych indywiduów skupionych wokół rodziny Kopp, nie dołożyła dziwacznych relacji familijno-sąsiedzkich, nie skomplikowała sprawy niewyjaśnionymi zabójstwami z lat siedemdziesiątych, zaginionym skarbem czy dramatyczną historią małżeńską Klementyny i nie przedstawiła czytelnikowi potencjalnego seryjnego mordercy. Czytając ten napisany właśnie akapit, można by odnieść wrażenie, że w świecie powieściowym panuje nielichy galimatias, jednak lektura „Domu czwartego” nie jest udręką. Wręcz przeciwnie, daje ogromną satysfakcję, zwłaszcza w momencie, kiedy się te wszystkie rozsiane wątki zbierze i odnajdzie właściwą ku finałowi drogę.

Niewątpliwie autorka bardzo sprawnie i logicznie konstruuje każdy z tych wątków, pilnie przestrzegając nie tylko wzajemnych między nimi zależności, lecz także nie gubiąc charakterystycznych dla każdego z bohaterów zachowań. Owszem, są w powieści elementy mocno przerysowane, czasem przekombinowane, melodramatyczne nieco na siłę i niekiedy niepotrzebne z punktu widzenia spójności fabuły, jednak pamiętać należy, jak obszerne są wszystkie części cyklu i z jaką prędkością Puzyńska zaspokaja zachłanne apetyty czytelników. Dlatego chylę czoła i domagam się wieści o dalszych losach bohaterów w formie kolejnych książek.

Ksenia Olkusz


Dom czwarty

Katarzyna Puzyńska
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Warszawa 2016
 

Wywiad z autorką

Recenzje poprzednich części cyklu: