Granat poproszę!, Olga Rudnicka

Autor: Ksenia Olkusz
Data publikacji: 10 listopada 2016

Granat poproszę!

Autor: Olga Rudnicka
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Jedna baba drugiej babie…

Olga Rudnicka to pisarka niezwykle pracowita (kto się spodziewał, że napiszę, że  „płodna”, chyba mnie nie zna, bo w kontekście polskiej rzeczywistości nie mam zamiaru wywoływać wilka z lasu) i w nader młodym wieku ma już słuszny dorobek, cieszący się atencją. Dla przypomnienia – autorka specjalizuje się w kryminałach stylizowanych na chick lit, i choć nie stroni też od innych konwencji, zdecydowanie w tej radzi sobie najsprawniej. Znając doskonale twórczość Rudnickiej, ze sporymi oczekiwaniami sięgnęłam po „Granat poproszę!”, sugerując się naprawdę dobrym poziomem pisarskiej spécialité de la maison Rudnickiej.

I tu ogłuszyło mnie pierwsze zaskoczenie, bowiem „Granat…” z trudem można wtłoczyć w ramy konwencji, a to z tej przyczyny, że zagadek czy przestępstw tutaj tyle, co kot napłakał, dominuje natomiast intryga obyczajowo-komediowo-(quasi-)romansowa (cóż za językowy potworek!). Otóż wzięta, choć niezbyt pewna siebie pisarka, Emilia Przecinek, otrzymuje od męża informację, że ten nie dość, że zamierza wziąć z nią rozwód, to jeszcze odchodzi do młodszej a ciężarnej niewiasty. Małżonek nie jest zresztą jedynym powodem zmartwień bohaterki, jako że nieprzyjemności dostarczają jej również dzieci, obdarzone – nie wiedzieć po co i na co – koszmarnymi ksywkami Kropka i Kropeczek, za którymi kryją się nie tak znowu potworne imiona: Krystyna i Klemens (dramat to by był, gdyby dzieciątka zwały się, dajmy na to, Klotylda i Kłentin). Zapętlona w rozgrywkach domowo-zawodowych Emilia stara się utrzymać psychiczną równowagę, w czym wybitnie jej przeszkadzają inne damy, czyli własna matka, matka męża oraz agentka bohaterki. Wszystkie trzy równie wyraziste, pazurzaste i charakterne, stanowiące zupełne przeciwieństwo głównej postaci.

Rzecz w tym, że zamiast sympatycznego rozgardiaszu Rudnicka stworzyła rozłażącą się w szwach fabułę, po której – niby bezgłowe kurczaki – pałętają się bez ładu i sensu poszczególni bohaterowie. Żal zwłaszcza zmarnowanego potencjału komicznego wspomnianych trzech pań, z których każda jest osobowością i choćby z tego powodu perypetie Emilii wypadają na ich tle po prostu blado. Potencjał kobiet, ich niezwykłe zdolności adaptacyjne, nieograniczone możliwości w osiąganiu zamierzonego celu, talent do przetrwania najtrudniejszych momentów były dotychczas znakiem rozpoznawczym prozy Rudnickiej. Autorka tworzyła postaci zdeterminowane, umiejące znaleźć wyjście z najbardziej zawikłanych problemów. Tymczasem w powieści „Granat poproszę!” te walory ulegają rozmyciu, a akcenty zostają rozłożone w niewłaściwych miejscach, tak że całość prezentuje się odrobinę niechlujnie.

Owszem, perypetie Emilii śledzić można bez obrzydzenia, zaśmiewając się od pierwszych zdań (te skądinąd są naprawdę warte uwagi i przydać się mogą jako życiowe motto) i nie przestając się uśmiechać przy kolejnych, ale kiedy dociera się do ostatniej strony, na myśl przychodzi tylko jedno pytanie: jaki to w ogóle ma sens? Bo świat stworzony przez Rudnicką jest w zasadzie czarno-biały (kobiety są tutaj niezmiennie silne i wzajemnie sobie pomagają, za to mężczyźni są niezmiennie słabi i za nic w świecie nie potrafią wzbudzić sympatii), z banalnymi problemami (ani nastolatki, ani starsze pokolenie nie wnoszą absolutnie nic poza powtarzanym do samego końca „homofonicznym” żarcikiem), autorka zaś ogrywa wszystko za pomocą najprostszych trików. Pomysł fabularny jest niezły, język opisu i dialogi także znośne, momentami naprawdę dynamiczne, jednak (co tyczy się też bardzo przeze mnie lubianej serii Natalie) powieść jest po prostu niedopracowana. Diagnozę taką stawiam jednak nie dlatego, że Rudnicka pisze sporo –  a to zwykle bywa niezbyt fortunne dla jakości (choć przeczą temu utwory Remigiusza Mroza czy wiele opowiadań autorstwa Andrzeja Pilipiuka) – lecz z tego właśnie powodu, że czas oraz cierpliwość sprzyjają doszlifowaniu warsztatu i że  niekiedy nie warto tworzyć tak, jakby od ilości materiału zależało życie pisarza.

Udostępnij

Sprawdź, gdzie kupić "Granat poproszę!" Olga Rudnicka

PRZECZYTAJ TAKŻE

RECENZJA

Zbyt piękne, Olga Rudnicka

„Zbyt piękne” jest napisane z lekkością, bez wymuszonego humoru, za to z wyrazistymi postaciami. Na długi wieczór po ciężkim dniu – idealnie!

01 marca 2018

RECENZJA

Były sobie świnki trzy, Olga Rudnicka

Wprawdzie wciąż nie polecam morderstwa jako sposobu na wrednego męża, ale z pewnością polecam „Były sobie świnki trzy” jako wentyl bezpieczeństwa. 

16 września 2016

NOWOŚĆ

Były sobie świnki trzy, Olga Rudnicka

"Były sobie świnki trzy" to najnowsza powieść Olgi Rudnickiej. Jak w niemal wszystkich innych książkach pisarki, i tutaj nie zabraknie humoru - to historia trzech ...

18 marca 2016

NOWOŚĆ

Diabli nadali, Olga Rudnicka

A może macie ochotę na lżejszą lekturę? Jeśli tak, polecamy komedię kryminalną Olgi Rudnickiej "Diabli nadali", która ukazała się we wtorek nakładem Wydawnictwa ...

09 października 2015

RECENZJA

Do trzech razy Natalie, Olga Rudnicka

Komizm postaci, słowny i sytuacyjny – wszystkiego tego Rudnicka używa z wyczuciem, ponadto język polski nie jest jej obcy, w związku z czym powieść jest zgrabnie ...

27 kwietnia 2015

NOWOŚĆ

Do trzech razy Natalie, Olga Rudnicka

Poznane w "Natalii 5" oraz "Drugim przekręcie Natalii" siostry powracają! Najnowsza komedia kryminalna Olgi Rudnickiej, "Do trzech razy Natalie", ukazała się dziś ...

20 stycznia 2015

NOWOŚĆ

Fartowny pech, Olga Rudnicka

Olga Rudnicka mimo młodego wieku napisała już dziewięć powieści kryminalnych. Najnowsza z nich, "Fartowny pech", to historia prywatnego detektywa, którego prześladuje ...

10 czerwca 2014

RECENZJA

Cichy wielbiciel, Olga Rudnicka: recenzja

{mosimage}RECENZJE - KSIĄŻKINie taki wielbiciel fajny jak go malująOlga Rudnicka to młoda polska pisarka, która debiutowała w 2008 roku. Od tamtego czasu ukazało się ...

24 maja 2013

RECENZJA

Natalii 5, Olga Rudnicka

Co się stanie, kiedy pięć obcych sobie kobiet o trudnych charakterach zamieszka w jednym domu? Nie pozabijają się, choć momentami są tego bliskie. Zwycięża jednak ...

16 maja 2011