Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Stukanie do mych drzwi, David Jackson: recenzja
Stukanie do mych drzwi, David Jackson: recenzja
poniedziałek, 14 listopada 2016

Nigdy więcej!

Wyobraź sobie, że jesteś sam w domu. Jest noc, za oknem panuje ciemność. W pewnym momencie do drzwi rozlega się stukanie, ale… nikt za nimi nie stoi. Scena niczym z HORRORu, prawda? Tak właśnie zaczyna się powieść „Stukanie do mych drzwi” Davida Jacksona. Wszystkie poprzednie książki tego autora łączył główny bohater: Callum Doyle, amerykański detektyw o irlandzkich korzeniach. Tymczasem „Stukanie do mych drzwi” rozpoczyna nową serię; jej bohaterem jest policjant z Liverpoolu Nathan Cody.

ImageCody do niedawna był tajniakiem, ale kiedy jedna z prowadzonych przez niego spraw zakończyła się źle, przeniósł się do Wydziału Zabójstw. Teraz ma się zająć sprawą morderstwa, którego ofiarą padła samotna kobieta. Zabójca pozostawił na miejscu zbrodni martwego kruka i cytat z poematu Edgara Allana Poe. Szybko okazuje się, że to dopiero początek. Ofiary łączy jedno: są policjantami. A na następnych miejscach zbrodni pojawiają się kolejne martwe ptaki…

Wydawca nazywa tę powieść „policyjnym THRILLERem”. I słusznie. Owszem, jej bohaterami są policjanci, co mogłoby sugerować, że mamy do czynienia z kryminałem – ale nie śledzimy śledztwa wnikliwie, krok po kroku, jak w powieści policyjnych procedur. Sam wątek kryminalny jest zresztą nieco sztampowy: mamy tu seryjnego mordercę, który za cel upatrzył sobie określoną grupę ludzi i kieruje się znanym sobie tylko, nieco wydumanym przesłaniem. I gdyby akcja skupiała się wyłącznie na tej historii, „Stukanie do mych drzwi” byłaby jedną z tych powieści, które czyta się szybko – i o których jeszcze szybciej się zapomina. Tak jednak na szczęście nie jest.

 Oprócz dość ogranej serii morderstw mamy tutaj bowiem intrygującego głównego bohatera. Nathan Cody ma (że się tak górnolotnie wyrażę) głębię, której często próżno szukać w bohaterach thrillerów. Ten policjant po traumatycznych przeżyciach – trauma to w jego przypadku słowo-klucz – codziennie walczy z demonami przeszłości. Jej szczegóły długo pozostają zakryte przed czytelnikiem, co sprawia, że powieść czyta się z jeszcze większym zainteresowaniem: co też takiego przeżył Cody? Nie martwcie się jednak, powieść nie jest wcale smutno-patetyczna. Scena, w której poznajemy Cody’ego, rewelacyjnie wybrzmiałaby bowiem w komedii kryminalnej: zaraz po początkowej scenie niczym z horroru, o której już wspominałam, czytelnik śledzi pościg policjanta za przyłapanym na gorącym uczynku ekshibicjonistą. Później jednak wracamy do klasycznego schematu thrillera, którego najważniejszym elementem jest napięcie. To właśnie dzięki tak wyrazistej postaci jak Nathan Cody powieść zostawia w pamięci czytelnika ślad.

David Jackson uczy kreatywnego pisania. I jeśli przyjrzeć się powieści, da się to dostrzec. W „Stukaniu do moich drzwi” autor wykorzystuje wszystkie najlepsze chwyty znane z thrillerów: opozycję policjant vs. seryjny morderca, bohatera po przejściach, dużą rolę miasta (Liverpool jest tu bowiem opisany tak dokładnie, że śmiało można by sobie urządzić wycieczkę śladami bohaterów), wreszcie zakończenie, które umiejętnie podsyca ciekawość czytelnika co do dalszego ciągu. Wiem, że to wszystko już było – ale Jackson wykorzystuje schematy na tyle umiejętnie, że wcale mi ta świadomość nie przeszkadza. Co więcej: chętnie sięgnę po kolejne przygody Nathana Cody’ego.

Ewa Dąbrowska


Stukanie do mych drzwi

David Jackson
Przekład: Bartosz Kurowski
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Warszawa 2016