Advertisement
Strona główna
Krwawa wyliczanka, Tony Parsons: recenzja
piątek, 18 listopada 2016

#zabicwszystkieswinie

Czy Kuba Rozpruwacz korzystałby dzisiaj z Twittera? Czy Dusiciel z Bostonu zmieniałby swój status związku na Facebooku? Co udostępniliby na tablicy i ile mieli polubień? Media społecznościowe mają ogromną siłę rażenia, przekonaliśmy się o tym wielokrotnie. Potrafią zjednoczyć masy, przykleić łatkę albo w krótkiej chwili zniszczyć wizerunek. Bob Rzeźnik z „Krwawej wyliczanki” doskonale o tym wie. Ukryty za wieloma zaporami sieciowymi manipuluje tłumem i naśmiewa się z policji. Bezkarny i anonimowy, każdy nowy wpis kończy hasztagiem: #zabicwszystkieswinie.

ImageSiedmiu uczniów z elitarnej szkoły dla chłopców obiecało sobie przyjaźń na śmierć i życie. Przepełnieni poczuciem wyższości, utalentowani i ambitni, szybko wspinali się po szczeblach kariery, za nic mając zwykłego, szarego obywatela. Pieniądze, luksusowy dom, piękna żona u boku. Na ten idylliczny obrazek nagle położył się cień. Nie jest już ważne, który z nich jest politykiem albo adwokatem. Morderca za swój cel obiera chłopców ze zdjęcia i eliminuje ich jednego po drugim. Co takiego zrobili?

„Krwawa wyliczanka” nie jest debiutem. Jest jednak pierwszym kryminałem Tony’ego Parsonsa, brytyjskiego dziennikarza i pisarza. Autor używa terminologii typowej dla tego gatunku, pojawiają się tu więc modus operandi czy skurcz pośmiertny, a wyjaśnienia są zgrabnie wplecione w dialogi. Parsons opisuje swobodę, z jaką pracują technicy albo fotograf (podśpiewujący, jakby był na weselu, a nie miejscu oględzin), co rozluźnia atmosferę i pokazuje, że nawet w taki zawód może się wkraść rutyna, bo znieczulenie jest już od dawna.

Główną postacią jest detektyw Max Wolfe, najmłodszy stażem w wydziale kryminalnym. Jest bystry, spostrzegawczy i niepokorny, częściej kieruje się przeczuciem niż rozkazem przełożonego. Od innych bohaterów powieści kryminalnych odróżnia go samotne wychowywanie dziecka. Oczywiście zadawałam sobie pytanie, co się stało z matką. Niektórzy autorzy usiłują wymyślić jak najbardziej pokręconą i krwawą zbrodnię, dzięki której książka będzie ciekawsza czy bardziej przerażająca. Parsons w pewnym sensie też się na to pokusił, bo nie oszczędził czytelnikowi krwawych szczegółów, ale nie to zrobiło na mnie największe wrażenie. Najbardziej uderzyło mnie wyjaśnienie, dlaczego Max został z córką sam.

Chwilę zajęło mi przyzwyczajenie się do stylu, jakim jest napisana „Krwawa wyliczanka”. Nie od razu mnie też wciągnęła. Zainteresowanie pojawiło się mniej więcej w połowie książki, gdy do akcji wkroczył Bob Rzeźnik (konkretnie: jego aktywność na portalu społecznościowym). Szczególnie spodobały mi się rozmyślania bohaterów na jego temat. Starszy wiekiem stwierdził, że nie wyobraża sobie, by Kuba Rozpruwacz korzystał z Twittera, a Dusiciel z Bostonu aktualizował swój status związkowy na Facebooku. W odpowiedzi usłyszał, że się myli, bo Internet to doskonale miejsce dla socjopatów. Wątek ten aż się prosił o rozwinięcie; niósł z sobą wiele możliwości, które moim zdaniem nie zostały do końca wykorzystane.

Na rynku jest całe mnóstwo kryminałów, w którym sprawę rozwiązują policjant do spółki z dziennikarką. Coraz częściej pojawia się też psycholog sądowy. Postacie te posiadają narzędzia, które uatrakcyjniają śledztwo i posuwają je do przodu. Nie dziwię się więc, że chciał z nich skorzystać Tony Parsons. „Krwawa wyliczanka” to udany debiut, spełniający założenia gatunkowe, z błyskotliwym zakończeniem. Jego głównym atutem jest jednak seryjny morderca – nieuchwytny internetowy celebryta.

Izabela Lemke

Krwawa wyliczanka
Tony Parsons
Przekład: Łukasz Praski
Wydawnictwo Albatros
Warszawa 2016