Strona główna arrow Publicystyka arrow Tartan Noir, cz.1.
Tartan Noir, cz.1.
piątek, 28 marca 2008
Termin tartan NOIR miał w sobie zawsze sporo ambiwalencji, dziś jednak, kiedy szkocka literatura kryminalna ma całkiem solidną reprezentację światowego poziomu, używanie go wydaje się być wskazane. Z wielu względów, najważniejszym jest jednak nadanie etykiety pewnej szkole pisarskiej połączonej namacalnym temperamentem.

ImageSłowo „tartan” oznacza materiał w kratę, z którego szyje się szkockie kilty. „Noir” odnosi nas wprost do literatury z założenia minorowej – i w tym najprostszym sumowaniu można znaleźć umowną definicję: tartan noir to szkocka twórczość kryminalna nacechowana tamtejszymi emblematami kulturowymi: przestrzenią, bohaterem czy patrzeniem przez pryzmat Szkocja – reszta świata. I tu od razu trzeba zauważyć, iż terminu tego nie przykłada się tylko do powieści sensacyjno-kryminalnych! Za klasyczne realizacje tartan noir uważa się bowiem choćby dwie pozycje z gruntu obyczajowe: pierwszą jest (osławione przez adaptację filmową ) Trainspotting Irvine’a Welsha, o grupie młodych ludzi szarpiących się pomiędzy konwencjami codzienności a narkotykowym eskapizmem. Welsh zresztą do bohaterów wrócił później w powieści Porno. Drugą powieścią jest natomiast Fabryka os, debiut Iana Banksa z 1984 r. Ta frenetyczna opowieść, relacjonowana przez 16-letniego bohatera, jest subiektywnym pamiętnikiem dojrzewania (ważne echa „bildungsroman”, powieści o formowaniu osobowości), opartym także na mocnej antynomii – zdrowy brat i brat upośledzony.

ImageMyślowe fundamenty tych historii dają już pierwsze wyznaczniki podgatunku: ambiwalentni bohaterowi (dwoistość duszy i ciała), natura dobra i zła, także relacje między odkupieniem, pokutą i potępieniem… Pierwszych śladów tych archetypów można doszukiwać się w twórczości Jamesa Hogga (Osobisty pamiętnik grzesznika przez niego samego spisany, 1824) oraz Roberta Louisa Stevensona (Doktor Jekyll i Pan Hyde), gdzie przecież dualizm jednostki jest podstawą dramatu. Wchodzi tu w grę także zaobserwowany w szkockiej kulturze fenomen („Caledonian Antisyzygy”, termin ukuty w 1919 roku przez C. Greghory Smitha), polegający na predylekcji do łączenia skrajności. Paradoksalnie, mały kraj szkocki, zamiast naturalnym trybem budować swą hermetyczność, jest bardzo skory do czerpania z innych kultur.

W stricte kryminalnej odmianie tartan najważniejszymi – i chyba naturalnymi, jeśli idzie o skrajne archetypy – fundamentami były przestrzenie amerykańskiego kryminału HARD BOILED, a więc Hammet, Chandler, Ellroy et consortes. Ambiwalencji świata czarnego kryminału dopełniał ponadto wzorzec europejski: to najważniejszy bohater George’a Simenona, inspektor Maigret, który ściganych przez siebie przestępców nie potępia, a jeszcze im współczuje – jako ludziom, którzy zbłądzili.

Za debiut tartan noir uważa się pierwszą z serii powieści Williama McIlvanneya Laidlaw (1977): tytułowy śledczy Laidlaw, osoba ekstrawagancka, o dużym stopniu niesubordynacji wobec przełożonych, bada sprawę zamordowania młodej dziewczyny. I choć sprawcę złapano, detektyw podskórnie wyczuwa, że za wszystkim kryją się jeszcze inne osoby. W pewnej chwili – a tu właśnie mamy ślady swoistego humanizmu i ambiwalencji – partnerzy Laidlawa mają przez to nieraz wątpliwości, po czyjej stronie tak naprawdę stoi. To poniekąd czyni bohatera samotnikiem, w myśl zasady „czuję, że coś jest nie tak, więc lepiej sprawdzić to osobiście.”

Szkoccy pisarze kryminalni, idąc za McIlvanney’em, ochoczo zaczęli dopasowywać mechanizmy hard boiled (brutalność i anomię przestrzeni) do panoramy Szkocji. Najsłynniejszy twórca tartan noir Ian Rankin przyznaje się do bezpośredniej inspiracji Laidlawem przy konstruowaniu swego bohatera, inspektora Rebusa.


Część 2.

c.d.n.

Komentarze mogą pisać tylko zarejestrowani użytkownicy.
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się.

 

Komentarze
Cała trylogia.
Dodane przez Skubek w dniu 2010-09-11 20:49:53
Ludlum nie skończył na Tożsamości, rozwinął do trylogii, za co mu chwała. Pomysł wyśmienity, facet, który traci pamięć i robi wszystko aby ja odzyskać. Czytałem całą trylogię przynajmniej dwa razy w całości, oglądałem Tożsamość z Richardem Chamberlainem jak i nową wersję, obie wersje są doskonałe. Pierwsza bardziej oddaje książkę. Ale od tego zaczęła się moja przygoda z Ludlumem, czytam go często, i gorąco polecam to już klasyka.