Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Behawiorysta, Remigiusz Mróz: recenzja
Behawiorysta, Remigiusz Mróz: recenzja
czwartek, 19 stycznia 2017

Koncert krwi

Remigiuszowi Mrozowi pomysłów na książki nie brakuje. Choć debiutował zaledwie cztery lata temu, ma już na swoim pisarskim koncie siedemnaście powieści, w tym kryminały, powieści sensacyjne, THRILLERy, science fiction… Innymi słowy: pisarz trafia do wielbicieli różnych gatunków.  „Behawiorystą” postanowił uszczęśliwić miłośników thrillerów. To bowiem powieść zbudowana na klasycznym konflikcie dobra – czyli przedstawicieli prawa – ze złem, reprezentowanym przez terrorystę. Im dalej jednak brniemy w akcję, tym to rozróżnienie staje się mniej oczywiste…

ImageTytułowym bohaterem „Behawiorysty” jest Gerard Edling, specjalista od kinezyki (czyli kolega po fachu Kathryn Dance), były opolski prokurator, dyscyplinarnie zwolniony ze służby. Jego odejście przestaje być jednak istotne, kiedy terrorysta atakuje przedszkole, a transmisja z ataku pojawia się w Internecie, na stronie pod wymownym tytułem „koncert krwi”. Nikt nie wie, czego chce napastnik. Być może niezwykłe umiejętności „czytania z ludzi”, jakie posiada Edling, pomogą w odkryciu prawdy?

Punktem wyjścia powieści jest tak zwany dylemat wagonika, eksperyment myślowy, którego istotą jest konflikt moralny. W maksymalnym uproszczeniu brzmi on: czy jesteś skłonny poświęcić życie jednego człowieka, by uratować kilku innych? Taki konflikt moralny przeżywa nie tylko tytułowy bohater – jednym z celów terrorysty (choć to określenie nie do końca odpowiada oponentowi Edlinga; zostawmy je jednak dla łatwiejszego rozróżnienia postaci)  jest zmuszenie dotychczas biernych obserwatorów do podejmowania brzemiennych w skutkach decyzji.

Jak wskazuje tytuł, „Behawiorysta” to powieść jednego bohatera. Fabuła to potwierdza. Oczywiście pojawiają się tu inne postaci, ale to Edling jest numerem jeden, osią akcji i jej motorem. A kim w ogóle jest behawiorysta? Posługując się słowami bohaterów: to „pasjonat ludzkich wynaturzeń”, którego „fascynują mroczne zakamarki ludzkiej duszy”; „ma wiele cech wspólnych z ludźmi, których ściga”. Ma też pewną umiejętność: zanudzenia słuchacza. Przy całej swojej inteligencji Gerard Edling jest bowiem gigantycznym nudziarzem. Jednak Mróz wiedział, co zrobić, by zainteresować nim czytelnika. Już na samym początku powieści pojawia się informacja o tajemnicy w przeszłości bohatera („po tym, czego się dopuścił, został dyscyplinarnie wydalony bez szansy na powrót”; „po tym, co zrobiłeś, nikt w tym mieście ci nie ufa, Gerard. Nawet twoja własna żona”). Rzecz jasna, trzeba długo czekać, by dowiedzieć się, co takiego zrobił behawiorysta – i choćby dlatego czytelnik zostaje z książką do końca.

Ale nie tylko z tego powodu. Podziw budzi we mnie fakt, że w czasach, kiedy akcja thrillerów obejmuje zwykle kilka dni, czasem kilka tygodni i urywa się zazwyczaj po schwytaniu mordercy (bądź też innym rozwiązaniu konfliktu), Remigiusz Mróz nie bał się rozciągnąć swojej historii na lata. Fabuła obejmuje bowiem cały konflikt behawiorysty z terrorystą, nie mały jego wycinek. To niezaprzeczalny atut powieści.

Nie znaczy to jednak, że „Behawiorysta” nie ma wad. Pierwsza z nich wynika z faktu, że autor serwuje czytelnikom mnóstwo ciekawostek, niezwiązanych bezpośrednio z fabułą. Rzuca je niby mimochodem, ale trochę ich za dużo, by sprawiały wrażenie „przypadkowych”. Da się dostrzec, że zostały dokładnie rozplanowane (inna rzecz, że Remigiusz Mróz z pewnością niczego nie zostawia przypadkowi – wystarczy posłuchać, jak wygląda jego plan dnia) i już od pierwszych stron wiadomo, że autor świetnie się przygotował do pisania tej książki. Tyle tylko, że ciekawostki, które początkowo faktycznie zaciekawiają, po jakimś czasie zaczynają po prostu nużyć… Podobnie zresztą jak przeintelektualizowany główny bohater. A już jego dysputom lingwistyczno-filozoficznym prowadzonym z terrorystą daleko do wiarygodności (choć przyznaję, że są ciekawe). Mam też wątpliwości co do motywacji sprawcy: przy tak wyrafinowanym postępowaniu tak miałkie jego przyczyny wywołują pewien dysonans.

Nie chcę jednak zostać źle zrozumiana. Mimo wszystkich tych zastrzeżeń uważam, że „Behawiorysta” to dobra powieść. Takiej książki jeszcze w polskiej literaturze okołokryminalnej nie mieliśmy. Momentami trochę może zbyt patetycznej, a już na pewno – zbyt rozgadanej, ale jednocześnie bardzo wciągającej i, co warto podkreślić, łamiącej pewne moralne granice. Dlatego nie dziwi mnie wcale, że książkę poleca sama Tess Gerritsen.

Ewa Dąbrowska


Behawiorysta

Remigiusz Mróz
Wydawnictwo Filia
Poznań 2016

 

Recenzje powieści z cyklu o Chyłce i Zordonie: "Kasacja", "Zaginięcie", "Rewizja" i "Immunitet"

Recenzje trylogii z Forstem: "Ekspozycja" , "Przewieszenie" i "Trawers"


Wywiad z Remigiuszem Mrozem