Strona główna
| PATRONUJEMY: |
|---|
|
| Chicanos #1, #2, Carlos Trillo, Eduardo Risso |
| Jakub Firlit | ||
| wtorek, 01 kwietnia 2008 | ||
Prześmiewczy tytuł pierwszego zeszytu – „Biedna, brzydka i do tego detektyw” – to bardzo akuratna charakterystyka głównej bohaterki. Alejandrina Jolanda Jalisco, młoda meksykanka mieszkająca w obskurnych nowojorskich slumsach, to zdecydowanie jedna z najdziwniejszych prywatnych detektywów w historii kryminalnych opowieści. Dziecięca naiwność, karykaturalna budowa ciała, niespotykany wprost pech (idealna ilustracja przysłowia: biednemu zawsze wiatr w oczy) – oto nasza bohaterka w całej okazałości. Nie jest jednak tak, że autorzy stworzyli pokraczną Alejandrinę wyłącznie w celu pastwienia się nad biedactwem, choć przyznać trzeba, że pakują ją w nieliche tarapaty (patrz: epizod zamykający pierwszy zeszyt!). Wgłębiając się w lekturę komiksu, nabieramy sympatii do Alejandriny, jej uporu, pomysłowości – która ma więcej wspólnego z desperacją myszy zagonionej przez kota w kąt pokoju, chwytającej się rozpaczliwie każdej, nawet najgłupszej deski ratunku, niż z czymkolwiek innym – oraz bolesnej szczerości. W miarę jak autorzy przedstawiają nam szczegóły z prywatnego życia głównej bohaterki – otwierający drugi zeszyt epizod o tym, jak mała Alejandrina odkryła w sobie talent detektywistyczny to prawdziwy majstersztyk – nasze podejście do karykaturalnej postaci Alejandriny stopniowo się ociepla.Problematyka społeczna odgrywa w Chicanos istotną rolę, daleko wykraczającą poza ramy pustej dekoracji. Odciska ona piętno zarówno na poziomie konstrukcji poszczególnych epizodów jak i w drobnych, jakże smakowitych wątkach pobocznych. Należy to uznać za zaletę serii: po odjęciu sensacyjnego szkieletu, pozostaje nam barwny, bardzo werystyczny w swojej wymowie obraz nizin społecznych Nowego Jorku. Przywołując porównania, mamy do czynienia z myśleniem zbliżonym do znakomitego skądinąd teledysku Under the Bridge zespołu Red Hot Chilli Peppers, nakręconego w 1991 r. przez Gusa Van Santa, w którym to śpiewający o Los Angeles Anthonny Kiedis, idąc ulicami slumsów, spotyka nie-białych amerykanów, handlujących ubraniami lub żebrzących – słowem obraz zdecydowanie odbiegający od komercyjnego wizerunku Miasta Aniołów. Bardzo nie lubię być jednostronny, tak się jednak składa, że „niestety” mówiąc o rysunkach Eduardo Risso nie jestem w stanie wydusić z siebie niczego poza zachwytem. Po pierwsze, jego rysunki znakomicie dopowiadają snute przez scenarzystę historię, wzbogacają je o mnóstwo wątków pobocznych oraz werystycznych detali (warto zwrócić uwagę na to, że Chicanos pozbawione jest zupełnie tekstów w ramkach: komiksowa narracja budowana jest wyłącznie przez wypowiedzi postaci w dymkach oraz rysunki właśnie!). Po drugie, Risso doskonale operuje czarno – białą stylistyką, umiejętnie rozgrywa kontrasty, wydobywa z tej klasycznej techniki naprawdę dużo. Po trzecie, umiejętnie różnicuje poszczególne kadry, zarówno pod względem punktu ujęcia – raz z góry, raz z dołu, raz zbliżanie, raz szeroka panorama – jak ich zawartości – od bardzo skrótowych, miejscami wręcz minimalistycznych, po bardzo szczegółowe, przepełnione detalami ujęcia – co sprawia, że lektura komiksu ani przez chwilę nie jest nużąca. Po czwarte wreszcie, układ kadrów na stronie jest bardzo czytelny, jednakże Risso umiejętnie wymyka się pułapce nachalnej linearności, umiejętnie wykorzystując środki komiksowej narracji – to podkreślając układem kadrów emocjonalną wymowę opowiadanych wydarzeń, to akcentując istotniejsze elementy opowiadanej historii – co zapewnie każdej stronie komiksu niepowtarzalność. Nie ulega oczywiście wątpliwości, że rozpoczęty niecałe 2 lata po Chicanos cykl „100 naboi” jest najważniejszym dziełem Risso – Chicanos dowodzi jednak, że już wcześniej był on w pełni dojrzałym rysownikiem komiksów.Od pierwszych stron komiksu, nie ma najmniejszej wątpliwości, że mamy do czynienia z profesjonalistami: dostajemy dzieło przemyślanym pod każdym względem, charakteryzującym się klarowną kompozycją całości serii, oryginalnymi rozwiązaniami fabularnymi, konsekwencją w budowaniu jednolitej wizji świata przedstawionego, wyrazistymi postaciami pierwszo i drugoplanowymi. Ale to także bardzo dobry komiks kryminalny; jego problem polega jednak na tym, że nie jest w stanie do końca porwać polskiego czytelnika. Chicanos jest znakomitym połączeniem kryminału i komiksu obyczajowego – rzecz w tym, że tematyka problemów mniejszości latynoamerykańskich w USA jest raczej egzotyczna dla nas, mieszkańców nadwiślańskiego kraju w Europie Środkowej. To jest trochę tak jak z telewizyjnym show meksykańskiego komika, Carlosa Mencii: śmieszny i interesujący, tylko że skierowany zupełnie do innego odbiorcy niż Polacy. Nie oznacza to oczywiście, że nie ma sensu go oglądać, owszem, warto, tylko że to nigdy nie będzie nas tak śmieszyło jak amerykanów. Na koniec słów kilka o wrocławskim wydawnictwie Sutoris , które zadebiutowało na polskim rynku komiksowym pod koniec 2007 r. tą serią właśnie: bardzo nam się podoba sięgnięcie po ten nieco starszy, stosunkowo mało znany, aczkolwiek znakomity komiks. Pozostaje żywić nadzieję, że Sutoris pójdzie za ciosem i jego plany wydawnicze okażą się równie interesujące, co debiut. scenariusz: Carlos Trillo |
||
| Komentarze |














































Prześmiewczy tytuł pierwszego zeszytu – „Biedna, brzydka i do tego detektyw” – to bardzo akuratna charakterystyka głównej bohaterki. Alejandrina Jolanda Jalisco, młoda meksykanka mieszkająca w obskurnych nowojorskich slumsach, to zdecydowanie jedna z najdziwniejszych prywatnych detektywów w historii kryminalnych opowieści. Dziecięca naiwność, karykaturalna budowa ciała, niespotykany wprost pech (idealna ilustracja przysłowia: biednemu zawsze wiatr w oczy) – oto nasza bohaterka w całej okazałości. Nie jest jednak tak, że autorzy stworzyli pokraczną Alejandrinę wyłącznie w celu pastwienia się nad biedactwem, choć przyznać trzeba, że pakują ją w nieliche tarapaty (patrz: epizod zamykający pierwszy zeszyt!). Wgłębiając się w lekturę komiksu, nabieramy sympatii do Alejandriny, jej uporu, pomysłowości – która ma więcej wspólnego z desperacją myszy zagonionej przez kota w kąt pokoju, chwytającej się rozpaczliwie każdej, nawet najgłupszej deski ratunku, niż z czymkolwiek innym – oraz bolesnej szczerości. W miarę jak autorzy przedstawiają nam szczegóły z prywatnego życia głównej bohaterki – otwierający drugi zeszyt epizod o tym, jak mała Alejandrina odkryła w sobie talent detektywistyczny to prawdziwy majstersztyk – nasze podejście do karykaturalnej postaci Alejandriny stopniowo się ociepla.
Bardzo nie lubię być jednostronny, tak się jednak składa, że „niestety” mówiąc o rysunkach Eduardo Risso nie jestem w stanie wydusić z siebie niczego poza zachwytem. Po pierwsze, jego rysunki znakomicie dopowiadają snute przez scenarzystę historię, wzbogacają je o mnóstwo wątków pobocznych oraz werystycznych detali (warto zwrócić uwagę na to, że Chicanos pozbawione jest zupełnie tekstów w ramkach: komiksowa narracja budowana jest wyłącznie przez wypowiedzi postaci w dymkach oraz rysunki właśnie!). Po drugie, Risso doskonale operuje czarno – białą stylistyką, umiejętnie rozgrywa kontrasty, wydobywa z tej klasycznej techniki naprawdę dużo. Po trzecie, umiejętnie różnicuje poszczególne kadry, zarówno pod względem punktu ujęcia – raz z góry, raz z dołu, raz zbliżanie, raz szeroka panorama – jak ich zawartości – od bardzo skrótowych, miejscami wręcz minimalistycznych, po bardzo szczegółowe, przepełnione detalami ujęcia – co sprawia, że lektura komiksu ani przez chwilę nie jest nużąca. Po czwarte wreszcie, układ kadrów na stronie jest bardzo czytelny, jednakże Risso umiejętnie wymyka się pułapce nachalnej linearności, umiejętnie wykorzystując środki komiksowej narracji – to podkreślając układem kadrów emocjonalną wymowę opowiadanych wydarzeń, to akcentując istotniejsze elementy opowiadanej historii – co zapewnie każdej stronie komiksu niepowtarzalność. Nie ulega oczywiście wątpliwości, że rozpoczęty niecałe 2 lata po Chicanos cykl „100 naboi” jest najważniejszym dziełem Risso – Chicanos dowodzi jednak, że już wcześniej był on w pełni dojrzałym rysownikiem komiksów.
Chicanos #1 Biedna, brzydka i do tego detektyw