Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Sto milionów dolarów, Lee Child: recenzja
Sto milionów dolarów, Lee Child: recenzja
czwartek, 02 lutego 2017

Co można kupić za sto milionów?

Lee Child ma niezaprzeczalny talent.  Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że nie mogłam się oderwać od „Stu milionów dolarów”? Ja, niechętnie patrząca na powieści, w których pojawiają się terroryści, wojsko, tajne spiski, FBI, CIA…  A to wszystko – i jeszcze więcej! – znajdziemy właśnie w najnowszej książce Childa.

Image„Sto milionów dolarów” chronologicznie jest pierwszą opowieścią o Jacku Reacherze. Akcja toczy się w roku 1996, kiedy główny bohater jest jeszcze w amerykańskim wojsku.  I radzi sobie doskonale: właśnie wrócił z zakończonej sukcesem misji „sprzątania świata”, w nagrodę dostał medal i… został wysłany do szkoły. Pod przykrywką nudnego szkolenia czai się jednak supertajna misja, w której Reacher weźmie udział wspólnie z – równie jak on utalentowanymi – przedstawicielami FBI i CIA. Otóż informator z Hamburga doniósł, że jakiś Amerykanin chce sprzedać coś terrorystom za sto milionów dolarów. Reacher i spółka (choć to określenie zdecydowanie na wyrost, bo on jak zawsze najbardziej lubi działać sam) mają zapobiec transakcji, jednocześnie próbując domyślić się, co jest jej przedmiotem. Bowiem, jak wyjaśnia główny bohater, wbrew pozorom niewiele jest rzeczy, które można kupić za sto milionów dolarów. Niektóre są dużo droższe, inne – dużo tańsze, część byłaby zbyt duża, by bez problemów ją przetransportować, lub wymagała bardzo zaawansowanej techniki. Cóż więc takiego chcą kupić terroryści? I kim jest tajemniczy Amerykanin, który oferuje sprzedaż?

Jak wspominałam, chronologicznie powieść sytuuje się na początku cyklu o Reacherze. Child uchyla rąbka tajemnicy o wojskowej przeszłości bohatera, ale o nim samym nie dowiadujemy się właściwie niczego nowego. Reacher jest bowiem dokładnie taki, jakiego znamy z pozostałych powieści cyklu: silny, konkretny, inteligentny i zabawny. Tych, którzy spotkają się z nim po raz pierwszy, może zadziwić jego lekkość w podejściu do śmierci (Reacher bowiem zabija bez zbędnych rozważań, ale też nie boi się narażać własnego życia). Podoba mi się również fakt, że Child nie ma zwyczaju tłumaczenia bohatera z jego poczynań. Możemy sami je usprawiedliwić – albo nie.

Nie zmienia się także (a jeśli już, to na lepsze) styl brytyjskiego pisarza, który najlepiej chyba oddaje słowo „powściągliwość”. Nie ma tu zbędnych opisów ani dłużyzn, a akcję dynamizują nie tylko przeskoki w przestrzeni (co jakiś czas bowiem Child pozwala nam odwiedzić terrorystów na Bliskim Wschodzie), lecz także krótkie rozdziały, typowe dla powieści brytyjskiego pisarza. I nawet sceny miłosne – bo i tych tutaj nie brakuje – są doskonale wyważone. Tak właśnie powinny wyglądać w powieściach sensacyjnych, jeśli już muszą się pojawiać: ani ckliwe, ani przesadzone, po prostu naturalne.

Jedyne, co w najnowszej powieści Childa nieco rozczarowuje, to wyjaśnienie zagadki stu milionów dolarów – spodziewałam się czegoś bardziej wyrafinowanego. Mimo tego książkę czyta się rewelacyjnie. To kolejna opowieść o „samotnym wilku” (w tej powieści akurat nieco mniej samotnym niż zazwyczaj), który musi naprawić świat – czyli  namierzyć tego, kto ów świat próbuje zepsuć. I nie da się mu nie kibicować!

Ewa Dąbrowska

Sto milionów dolarów
Lee Child
Przekład: Jan Kraśko
Wydawnictwo Albatros
Warszawa 2017

 

RECENZJE INNYCH POWIEŚCI CHILDA:

Image Image