Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Trąf, trąf, Misia Bela, Dagmara Andryka: recenzja
Trąf, trąf, Misia Bela, Dagmara Andryka: recenzja
środa, 08 marca 2017

Kiedy ofiara staje się katem

„Trąf, trąf, misia bela” – tymi słowami zaczyna się znana dziecięca wyliczanka. To właśnie jej użyła grupka młodzieży na obozie sportowym w 1984 roku w zwyczajnej, zdawałoby się, zabawie. Kilkoro nastoletnich sportowców – wszyscy z problemami w rodzinie i życiu – założyło „bractwo”. Ot, z pozoru niewinna grupka przyjaciół, zazdrośnie strzegąca własnych tajemnic. Niekoniecznie jednak równie niewinnych…

ImageMinęło trzydzieści lat od zakończenia obozu. W wypadku samochodowym ginie lider bractwa, Igor Bonar. Niedługo później umiera kolejny jego członek. Przypadek? A może… klątwa, wywołana zabawą? Tego próbuje dowiedzieć się Marta Witecka, która po sukcesie książki o Mille nie ma pomysłu na dalsze życie. Z ciekawością chwyta więc temat grupki młodzieży i tajemnic z przeszłości, które do dziś ciążą na życiu wszystkich.

„Trąf, trąf, misia bela” reprezentuje tę odmianę powieści kryminalnej, którą lubię nazywać „kryminałem prywatnym”. Nie znajdziemy tu polityki, wielkiego świata, aktualnych problemów społecznych. Znajdziemy za to zwyczajnych ludzi z ich zwyczajnymi życiami i jeszcze zwyczajniejszymi problemami. Nałogi, kłopoty z dziećmi, nieszczęśliwe związki, niesatysfakcjonująca praca, brak pomysłu na przyszłość… Wszyscy się z czymś borykamy. I to właśnie w pokazaniu tej trudnej codzienności, z którą zmagają się bohaterowie książki, tkwi siła powieści Dagmary Andryki.

Ale zarzuty, które stawiałam debiutanckiej powieści tej autorki, zatytułowanej „Tysiąc”, podtrzymuję. Nie podobał mi się wówczas styl Andryki, a główna bohaterka powieści działała mi na nerwy. Styl wciąż mnie nie przekonuje: jest nieco szkolny. Ale zdecydowanie lepszy niż w „Tysiącu” – widać, że autorka robi postępy w pisaniu. A główna bohaterka? Cóż, wciąż nie potrafi pogodzić się z przeszłością i wciąż nie ma pomysłów na teraźniejszość. Ale denerwuje mnie już nieco mniej, bo nieco się uspokoiła, mniej jęczy i użala się nad sobą, a więcej działa. I choć w tym swoim rozchwianiu emocjonalnym i zmienności nastrojów ma nie lada konkurencję wśród innych powieściowych postaci, jakoś nie miałam już ochoty rzucić książką (jak to bywało podczas lektury „Tysiąca”). Wprost przeciwnie: z dużą przyjemnością razem z Witecką tropiłam zagadkę z przeszłości i poznawałam jej kolejne, coraz bardziej mroczne odsłony. I mimo że zakończenie mnie nie zaskoczyło, bo prawdę odkryłam na długo przed główną bohaterką, opowiedziana historia dzięki silnemu osadzeniu w rzeczywistości okazała się bardzo wciągająca.

Według mnie powieści Dagmary Andryki – zarówno „Tysiąc”, jak i „Trąf, trąf, misia bela” – powinny przypaść do gustu fanom książek Katarzyny Puzyńskiej. Tak jak w sadze o Lipowie znajdziemy tu bowiem ciekawe zagadki z przeszłości i wnikliwe portrety psychologiczne bohaterów (nie tylko pierwszoplanowych), a pierwsze skrzypce grają warstwa obyczajowa i stosunki międzyludzkie. I choć „Trąf, trąf, misia bela” nie jest wybitną książką, jeśli lubicie spokojne, „prywatne” kryminały, z pewnością ta lektura zapewni wam kilka przyjemnych wieczorów.

Ewa Dąbrowska


Trąf, trąf, misia bela
Dagmara Andryka
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Warszawa 2017