Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Strażak, Joe Hill: recenzja
Strażak, Joe Hill: recenzja
środa, 22 marca 2017

Jaki ojciec, taki syn

Dotychczas w swoim życiu przeczytałem tylko dwa teksty, do których rękę przyłożył Joe Hill, a i to tylko dlatego, że napisał je wspólnie ze swoim ojcem, Stephenem Kingiem, którego uwielbiam. W obu przypadkach nie były to doświadczenia szczególnie udane, ale bardzo żałuję, że mimo to nie skusiłem się wcześniej na lekturę samodzielnych powieści Hilla. „Strażak” okazał się bowiem wspaniałą historią z pogranicza HORRORu, THRILLERa i fantasy, która tak bardzo przypomniała mi książki Kinga z najlepszych lat jego twórczości, że nie potrafiłem oderwać się od niej nawet na chwilę.

ImageSmocza łuska. Tak potocznie nazywa się zarodniki draco incendia trichophyton, które najpierw malują na ludzkich ciałach osobliwe czarno-złote wzory, a potem doprowadzają nosicieli do samozapłonu. Nikt nie wie, skąd się wzięły (chociaż podejrzewa się między innymi terrorystów), ale plaga ogarnia całe Stany Zjednoczone, a szpitale izolują chorych i starają się zapewnić im możliwie dobrą opiekę, choć śmierć to jedynie kwestia czasu. Harper Grayson jest jedną z pielęgniarek ochotniczek. Codziennie styka się z tragedią dorosłych i dzieci, a świat, jaki znała, na jej oczach powoli obraca się w ruinę. Jej relacje z mężem nie są najlepsze, ale kobieta wciąż łudzi się, że będzie dobrze. Kiedy zachodzi w ciążę jest szczęśliwa, ale i przerażona, bo wizja sprowadzenia dziecka na ten chylący się ku upadkowi świat nie wydaje się zbyt optymistyczna. Sytuacja staje się jeszcze gorsza, kiedy Harper odkrywa na swoim ciele malowane przez smoczą łuskę „tatuaże”. Wie, że nie zostało jej wiele czasu, ale pamięta ludzi, którzy żyli z chorobą naprawdę długo, dlatego chce za wszelką cenę urodzić to dziecko. Porzucona przez męża, ukryta we własnym domu przed mordującymi zarażonych Szwadronami Kremacyjnymi, stara się przetrwać. Z pomocą przychodzi jej tajemniczy strażak, którego spotkała już na swojej drodze, a wraz z nim łysa dziewczynka przebrana za Kapitana Amerykę oraz chłopiec, któremu niegdyś pomogła. W ten sposób Harper trafia do społeczności, która nie tylko wykształciła sposób radzenia sobie w trudnej sytuacji, ale wierzy także, że potrafi kontrolować smoczą łuskę…

„Strażak” to literacki hołd złożony ojcu, ale także próba zmierzenia się z jego legendą. Dla Joe Hilla ewidentną inspirację stanowiła jedna z najważniejszych i najbardziej cenionych powieści Kinga, czyli „Bastion”; to z niej został zaczerpnięty motyw zarazy niszczącej ludzkość. Jednak miłośnicy prozy Króla Horroru odnajdą tutaj całe mnóstwo podobieństw do innych jego powieści i opowiadań, chociażby „Mgły” czy „Bezsenności”. Na szczęście nie wyszła z tego powtórka z rozrywki. „Strażak” to samodzielne, bardzo ciekawe i oryginalne dzieło, które zachwyca klimatem i potraktowaniem tematyki końca świata, a wychwytywanie zbieżności z dziełami Kinga stanowi tylko dodatkowy smaczek.

Zdecydowanie najbardziej godnym pochwały elementem tej powieści jest jej nastrój. Niespieszny, melancholijny, przygaszony… pełen oranżów płonącego powoli świata. Lektura przypomina oglądanie zachodzącego słońca. Może i kryje się w tym niebezpieczeństwo, może nadciągający mrok nie wydaje się szczególnie optymistyczny, ale jest pięknie i chce się, by chwile te trwały jak najdłużej. I trwają, nawet kiedy zmienia się ton powieści, a czasem jednym światełkiem w ciemności wydaje się upiorny blask fosforyzującej piłki.

Kolejnym znakomitym elementem jest samo podejście do apokalipsy. W książkach i filmach w takich momentach zwykle upada cywilizacja. Tymczasem u Hilla świat kończy się dla chorych – poluje się na nich, zabija, stara się wytępić zarazę, zanim dotrze do zdrowych – a władza trwa nadal. Zdrowi żyją, pracują, działają – apokalipsa nadeszła tylko dla części społeczeństwa. I takie potraktowanie tematu odpowiada mi o wiele bardziej niż typowe postapo, kiedy to jedynie przetrwałe niedobitki zmagają się z odmienioną nie do poznania rzeczywistością. Ta zdawałoby się drobna odmiana robi naprawdę dużą różnicę. Oczywiście na plus.

In plus należy także zaliczyć Hillowi stworzonych przez niego bohaterów, z Harper na czele. Główna bohaterka nie jest może osoba, którą darzy się szczególną sympatią, ale na pewno rozumie się ją i jej współczuje. Przede wszystkim jednak jest ona po ludzku niekonsekwentna, rozdarta i pełna wewnętrznych sprzeczności. Kiedyś pracowała w klinice aborcyjnej, teraz docenia dar życia. Mąż traktuje ją, jakby była najgorszą rzeczą w jego życiu, porzuca, a ona, choć jest wściekła i gotowa wyrzucić go z własnego serca na dobre, przejmuje się, gdy tylko ten znajdzie się w  potrzebie. I pomaga mu, przeklinając w duchu własną słabość.

Zagadka – co wywołało zarazę i czym ona tak naprawdę jest – także się udała. Oczywiście i na tym polu Hill przypomina swojego ojca, bo wrzucił do historii kilka wątpliwych rzeczy, chociażby „inteligencję” smoczej łuski (czy rzekomą, czy prawdziwą, musicie przekonać się sami) jednak całość autentycznie intryguje, a niespieszne podejście do tematu i rozsmakowanie w ukazywaniu strony obyczajowej oraz budowaniu klimatu (kolejne najlepsze cechy podpatrzone u Kinga) tylko podsycają ciekawość czytelnika. Co ciekawe, choć akcja „Strażaka” dzieje się w Ameryce, książka wydała mi się bardzo brytyjską pozycją. Być może dlatego, że tytułowa postać jest Brytyjczykiem, a tekst odnosi się często do autorki „Harry’ego Pottera” J.K. Rowling. Oczami wyobraźni jako scenerię widziałem typowe angielskie miasteczko, nie zabudowania charakterystyczne dla Nowej Anglii.

A wszystko to napisane w sposób lekki, przyjemny, ale niebanalny. Powtórzę się po raz kolejny, niemniej i na tym polu „Strażak” przypomina twórczość Kinga. Tę najlepszą, z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych ubiegłego wieku, oraz nowsze, prezentujące zwyżkową formę dokonania ostatnich lat. Hill nie tyle wyrasta, ile już wyrósł na godnego kontynuatora spuścizny ojca. Warto więc poznać jego twórczość i przekonać się na własnej skórze, co potrafi. „Strażak” to po prostu rewelacyjne dzieło, któremu bez chwili wahania wybacza się drobne potknięcia.

Michał Lipka


Strażak
Joe Hill
Przekład: Anna Dobrzańska
Wydawnictwo Albatros
Warszawa 2017