Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Ostatnie dziecko, Sebastian Fitzek: recenzja
Ostatnie dziecko, Sebastian Fitzek: recenzja
poniedziałek, 27 marca 2017

Dziecko i śmierć

THRILLERy są zwierciadłem społeczeństwa. Pokazują zwykłych ludzi zaatakowanych przez niezwykłe sytuacje” – to słowa Sebastiana Fitzka. W „Ostatnim dziecku” tym zwykłym człowiekiem jest Robert Stern, adwokat odnoszący sukcesy (jednak wyłącznie w życiu zawodowym). A jakaż to niezwykła sytuacja? Cóż, znajoma adwokata, pielęgniarka Carina, poznaje go z dziesięcioletnim Simonem Sachsem, śmiertelnie chorym dzieckiem. Chłopiec twierdzi, że potrzebuje adwokata, ponieważ… piętnaście lat wcześniej kogoś zamordował. Choć początkowo wydaje się to niesmacznym żartem, sytuacja zmienia się po znalezieniu zwłok w miejscu wskazanym przez Simona. A to dopiero początek niezwykłych wydarzeń. Robert Stern wkracza w świat, którego istnienia nawet nie podejrzewał.

ImagePolscy czytelnicy mogli już przeczytać tę powieść – kilka lat temu ukazała się jako „Śmierć ma 143 cm wzrostu”. Tytuł „Ostatnie dziecko” zdecydowanie bardziej mi się podoba (nie jest tak pretensjonalny jak poprzedni, choć – jak słusznie zwróciła mi uwagę znajoma – nie jest też tak zapamiętywalny). Najbardziej jednak podobałoby mi się zachowanie oryginalnego „Das Kind”, czyli po prostu „Dziecko”. To dziecko jest bowiem głównym tematem tej powieści, przyczyną wszelkich zdarzeń i motywem działań bohaterów. I nie chodzi bynajmniej wyłącznie o Simona Sachsa…

Głównym bohaterem powieści jest Robert Stern. Wydarzenia poznajemy z jego perspektywy i to wokół niego została osnuta akcja. Autor stopniowo przybliża nam smutną przeszłość adwokata, nie robi tego jednak po to, by przekonać czytelnika do postaci czy stworzyć jej wnikliwy portret psychologiczny. Wydaje mi się, że cel jest inny. Fitzek chce po prostu opowiedzieć pewną trudną historię, a w wydarzeniach z życia Sterna kryje się ważny dla niej element. Ponadto rozdziały „Ostatniego dziecka” są krótkie, narracja prosta, a autor od razu wrzuca czytelnika w sam środek wydarzeń. Nie bawi się w dłużyzny czy zbędne opisy, nie wprowadza dodatkowych wątków, nie buduje też zbyt rozwiniętych portretów bohaterów. A jednak powieść nie jest wcale ani nudna, ani przewidywalna. Liczne zwroty akcji, dużo elementów typowych dla powieści sensacyjnej (pościgi, ucieczki, strzelaniny…) i bardzo trudny temat: pedofilia – tak wygląda Fitzka przepis na książkę, od której czytelnik nie będzie mógł się oderwać. Jedyne, czego w porównaniu z innymi powieściami niemieckiego pisarza brakło „Ostatniemu dziecku”, to atmosfera grozy. Co nie znaczy, że powieść jest nudna, absolutnie! Niepokoi dokładnie tak, jak inne książki tego autora, tyle że w nieco inny sposób. Choć może „niepokoi” to nie do końca odpowiednie słowo – powieść Fitzka bowiem momentami wgniata w fotel, momentami straszy, a momentami po prostu obrzydza. Warto też dodać, że właściwie przez całą książkę pisarz każe nam się zastanawiać, czy wyjaśnienie tej zagadki będzie „metafizyczne” (czyżby Simon faktycznie był w poprzednim wcieleniu seryjnym mordercą?), czy realistyczne. Oczywiście nie zdradzę wam tego, bo przecież zaskoczenie jest jednym z najważniejszych elementów thrillera. Napiszę jedynie, że kiedy już poznałam rozwiązanie, miałam ochotę krzyknąć: „No tak, to przecież takie proste!”.

Gaja Grzegorzewska napisała kiedyś o Fitzku, że jest „niemieckim mistrzem pokręconego thrillera psychologicznego”. Po lekturze „Ostatniego dziecka” podpisuję się pod tym stwierdzeniem i polecam tę powieść wszystkim miłośnikom gatunku.

Ewa Dąbrowska

Ostatnie dziecko
Sebastian Fitzek
Przekład: Tomasz Bereziński
Wydawnictwo Amber
Warszawa 2017

 

RECENZJE INNYCH POWIEŚCI SEBASTIANA FITZKA:

pasazer
odprysk