Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Cela, Jonas Winner: recenzja
Cela, Jonas Winner: recenzja
wtorek, 18 kwietnia 2017

Studium szaleństwa

Wyobraź sobie, że masz jedenaście lat. Jest środek upalnego lata, a ty właśnie przeprowadzasz się z rodzicami z Londynu do Berlina, do ogromnej secesyjnej willi. Nikogo tu nie znasz, a są przecież wakacje. Czym więc zajmiesz czas? Jasna sprawa: zwiedzaniem nowego domu. Na podwórku znajdujesz wejście do starego schronu przeciwlotniczego. W nim: bar, kręgielnię i… celę. A w celi – przerażoną dziewczynkę i narzędzia tortur…  Jednak kiedy schodzisz do bunkra następnego dnia, cela jest pusta.

ImageTo właśnie spotyka Sammy’ego, syna śpiewaczki operowej i kompozytora muzyki filmowej. Chłopiec przenosi się do Berlina z rodzicami, starszym bratem Linusem i Hannah, opiekunką braci. Narratorem tej powieści jest właśnie Sammy (który jako dorosły człowiek opowiada historię ze swojego dzieciństwa) i wszystkie wydarzenia poznajemy z jego perspektywy. A w pewnym momencie razem z Sammym tracimy rozeznanie, co tu jest prawdą, a co urojeniem. Czy chłopiec ma rację, przypuszczając, że to jego ojciec popadł w obłęd i zamknął dziewczynkę w podziemnej celi? A może to tylko wytwór znudzonej dziecięcej wyobraźni, pobudzonej do działania spróbowaną po raz pierwszy w życiu whisky? Czy też dzieje się jeszcze coś innego, czego jedenastoletni umysł nie jest w stanie pojąć? To właśnie ta niemożność wytyczenia jasnej granicy między rzeczywistością a fikcją jest największą zaletą powieści Winnera.

Można w „Celi” dopatrzeć się podobieństw do „Lśnienia” Stephena Kinga. Sammy nieco przypomina Danny’ego, choć jest od niego starszy i dużo więcej rozumie (zwłaszcza że opowiada tę historię z perspektywy dorosłego człowieka, wkradają się w nią więc „dorosłe” zwroty i przemyślenia, choć narratorem pozostaje jedenastolatek). Podobnie jak Danny, Sam z coraz większym strachem patrzy na własnego ojca. W pewnym momencie zresztą myśli: To ten dom objął we władanie mojego ojca, to dom zmusił go do zamknięcia w piwnicach dziewczynki – skojarzenia z hotelem Panorama i „opętanym” Jackiem Torrance’em są nieuniknione. Jednak „Celi” daleko do klasyki HORRORu. To zresztą nawet nie ten sam gatunek – powieść Winnera jest THRILLERem i nie znajdziemy tu żadnych metafizycznych elementów. Przyznaję jednak: straszy podobnie.

Ale „Cela” nie jest wyłącznie thrillerem, który ma zabrać czytelnikowi kilka godzin z życia, dając w zamian niezdrowe emocje: strach i  gniew (co robi, i to wzorowo). Jest też ta powieść próbą pokazania dysfunkcyjnej rodziny, w której nic nie jest takie, jakie być powinno. Rodzice zainteresowani wyłącznie robieniem kariery, dzieci zostawiane właściwie same sobie – to zaledwie wierzchołek problemów w rodzinie Grossmanów. Im dalej powieść, tym więcej się o nich dowiadujemy i tym mocniej czujemy, że w tej idealnej z pozoru rodzinie coś w końcu musiało się wydarzyć. Im bardziej bowiem ignorujemy trudności i im mocniej próbujemy ukryć problemy, udać, że nie istnieją – z tym większą siłą wybuchają. Nierzadko prosto w twarz.

Jonas Winner jest niemieckim filozofem, autorem scenariuszy i thrillerów psychologicznych. „Cela” to pierwsze spotkanie polskich czytelników z jego twórczością. Spotkanie, które usatysfakcjonuje fanów psychodelicznych powieści z mroczną atmosferą. Prawda miesza się tu z urojeniami, a poczucie zagubienia od pierwszych stron przechodzi z bohaterów na czytelnika. Jeśli więc chcecie na kilka godzin zatracić granice dzielące rzeczywistość i fikcję – pozwólcie zamknąć się w „Celi”.

Ewa Dąbrowska

 
Cela
Jonas Winner
Przekład: Agnieszka Hoffmann
Wydawnictwo Initium
Kraków 2017