Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Konklawe, Robert Harris: recenzja
Konklawe, Robert Harris: recenzja
poniedziałek, 08 maja 2017

Walka o (kościelną) władzę

Twórczość Roberta Harrisa trafiła w moje ręce przed laty za sprawą filmu „Autor Widmo”. Skoro na stołku reżysera zasiadł Roman Polański, a sama kinowa adaptacja była udana (głównie za sprawą klimatycznych zdjęć i drażniącej nerwy muzyki, chociaż fabuła, a zatem i zagadki, też miała swój urok), czy jej powieściowy pierwowzór mógł być zły? Nie był. Wręcz przeciwnie. Nie wiem, czy to zasługa samej książki, czy może bardziej filmu, jednak „Ghostwriter” okazał się jednym z tych tytułów, które na długo zapadły mi w pamięć. W pamięci pozostanie także „Konklawe”, świetnie napisana, realistycznie ukazująca kulisy wyboru nowego papieża powieść, która nie stroni od dręczących Kościół problemów.

ImageUmiera papież. W Watykanie zaczyna się sede vacante, a kardynałowie stają przed problemem wyboru nowej głowy Kościoła katolickiego. Zmarły Ojciec Święty nie był lubiany przez kurię, jego polityka Kościoła ubogiego i skromne – zdaniem wielu aż nazbyt – zachowanie przysporzyły mu zarówno miłośników, jak i wrogów nie tylko na całym świecie, ale przede wszystkim wśród tych, którzy powinni być mu wierni i podlegli. Zorganizowanie konklawe przypada kardynałowi Lomelemu, bliskiemu przyjacielowi papieża, który jednak przeżywa poważny kryzys wiary. Sytuacja nie jest łatwa, każdy krok musi być przemyślany, a wszystko wskazuje na to, że nadchodzące obrady nie będą zwyczajne. Gdy do Watykanu zjeżdżają kardynałowie z całego świata, wśród nich pojawia się kandydat, którego nie było na liście. W sekrecie wyniesiony do tej rangi przez zmarłego Ojca Świętego, pochodzący z Filipin Benitez może odmienić losy konklawe. Jakby tego było mało, Lomeli dowiaduje się o pewnych faktach dotyczących jednego z największych krytyków zmarłego papieża, które także nie pozostaną bez wpływu na decyzję kardynałów. Od niego jednak zależy, czy zostaną ujawnione. A to dopiero początek. Kiedy konklawe wreszcie się zaczyna, staje się także początkiem walki o władzę…

Tutaj nie ma się co oszukiwać. „Konklawe”, podobnie zresztą jak pozostałe powieści Harrisa, nie jest lekturą wybitną pod względem stylu (który pozostaje przecież dość prosty) czy wartości literackich. Jej siła tkwi przede wszystkim w realizmie i drobiazgowym oddaniu szczegółów działań, do jakich dochodzi w Watykanie, kiedy umiera głowa Kościoła katolickiego. Hierarchowie wiedzą, że nie unikną spekulacji, istotne staje się więc ograniczenie ich do niezbędnego minimum. Jeszcze zanim jakiekolwiek informacje o zgonie zostaną upublicznione, zaczyna się wyścig z czasem o odpowiednie przygotowanie wiadomości na ten temat. Nie ma tutaj miejsca na spontaniczność, wszystko jest dopracowane, wręcz wyrachowane. I taki właśnie obraz dominuje w całej powieści. Przesadzony? Raczej bardzo prawdziwy. To obraz polityki dystansującej wiarę i tradycji zapominającej o skromnych korzeniach. Papież, który chce Kościoła ubogiego, nawet w oczach swoich zwolenników uchodzi za przesadnie poddającego się ideałom. Wybory następcy głowy Stolicy Apostolskiej zmieniają się w walkę o władzę, konflikt poglądów i  interesów, które przecież dla wszystkich kandydatów powinny być zbieżne.

Realizm powieści (uchwycony między innymi dzięki przeprowadzonym przez Harrisa rozmowom z kardynałem i zwiedzaniu opisywanych miejsc) sięga jednak dalej. Zarówno zmarły papież, jak i duchowni biorący udział w konklawe są odbiciem dobrze znanych z mediów postaci – choć autor zaznacza, że nie portretował rzeczywistych osób (co wydaje się jednak stanowić przede wszystkim zabezpieczenie na wypadek kroków prawnych niż stwierdzenie faktu). Zmarła głowa kościoła katolickiego poglądami, zachowaniem i wypowiedziami musi kojarzyć się z papieżem Franciszkiem. Mniej wyraźni są sami purpuraci, jednak takie detale, jak polskie nazwiska, konkretne poglądy, zachowanie czy wygląd (tu oczywiście najbardziej zwraca uwagę czarnoskóry kandydat, który ma szansę na wygraną), także przywodzą na myśl żyjące postacie. Warto też wspomnieć przy tym, że w „Konklawe” znajdziemy mnóstwo ciekawostek historycznych. Czy wszystkie z nich są prawdziwe, tego nie wiem, bo Harris zgrabnie łączy fikcję z prawdą w nierozerwalną całość, ale wiele z nich znałem już wcześniej, więc faktów tu nie brakuje.

Nie zapominajmy jednak o sensacyjnej stronie powieści. Walka o władzę to jeden z jej elementów, ale nie brak także w tej powieści zagadek i napięcia. Harris wprawdzie pisze lekko i dość prosto, ale nie nudno. Jego najnowsza powieść jest więc dynamiczna, łatwa i przyjemna w odbiorze. Sprawnie poprowadzona, wciąga od pierwszych stron i nie przestaje intrygować do końca. Nie jest to może typowy THRILLER, jednak stanowi bardzo miłą odmianę gatunkową i o wiele bardziej wart jest poznania, niż kolejna powieść oparta na schemacie zbrodnia-śledztwo-pojedynek.

Michał Lipka


Konklawe

Robet Harris
Przekład: Andrzej Szulc
Wydawnictwo Albatros
Warszawa 2017