Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Obrońca, G.X. Todd: recenzja
Obrońca, G.X. Todd: recenzja
piątek, 26 maja 2017

(Post)Apokalipsa i pielgrzym

Na początek zapomnijcie o wszystkich hasłach reklamowych i poleceniach zamieszczonych na okładce tej książki, w przeciwnym razie będziecie rozczarowani. „Obrońca” nie jest powieścią oryginalną, nie jest nawet odkrywczy w (pod)gatunku, który reprezentuje – podobnych utworów było już mnóstwo, lepszych i gorszych, pisanych przez mistrzów pióra oraz całkowitych debiutantów. Nie jestem fanem „Bastionu”, do którego przyrównuje się niniejszy tytuł, ale nie potrafię zrównać ze sobą obu tytułów. Czy to oznacza, że książka G.X. Todd jest zła? Nie, to po prostu lekka, niewymagająca lektura, przeznaczona stricte dla miłośników tego typu literatury.

ImageSiedem lat temu doszło do katastrofy. Zagłady. Apokalipsy. Jak zwał, tak zwał. Ci, którzy ocaleli, zmuszeni do życia w zrujnowanym świecie, starają się (każdy na swój sposób) odnaleźć w nowej rzeczywistości. Jedni zbierają się w grupy, inni żyją samotnie, kolejni próbują wspierać się siebie nawzajem, podczas gdy jeszcze inni się mordują. W resztkach upadłej cywilizacji broń i pożywienie są towarem równie porządnym, co zaufanie – i równie niełatwo je zdobyć. W takim właśnie świecie odnajduje się specyficzna dwójka. On, Pielgrzym, jak sam o sobie mówi, to samotnik. Za jedynych towarzyszy swojej podróży ma dzikiego kota, który nie chce go opuścić, oraz głos bez ustanku szepczący w jego głowie. Ona, nastoletnia Lacey, mieszka sama w domu przy drodze. Ma wprawdzie środki do życia, jednak chciałaby stąd uciec. Kiedy postanawia stanąć przy szosie i oferować ewentualnym przejezdnym lemoniadę, wie, że nie jest to najmądrzejszy (a tym bardziej najbezpieczniejszy) pomysł, niemniej coś każe jej tak właśnie zrobić. W ten oto sposób spotyka Pielgrzyma, który z niechęcią zgadza się zawieźć ją do Vicksburga. I od tej chwili zaczyna się ich pełna niebezpieczeństw i przygód znajomość…

Nie jestem fanem postapo. Ani „Bastion” Kinga nie kupił mojego serca (rozwiązania fabularne w tej powieści są często nierealne, co psuje niejedną scenę), ani tym bardziej jego plagiat, jakim okazał się „Głód” Grahama Masterona. Ale nigdy nie ograniczam się do konkretnych gatunków – powieść przede wszystkim musi być dobra, niezależnie od tego o czym opowiada. Dlatego też i wśród postapokaliptycznych historii znalazłem kilka zachwycających perełek. „Obrońca” do nich nie należy, ale to niezła rozrywkowa propozycja dla miłośników takich klimatów, którą czyta się ją naprawdę nieźle.

Jedną z zalet tej powieści jest z pewnością fakt, że autorka zdaje sobie sprawę z wtórności. Nie chce więc odkrywać nowego lądu, a jedynie dobrze się (i nas) bawić – i to czuć. Nie zawsze wprawdzie potrafi sprawić, by czytelnikowi udzielił się jej niemal dziecięcy entuzjazm, ale i tak pojawia się nić sympatii łącząca ją z odbiorcą. Szczególnie że już na samym początku Todd wspomina Kinga – jak tu więc nie polubić kogoś, kto lubi Króla Grozy? Oczywiście „Obrońca” powieścią grozy nie jest, to raczej THRILLER z elementami science fiction, ale wcale nie jest mu daleko do tego gatunku.

Kwestią, która pozostawia najwięcej wątpliwości, pozostaje styl autorki. Początek wypada dość sztampowo, potem jest lepiej, niemniej pod względem stylu książka nie wybija się na tle innych. Styl jest prosty, lekki, niezobowiązujący – jak zresztą cała ta powieść. Jako wakacyjna lektura „Obrońca” sprawdzi się więc całkiem nieźle. Wprawdzie wymagający czytelnicy nie znajdą tu zbyt wiele dla siebie, jednak ci, którzy chcą się rozerwać w towarzystwie książki całkiem obszernej, dynamicznie poprowadzonej i niezmuszającej do myślenia, na pewno się nie zawiodą.

Michał Lipka


Obrońca

G.X. Todd
Przekład: Adrian Tomczyk
Wydawnictwo Filia
Wydanie I
Poznań 2017