Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Zombie, Wojciech Chmielarz: recenzja
Zombie, Wojciech Chmielarz: recenzja
piątek, 16 czerwca 2017

Potwory przeszłości

„Zombie” to szósta powieść kryminalna Wojciecha Chmielarza. Wszystkie dotychczasowe były nominowane do Nagrody Wielkiego Kalibru (a „Przejęcie” zdobyło ją w roku 2015), co świadczy o poziomie autora. Czy najnowsza książka go trzyma? O tak, bez wątpienia.

Image„Zombie” to druga część gliwickiego cyklu pisarza, rozpoczętego powieścią „Wampir”. Wracamy w niej do wydarzeń z 1996 roku, kiedy to zaginął Filip Korsarski, zwany Korsarzem. Niewielu osobom go brakuje – Korsarz to nastolatek z patologicznej rodziny, „zły do szpiku kości chłopak, który tylko szuka okazji, żeby komuś zrobić krzywdę”. Prawdę o jego zaginięciu zna Adam Górnik, który chodził z Korsarzem do szkoły: to on go zabił. Teraz Górnik jest prokuratorem, a kiedy w miejscu, w którym zamordował Korsarza, zostają odnalezione zwłoki, wie, że sprawa wreszcie wynurzy się z odmętów zapomnienia. Tyle że zwłoki należą do zabitej kilka dni wcześniej dziewczynki, a po szczątkach Korsarza nie ma śladu. By dowiedzieć się, jak to możliwe, Górnik zatrudnia Wolskiego. I obaj toną po uszy w bagnie, wciągając w nie swoich bliskich.  

Kilka rzeczy wyróżnia tę powieść. Po pierwsze: główny bohater. Pozostaje nim – choć tylko w teorii, o czym za chwilę – Dawid Wolski, prywatny detektyw z przypadku (a raczej z braku innego pomysłu na życie). Choć autorzy kryminałów dawno już odeszli od tworzenia idealnych postaci, wciąż jeszcze starają się opowiadać o „prawdziwych” detektywach, ludziach, którzy sprawy rozwiązują czy to dzięki ponadprzeciętnej inteligencji, czy wytrwałej policyjnej/detektywistycznej pracy. A Wolski? Cóż, on miewa przebłyski natchnienia. Najczęściej jednak przychodzą późno, przytłumione prywatnymi rozterkami. A tych Wolski ma dużo. I podejmowane przez niego wybory rzadko znajdą akceptację czytelnika. Choć przyznać trzeba, że sytuacja, w jakiej autor postawił detektywa na koniec powieści, sprawiła, że poczułam do niego podszytą współczuciem sympatię.

Kolejny wyróżnik – nie tylko najnowszej, a wszystkich powieści Wojciecha Chmielarza, tu jednak najmocniej wybrzmiewający – to narracyjny wielogłos. Autor przedstawia wydarzenia z perspektywy różnych postaci, przez co właśnie trudno tu mówić, że Wolski jest głównym bohaterem. Równie ważny – jeśli nie ważniejszy – dla tej opowieści jest prokurator Adam Górnik. Ale nie tylko oni mówią w tej książce; przeskakujemy od postaci do postaci, dokładniej poznając nie tylko wydarzenia i ich tło, lecz także samych bohaterów, targające nimi emocje i snute przez nich wspomnienia, nie zawsze bezpośrednio dotyczące opowiadanej historii.

A obok wielości głosów mamy wielość wątków. Rzecz jasna, sprawa śmierci Korsarza i jego „powrotu z martwych” pozostają osią akcji, ale znajdziemy w powieści Wojciecha Chmielarza również mnóstwo innych, mniejszych lub większych, historii. Nie tylko kryminalnych – są tu nawiązania do sprawy z pierwszego tomu przygód Dawida Wolskiego (czy może raczej: jej konsekwencje), są też problemy natury społecznej (patologiczne rodziny, okrucieństwo dzieci) i – chciałoby się rzec – moralnej (zdrada i jej konsekwencje). A do tego, rzucane niejako na marginesie, komentarze do rządzących sporą częścią współczesnego świata koneksji, układów i układzików. A jako bonus: wnikliwe opisy gliwickich zaułków, które sprawiają, że „Zombie” można odbierać jako ponury kryminał miejski.

„Rozwiązanie tej zagadki okazało się banalne i przez to nieoczekiwanie przykre” – stwierdza w pewnym momencie jeden z bohaterów. Choć wyjaśnienie zagadki powrotu Korsarza nie jest ani banalne, ani w żadnym razie przykre – jak przystało na dobry kryminał, zaskakuje – mnie nie do końca się spodobało. Wydało mi się po prostu mało prawdopodobne. Wiem jednak, że to subiektywne odczucie, najlepiej więc, jeśli przekonacie się sami. Chętnie wyrzuciłabym też z powieści sceny seksu – choć dostrzegam sens ich wprowadzenia (pokazanie seksu jako czynności wyłącznie fizycznej, odarcie go z wszelkiego romantyzmu, mówi co nieco o bohaterach) – ich realizm, ocierający się wręcz o naturalizm, zwyczajnie mi się nie podoba. Ale to moje jedyne zastrzeżenia do tej powieści. Resztę – opowiedzianą historię, świetny styl, plastycznych bohaterów – uważam za świetną. Zresztą jak zawsze u Wojciecha Chmielarza. Krótko mówiąc: oby tak dalej!

Ewa Dąbrowska


Zombie
Wojciech Chmielarz
Wydawnictwo Czarne
Seria Ze Strachem
Wołowiec 2017

 

RECENZJA POPRZEDNIEJ CZĘŚCI CYKLU:

Wampir

RECENZJE CYKLU Z MORTKĄ:

Podpalacz Farma Przejecie
Osiedle
Wywiad z autorem