Strona główna arrow Publicystyka arrow Orchidea, czyli pierwsze, rodzime, kryminalne crossover.
Orchidea, czyli pierwsze, rodzime, kryminalne crossover.
środa, 30 kwietnia 2008
Idea „crossover”, czyli łączenia czy krzyżowania literackich przestrzeni, postaci, uniwersów w autonomicznym tworze sztuki jest klasycznym, najważniejszym chyba owocem postmodernistycznych poszukiwań.

Crossover, tak w literaturze i filmie (ale i innych dziedzinach sztuki, także muzycznych), zawiera w sobie techniki dekonstrukcji i kolażu. Może być świetnym narzędziem parodii – poprzez proste zderzenie „poważnego” z „niepoważnym”, ale i dyskusji serio. Owa intertekstualność nie musi ponadto zamykać się w obrębie fikcji literackiej, i równie często czerpie z folkloru, legend czy historii rzeczywistej.

Najczęściej crossover’y pojawiają się w sztuce komiksu. Przodują w tym, niemal od początku istnienia, mainstreamowe, amerykańskie pozycje o superbohaterach („stajnie” Marvela, DC czy Dark Horse), gdzie protagoniści nie tylko spotykają się na łamach „koleżeńskich” zeszytów (Spiderman z Punisherem, X-Men z Fantastyczną Czwórką…), ale współpracują nieraz pomiędzy wydawnictwami: Spiderman (Marvel) kilkukrotnie spotykał na swej drodze Supermana (DC).

Możliwości wykorzystywania ikon w tego typu krzyżówkach obwarowane są dwoma podstawowymi wyznacznikami: bądź potrzebna jest autoryzacja wydawcy / twórcy ikony, bądź takowej nie potrzeba. Drugi przypadek ma miejsce, gdy dana postać ma status „public domain”, i prawa autorskie do niej dawno wygasły. Stąd „pożyczanie” sobie ikon typu Sherlock Holmes, Dracula, Allan Quatermaine czy Winnetou jest dość częste i ułatwione.

W literaturze kryminalnej także znamy przypadki „krzyżowania” uniwersów, choć nie jest to częste, i raczej zamyka się w ramach twórczości jednego autora – np. Michael Connelly połączył wspólną sprawą swych dwóch bohaterów: Harry’ego Bosha oraz Terry’ego McCaleba (A Darkness  More Than Night, 2001).

O samym fenomenie crossover’ów napiszemy kiedyś tekst obszerniejszy, tutaj jedynie chcemy zaznaczyć najważniejsze rzeczy z nim związane. Nieprzypadkowo, gdyż akurat w naszej literaturze gatunkowej mamy okazję do zapoznania się z powieścią pisaną wspólnie przez trzech autorów, w której łączą się losy ich trzech naczelnych bohaterów. Już zresztą wcześniej trzy powieści Polskiej Kolekcji Kryminalnej  (Trzynaście M. Świetlickiego, Kogo nie znam M. Malickiego i Śmierć w darkroomie E. Pasewicza) połączone zostały wspólną scenką w pewnej warszawskiej, kultowej kawiarnio-mordowni.

Redaktor serii Irek Grin, w swej ostatniej powieści Pan Szatan , także podał epizod z bohaterem Świetlickiego, mistrzem. Jedynie najmłodsza autorka PKK, Gaja Grzegorzewska nie dostąpiła jeszcze przywileju włączenia się w uniwersum kryminalnych powieści Wydawnictwa EMG.

Aż do tej pory: od wczoraj bowiem (29.IV) możemy przeczytać pierwszy odcinek powieści Orchidea , pisanej wspólnie przez nią, Marcina Świetlickiego i Irka Grina. Uniwersum spajającym trzy autorskie światy jest współczesny, choć z lekka literacko umagiczniony Kraków, na ulicach którego plączą się losy detektywki Julii Dobrowolskiej (Żniwiarz i Noc z czwartku na niedzielę ), mistrza (Dwanaście i Trzynaście) oraz detektywa Józefa Marii Dyducha (Bezpański pies , Pan Szatan ).

To chyba precedens w naszej literaturze gatunkowej. Mimo to jednak chciałbym, by był – byle z głową – twórczo kontynuowany. Może jest to właśnie ciekawa droga to użyźnienia, nieco już dziś powtarzalnej, gleby polskiego kryminału czy sensacji? Wyobraźmy sobie bowiem wspólne spotkanie – niekoniecznie po jednej stronie! – Eberharda Mocka , Jerzego Drwęckiego czy komisarza Maciejewskiego . Czy nie byłoby to wydarzenie kuszące, ów pojedynek trzech potencjalnych charakterów?

Póki co jednak – zapraszamy do śledzenia kryminalnego pastiszu Grzegorzewskiej, Grina i Świetlickiego. Zapowiada się rzecz komediowo, choć – obowiązkowy trup jest komediowy jak najmniej.







Komentarze mogą pisać tylko zarejestrowani użytkownicy.
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się.

 

Komentarze
Cała trylogia.
Dodane przez Skubek w dniu 2010-09-11 20:49:53
Ludlum nie skończył na Tożsamości, rozwinął do trylogii, za co mu chwała. Pomysł wyśmienity, facet, który traci pamięć i robi wszystko aby ja odzyskać. Czytałem całą trylogię przynajmniej dwa razy w całości, oglądałem Tożsamość z Richardem Chamberlainem jak i nową wersję, obie wersje są doskonałe. Pierwsza bardziej oddaje książkę. Ale od tego zaczęła się moja przygoda z Ludlumem, czytam go często, i gorąco polecam to już klasyka.