Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow To, Stephen King: recenzja
To, Stephen King: recenzja
piątek, 08 września 2017

To dopiero powieść!

Kiedy w latach osiemdziesiątych Stephen King zaczął pisać „To”, nie miał nawet pewności, że ta powieść w ogóle powstanie. Pomysł na nią, pomysł – warto nadmienić – nie do końca sprecyzowany, tkwił w jego głowie od dłuższego czasu, ale coś powstrzymywało autora przed zmierzeniem się z nim. W końcu jednak rozpoczął pracę nad dziełem, które wówczas określił mianem swojego opus magnum, a które po dziś dzień jest uważane za jedno z jego największych dokonań. A my, z okazji premiery filmu na jego podstawie, znów możemy zagłębić się w ten niezwykły świat.

ImageRok 1957. Mieszkańcy Derry po ulewnych deszczach zmagają się z powodzią. Mały George Denbrough wychodzi pobawić się papierową łódką. Kiedy okręcik wpada do ścieku, chłopiec jeszcze nie wie, co to oznacza. W mroku kanału dostrzega postać klauna i… Jego dziewięcioletnie życie kończy się w bólu, zanim ktokolwiek może go uratować.

Rok 1984. W trakcie festynu w Derry dochodzi do zabójstwa geja. Winni jego śmierci mówią jednak, że na miejscu był ktoś jeszcze – ktoś w stroju klauna. Miejscowy bibliotekarz Mike Hanlon, przyjaciel Billa „Jąkały” Denbrougha, brata George’a, dowiaduje się o zdarzeniu i informuje o wszystkim przyjaciół z dzieciństwa. W latach pięćdziesiątych przeżyli coś, o czym nie chcieli pamiętać – starcie z Tym. Poprzysięgli sobie wówczas, że znów stawią mu czoła, gdyby zaszła taka potrzeba. Teraz nadszedł ten czas, ale najpierw muszą przypomnieć sobie, co przeżyli ćwierć wieku wcześniej…

„To” miało być wielkim pożegnaniem Kinga. Nie z twórczością, nie z HORRORami, ale z pewnym etapem życia i twórczości. Jak powiedział sam autor, miała to być ostatnia powieść o potworach i o dzieciach, a, jak się ostatecznie okazało, stała się także najbardziej osobistą z jego wówczas wydanych książek. I kwintesencją wszystkiego, co składało się na Króla Grozy – na jego osobę, charakter i pasje, jak również literackie dokonania. I może trudno w to uwierzyć, ale dzieło to, powszechnie uważane za jedno z najbardziej przerażających Kinga, zrodziło się z inspiracji… „Królikiem Bugsem” (nie pierwszy raz zresztą – kto nie pamięta choćby „Co jest, doktorku” z „Lśnienia”?) oraz baśnią „Trzy koziołki”, spisaną przez Petera Christena Asbjørnsena i Jørgena Moe’a.

Jak pisał sam King w posłowiu do jubileuszowego wydania „To” (niestety nigdy nie mieliśmy okazji przeczytać go po polsku), pomysł na powieść przyszedł mu do głowy, kiedy przechodził po drewnianym mostku nad wyschniętym strumieniem. Przypomniała mu się wówczas wspomniana bajka i zadał sobie pytanie: co by było gdyby rzeczywiście spod mostu zawołał do niego troll? Pociągnęło to za sobą zapomniane lęki z dzieciństwa i zaowocowało chęcią napisania powieści, która stanowiłaby rozliczenie z grozą, jaką chłonął i tworzył King od samego początku, ze wszystkimi elementami i potworami, które miały na niego wpływ. Pisarz chciał stworzyć antagonistę, który byłby wszystkimi nimi jednocześnie (tu na scenę wkracza „Królik Bugs”, bo Król inspirował się początkową sceną każdego odcinka, w której pojawiają się razem wszyscy bohaterowie). Czymś stanowiącym sedno strachu. Tym. Po postu Tym. I trzeba przyznać, udało mu się to po prostu znakomicie.

Groza w tej powieści jest świetna. Nie starszy wprawdzie, ale w życiu spotkałem właściwie tylko jedno dzieło literackie, które miało tę moc, a i ono budziło lęk sporadycznie. „To” natomiast oferuje mnóstwo napięcia, znakomitą zagadkę, rewelacyjny klimat i pewną magię. Rozpoczynając lekturę, czułem się, jakby zaczynał wielką przygodę. Coś, co będzie trwało długo i dostarczy wielu niezapomnianych wrażeń. I tak było. Uczynienie głównym złym klauna okazało się strzałem w dziesiątkę. To połączenie niewinności i humoru z potwornością i bestialstwem przekonało mnie do wizji Kinga, który sam klaunów się boi i uważa, że jest to jedyna postać, jakiej boją się wszystkie dzieci. Ostateczna forma Tego już tak bardzo nie przemawia do wyobraźni, ale to, co jest pomiędzy, ma w sobie wielką siłę. Gorzej jest z niektórymi elementami fantastycznymi (sceny z pewnym żółwiem nie do końca pasują do całości, chociaż King ciekawie rozwinął je później w „Mrocznej wieży”), ale i one mają swój urok.

Bardziej jednak niż wszelkie strachy zachwyca tutaj strona obyczajowa. King wspina się na wyżyny, prezentując jeden ze swoich ulubionych wątków – dziecięce życie pełne niezwykłości, problemów ze szkolnymi łobuzami, włóczenia się po okolicy, przeżywania przygód i powolnego zatracania niewinności. Pod tym względem „To” jest jednym z najbardziej przekonujących dzieł w jego karierze (pisarz zapowiadał wprawdzie, że będzie to ostatnia powieść o dzieciach, ale wiemy, co wyszło z tych zapewnień). Genialnie uchwycona codzienność dzieci u progu nastoletniości, ich jednoczesna infantylność i brud, są szczere i piękne. Zapewne dlatego, że King oparł je na swoich wspomnieniach i opisał wiele wydarzeń, których doświadczył, ale jest też w tym wielki talent literacki i potęga wyobraźni.

Oczywiście prawdziwych elementów jest tu więcej. King materiały do powieści zbierał, chodząc po Bangor, zastanawiając się, co wydarzyło się w danym miejscu i słuchając opowieści a to o powodzi, w trakcie której można było pływać łódką z jednego końca miasta na drugi, a to znów o plątaninie dawnych kanałów pod miastem. Wplótł w to wszystko nawet swój sen – scena z lodówką to dokładny jego opis – oraz wydarzenia dla niego wówczas teraźniejsze, jak choćby zamordowanie geja przez grupę nastolatków. A wszystko to podał rewelacyjnym stylem: lekkim, treściwym, pełnym, po prostu pięknym.

Ale żeby nie było tak słodko, warto wspomnieć o jednej scenie, według mnie nietrafionej. Nie chcę wchodzić w szczegóły, ale scena, którą King tłumaczy ją jako swoisty rytuał przejścia, pożegnanie dzieciństwa i wejście w dorosłość, do mnie nie do końca przemawia; wydaje się wręcz pedofilska. Ale to oczywiście moje prywatne odczucia. Całość natomiast jest tak znakomita, że polecam ją Wam z czystym sercem. Dobrze, że z okazji premiery kolejnej filmowej adaptacji powieści „To” znów pojawiło się na rynku. I chociaż nie jestem miłośnikiem filmowych wydań, okładka tej edycji jest najlepszą z dotychczasowych polskich i rewelacyjnie prezentuje się na półce. Dlatego też jeśli nie czytaliście jeszcze tej słusznie uznawanej za jedną z najlepszych powieści Kinga, nadróbcie to jak najszybciej – naprawdę warto!

(Na marginesie pozwolę sobie dodać pewną ciekawostkę. Chodzi mianowicie o doniesienia o przebranych za klaunów osobach, które widywano w USA i Kanadzie głównie w 2016 roku – choć pierwsze pojawiły się w Anglii w 2013 roku – w okolicach szkół i lasów. Zgłaszano między innymi próbę zwabienia dziewięcioletniego chłopca między drzewa, a w końcu aresztowano kilkoro podejrzanych za groźby, kradzieże oraz napaści na dzieci i dorosłych. Inspiracji „Tym” wprawdzie nigdy nie potwierdzono, ale pojawiły się głosy to sugerujące).

Michał Lipka

To
Stephen King
Przekład: Robert Lipski
Warszawa 2017