Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Ktokolwiek widział, Claire Douglas: recenzja
Ktokolwiek widział, Claire Douglas: recenzja
czwartek, 14 września 2017

Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie

Wyobraźcie sobie senne nadbrzeżne miasteczko. Mroźne, wietrzne, śnieżno-deszczowe dni, szare wzburzone morze, rozbijające się o klify fale, stare, od lat nieczynne, zniszczone molo… Taki obraz rozpościera przez czytelnikiem Claire Douglas, brytyjska pisarka, która debiutowała THRILLERem „Siostry”, teraz zaś powraca z drugą książką.

ImageFrankie Howe, młoda niezależna kobieta sukcesu, wraca po wielu latach do rodzinnego  Oldcliffe. Przyjeżdża na prośbę Daniela, brata swojej dawnej przyjaciółki Sophie, która zniknęła bez śladu kilkanaście lat wcześniej. Została uznana za osobę zaginioną, sporo jednak  wówczas wskazywało, że na nieczynnym molo doszło do wypadku. Podejrzewano, że dziewczyna wpadła do morza i utonęła. Teraz jednak odnaleziono szczątki, które mogą należeć do Sophie. Daniel prosi o pomoc Frankie, jest bowiem przekonany, że jego siostra została zamordowana. Prywatne śledztwo nie przynosi znaczących rezultatów, ktoś jednak zaczyna prześladować Frankie, dając jej do zrozumienia, iż zna dawne tajemnice i powód jej wyjazdu z Oldcliffe kilkanaście lat wcześniej. Kobieta musi skonfrontować się z rodzinnym miasteczkiem, pełnym zjaw, tragicznych wspomnień i przytłaczającej atmosfery.  

Filarem tej książki są wspomnienia. To wokół nich autorka zbudowała swoją opowieść. Czytelnik poznaje historię Frankie i Sophie dzięki narracji pierwszoosobowej. Pierwsza z bohaterek „rozmawia” z nieżyjącą przyjaciółką, kieruje swoje myśli i słowa do, utraconej przed laty, bratniej duszy. Wspomnienia Sophie poznajemy zaś dzięki zapiskom w jej dzienniku, dokonanym kilkanaście lat wcześniej, niedługo przed zaginięciem. Ze szczątkowych retrospekcji, rozrzuconych niczym puzzle, stopniowo buduje się kompletna opowieść. Sporo uwagi autorka poświęciła także stronie psychologicznej. Obie bohaterki diametralnie różniły się od siebie. Frankie pochodziła z bogatego domu, była atrakcyjna, dostawała to, czego chciała. Sophie zaś to typ introwertyczki, spokojnej, cichej. Czy na takiej różnicy charakterów łatwo zbudować trwałą przyjaźń?

„Siostry”, debiut autorki, nie zrobiły na mnie wielkiego wrażenia. Tę książkę oceniam wyżej, choć i tu kilka punktów można było lepiej dopracować.

Przez większość książki bohaterka snuje się, „rozmawia” z nieżyjącą przyjaciółką, widzi ją, niczym majaczącą zjawę, której obraz rozmywa deszcz. Nieco przeszkadzały mi zwielokrotnienia tego typu scen. Czekałam, aż wreszcie nastąpi przełom. I następuje, jednak dopiero pod koniec. Wówczas historia nabiera tempa i przyznać muszę, że właśnie finał znacznie podnosi w moich oczach ocenę tej powieści. Sądzę, że finisz w wydaniu  Douglas jest naprawdę pomysłowy. Douglas ciekawie odmalowała też małomiasteczkową mentalność, gdzie każdy wszystko wie i doskonale pamięta, ale gdy trzeba powiedzieć to na głos, wszyscy milczą. Ujął mnie również kreowany przez autorkę klimat, wspomniany we wstępie – na pozór spokojne angielskie miasteczko, usytuowane nad morzem, chłód, mrok, nastrój grozy… Do tego tajemnicze, anonimowe listy, które otrzymywała Frankie, ktoś czający się za plecami, wyczekujący pod jej drzwiami, pojawiający się w oknie. Zjawa z twarzą nieżyjącej przyjaciółki.

„Ktokolwiek widział” Claire Douglas to opowieść przepełniona retrospekcjami i tajemnicami. Wystawia czytelnika na próbę: musi ułożyć obraz z rozsypanki, pełnej fragmentów wspomnień, minionych przeżyć i cząstek przeszłości. Co prawda historia poprowadzona jest nieco nierówno, jednak autorka rehabilituje się obrazowo wykreowanym klimatem i pomysłowym zakończeniem. Lektura sprawdzi się więc podczas jesiennych wieczorów.

Anna Mazur

Ktokolwiek widział
Claire Douglas
Przekład: Katarzyna Rosłan
Wydawnictwo W.A.B.
Warszawa 2017