Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Posag szwaczki, Meredith Jaeger: recenzja
Posag szwaczki, Meredith Jaeger: recenzja
środa, 20 września 2017

Plastikowe głosy z przeszłości

Każda powieść kryminalna przywołuje duchy przeszłości, a dzieje się tak dlatego, że wszelkie zbrodnie (nawet te dokonywane pod wpływem chwili, w afekcie) mają swoje ugruntowanie w dawniejszych zdarzeniach i składają się na nie rozmaite okoliczności. Bardzo zresztą pięknie pokazywał to serial „Cold Case” („Dowody zbrodni”), w którym kilkoro policjantów specjalizowało się w rozwiązywaniu zagadek przedawnionych zabójstw – choć trudno było rzecz jasna uwierzyć, że niektórzy bohaterowie pamiętali momenty sprzed dwudziestu, ba, nawet czterdziestu lat, skoro ja naprawdę nie pamiętam już, co robiłam danego dnia przed miesiącem. Serial jednak utrzymał się przez kilka sezonów, co dobitnie świadczyło o tym, że można takie fabuły bezproblemowo realizować. Dlatego wcale nie byłam zaskoczona, kiedy okazało się, że akcja powieści Meredith Jaeger „Posag szwaczki” rozgrywa się w dwóch planach czasowych – współcześnie i w drugiej połowie XIX wieku – a śledztwo dotyczy właśnie sprawy morderstw popełnionych w 1876 roku.

ImageOczywiście wskazanie sprawcy po tak długim czasie jest raczej niemożliwe, ale jeśli na chwilę zawiesimy niewiarę, to otrzymamy całkiem zgrabną opowieść o śmierci, życiu i dwóch Kopciuszkach. Obu bowiem bohaterkom – tej tu i teraz, Sarah Havensworth, oraz tej sprzed ponad półtora wieku, Hannelore Schaefer – przytrafiło się spotkanie z Księciem, prowadzące do zmian różnej konduity. Gdyby nie wątki kryminalne, fabuła Jaeger byłaby właściwie kolejnym romansem w historycznym tle, połączonym z ckliwą powieścią obyczajową z wyższych sfer. Autorka wprawdzie nie zmarnowała kryminalnego potencjału tej historii i wycisnęła zeń to, co wydusić mogła, ale wciąż jest to bardziej historia miłosna niż historia zbrodni.

A wszystko wygląda tak: w teraźniejszości mamy wżenioną w bogatą rodzinę niespełnioną pisarkę, na gwałt szukającą pomysłu na powieść, w przeszłości zaś zaginięcie dwóch ubogich szwaczek, co staje się punktem zbiegu dla obu linii czasowych. Sarah trafia na wzmiankę o tajemniczym zniknięciu ubogich dziewcząt i zawzięcie śledzi ich zapisane w gazetach i fotografiach losy, spędzając czas w bibliotekach, miejskich archiwach, a wreszcie trafiając na trop prowadzący wprost do rodziny własnego męża. Okazuje się, że choć minęły dziesięciolecia, komuś wciąż zależy, żeby skrywana prawda nie wyszła na jaw i za wszelką cenę próbuje przeszkodzić Sarah w rozwiązaniu zagadki.

Powieść Jaeger odznacza się – mimo niewątpliwie dobrego pomysłu i jeszcze lepszego jego rozwinięcia w postaci skrawków informacji odkrywanych mozolnie przez Sarah – pewną tandetnością, która jest rezultatem dość naiwnego sposobu konstruowania postaci. Sarah jest niestety rozhisteryzowanym pasożytem żerującym na mężowskim majątku, w dodatku niemającym do małżonka krztyny zaufania, gdy nadchodzi kryzysowy moment, a przecież ów małżonek tak ją kocha, tak kocha, że hej! Z kolei Hannelore to dziewczę hoże, które orze, jak może, choć nie tyle może, ile bardziej musi, albowiem nie ma mamusi, za to na karku ma ojca pijaka, co bije swe dzieci, kiedy wola taka. Rozumiecie już, o co mi chodzi? Ano właśnie, subtelność zastąpiona została jasno sformułowanym przekazem, że los ubogich dzieci jest ciężki, rodzice są pijani lub nie żyją, a prawdziwe piękno nie potrzebuje strojnych sukien, bo gdzieś tam czyha spostrzegawczy a wrażliwy Książę znużony bogatymi pannami (te złudzenia!). Ach tak, jest jeszcze straszliwy morderca, co to nie ma litości, bo nie i już. Żarty żartami, ale choć pisarce udało się nawet zgrabnie zarysować tło obyczajowe dawnego San Francisco, to jednak za nic nie zdołała ona stworzyć postaci, które nie przypominałyby plastikowych lalek, które można do woli przebierać i przestawiać.

Ksenia Olkusz


Posag szwaczki
Meredith Jaeger
Przekład: Teresa Komłosz
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Warszawa 2017