Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Dziewczyna z Brooklynu, Guillaume Musso: recenzja
Dziewczyna z Brooklynu, Guillaume Musso: recenzja
poniedziałek, 25 września 2017

Zawiedzione nadzieje

Na pewno zdarzyło się Wam kiedyś, że nie znaliście twórczości jakiegoś autora, ale wszędzie trafialiście na zachwyty nad jego książkami. Postanowiliście więc sprawdzić, skąd te peany. Nastawiliście się na rewelacyjną lekturę i… nie wyszło.

ImageTak właśnie miałam z „Dziewczyną z Brooklynu” Guillaime’a Musso, moim pierwszym spotkaniem z twórczością tego francuskiego powieściopisarza. To już trzynasta jego powieść, ale autor nie tworzy cyklu, można więc swobodnie czytać jego książki osobno, w dowolnej kolejności. „Dziewczyna z Brooklynu” zaintrygowała mnie opisem. Jej główny bohater to Raphaël Barthélémy, wzięty pisarz i samotny (ale szczęśliwy) ojciec. Raphaël ma narzeczoną, Annę, która nie chce mówić o swojej przeszłości. „Prawda jest wspaniała w matematyce i chemii, ale nie w życiu” – powtarza Musso za Sábato. Raphaël chyba nie zdaje sobie z tego sprawy, bo naciska coraz mocniej. Dlatego Anna w końcu pokazuje mu pewne zdjęcie, a zaraz potem… znika. Pisarz wyrusza na poszukiwania, angażując do pomocy swojego przyjaciela, emerytowanego policjanta. Podążając za prawdą, Raphaël i Marc trafiają na trop historii sprzed lat, która prowadzi ich do USA.

Zacznę od tego, co mi się w tej powieści podobało. Na plan pierwszy zdecydowanie wysuwa się narracja: jest po prostu rewelacyjna. Autor umiejętnie przeskakuje w czasie i między postaciami, podsuwając czytelnikowi kolejne elementy układanki, a przy tym nie komplikując przesadnie historii. Drugi element wart pochwały to styl. Cechuje go z jednej strony prostota (pomijając dialogi, o czym za chwilę), z drugiej mnogość cytatów (wyliczenie ich źródeł zajmuje autorowi blisko dwie strony!), stanowiących motta poszczególnych rozdziałów i gęsto pojawiających się w treści. Pasują idealnie do fabuły, a przy tym dodają powieści głębi i skłaniają czytelnika do zadumy. W opowiadanej historii też zresztą trudno znaleźć jakiekolwiek wady. Jest bardzo dokładnie przygotowana, nie ma tu miejsca na przypadkowe elementy czy luźne wątki. To wszystko bez wątpienia świadczy o klasie pisarza.

Więc dlaczego jestem rozczarowana lekturą? Bo spodziewałam się fajerwerków, a takich nie było. „Adrenalina”, „nieziemskie przeżycia”, „rollercoaster” – czytałam w recenzjach. Może i rollercoaster, ale na podmiejskim wesołym miasteczku z niskim budżetem. Jakoś nie byłam w stanie uwierzyć bohaterom, wejść w ich emocje, przez co opowiadana historia, mimo niewątpliwie świetnego przygotowania autora, pozostawała dla mnie „płaska”, bez uczuć. Nie pomogły niestety sztywne, nienaturalne dialogi. Brakło mi też zaskoczeń: „Dziewczyna z Brooklynu” to opowieść, która rozwija się konsekwentnie, ale bez niespodzianek.

Musso bywa porównywany do Cobena i jest w tym porównaniu nieco racji. Obu pisarzy łączy umiejętność trzymania czytelnika w napięciu od pierwszej do ostatniej strony. Tym, co ich odróżnia, jest głębia powieści; „Dziewczyna z Brooklynu” bardziej skłania do myślenia. Za to postaci u Cobena są zdecydowanie bardziej pełne życia i przekonujące.

Mam więc nadzieję, że nie zrozumiecie mnie źle. „Dziewczyna z Brooklynu” to dobra – a nawet bardzo dobra – powieść. Chyba po prostu miałam wobec niej zbyt wysokie oczekiwania, to wszystko.

Ewa Dąbrowska

Dziewczyna z Brooklynu
Guillaume Musso
Przekład: Joanna Prądzyńska
Wydawnictwo Albatros
Warszawa 2017