Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Miasto ślepców, Jose Saramago: recenzja
Miasto ślepców, Jose Saramago: recenzja
czwartek, 28 września 2017

Czasem trzeba oślepnąć, żeby zobaczyć coś więcej

„Miasto ślepców” to THRILLER, ale w taki sposób, w jaki thrillerem był „Droga” Cormaca McCarthy’ego. A jednak wywołuje dreszcze, budzi to dziwne, szarpiące nerwy poczucie niepewności, zagrożenia i lęku o wiele lepiej niż wszelkie rasowe dreszczowce traktujące o mordercach, szaleńcach i wszelkiej maści zwyrodnialcach. Przy okazji zachwyca walorami literackimi, głębią i niezwykłą siła wizji, które po części zapewniły autorowi literacką nagrodę Nobla.

ImageTo miał być dzień jak co dzień. Nic nie zapowiadało niezwykłych wydarzeń. Ludzie wyszli z domów, ruszyli w drogę do pracy, na zakupy, spotkania, załatwić jakieś sprawy. I nagle na skrzyżowaniu zaczyna krzyczeć kierowca jednego z samochodów. Coś się stało? Awaria? Wypadek? Nie, mężczyzna nagle stracił wzrok. Nie wiadomo dlaczego, nawet przebieg choroby jest dziwny, bo chory nie pogrąża się w typowej dla niewidomych ciemności – pod powiekami widzi mglistą, oślepiającą biel. Jak ma odnaleźć się teraz w świecie, w którym wszystko to, co zwyczajne, stało się nagle obce, wręcz niebezpieczne? Jak ma dalej żyć, skoro nikt nie potrafi mu pomóc? A chorych, niezależnie od wieku, płci czy stanu zdrowia, przybywa. Epidemia zaczyna niepokoić ludzi, władze podejmują decyzję o odizolowaniu pierwszej grupy ślepców w nieczynnym szpitalu psychiatrycznym. Zamknięci niewidomi zaczynają tworzyć własną społeczność i bezlitosne prawa…

José Saramago stworzył niesamowitą powieść. z jednej strony mamy tu do czynienia z dziełem bardzo ascetycznym pod względem wykonania, z drugiej – jak udowodnili już wielokrotnie giganci literatury – nie trzeba rozpisywać się na setki stron, by efektem finalnym wgnieść czytelnika w fotel. Tak jest właśnie w tym przypadku. Saramago konsekwentnie snuje prostą przecież opowieść o epidemii ślepoty, skupiając się przede wszystkim na analizowaniu natury ludzkiej, naszej kondycji i tego, do czego jesteśmy zdolni w chwili kryzysu. Każdy z nas kiedyś choć przez chwilę sprawdzał, jak to jest być ślepym – zamykał oczy, próbował odnaleźć się w środowisku, myślał, że nie byłoby to aż takie straszne. Ale autor pokazuje, jaka rzeczywiście byłaby to tragedia, a przez jej prymat przygląda się naszym najgorszym instynktom. Śmiało można rzec, że „Miasto ślepców” to skrzyżowanie „Dżumy” Alberta Camusa (do której chyba każdy przyrównuje niniejszą powieść) ze słynnym stanfordzkim eksperymentem więziennym. Rezultat po prostu zachwyca na każdym polu, chociaż oczywiście nie jest to dzieło łatwe ani przyjemne w odbiorze. Nie o to jednak chodzi. Jego celem jest otwarcie oczu czytelnikom, bo czasem trzeba oślepnąć, żeby zobaczyć coś więcej, a Saramago nam to umożliwia.

Jednocześnie to, w jaki sposób autor pisze, daje satysfakcję czytelnikom spragnionych prawdziwych literackich wartości. Styl jest głęboki, piękny, choć wymagający. Saramago nie nadaje swoim bohaterom imion, nie mamy pojęcia, gdzie i kiedy dzieje się akcja. Poza tym autor, podobnie jak to robił Hubert Selby Jr. (chociaż w jego przypadku było to podyktowane chęcią ułatwienia sobie pisarskiej pracy), nie wydziela dialogów. Opisy i wymiany zdań są płynne, wymieszane ze sobą, a jednocześnie nie ma w tym chaosu. Wszystko wydaje się jasne, jeśli tylko czytelnik poświęci odpowiednią dozę uwagi. A warto to zrobić.

Czy trzeba dodawać coś jeszcze? Jeśli szukacie ambitnej, poruszającej, przerażającej i skłaniającej do myślenia powieści, powieści, która zachwyca psychologią i stylem, polecam gorąco „Miasto ślepców”. Będziecie zachwyceni.

Michał Lipka


Miasto ślepców
José Saramago
Przekład: Zofia Stanisławska
Dom Wydawniczy Rebis
Poznań 2016