Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Złotko, C.J. Skuse: recenzja
Złotko, C.J. Skuse: recenzja
poniedziałek, 02 października 2017

Z pamiętniczka seryjnej morderczyni

Miło jest natrafić na powieść, której blurby są niemal zgodne z zawartością, a jedyną jej wadą jest to, że zbyt dobrze (w sensie zbyt szybko) się ją czyta. Przedstawiam „Złotko” autorstwa C.J. Skuse, książkę z pozoru wesolutką, a w rzeczywistości misternie mroczną i przez to budzącą jeszcze większy zachwyt. Zastrzegam jednak od razu – humor jest tutaj bardzo specyficzny, intryga także, a kto spodziewał się kolejnego „Dziennika Bridget Jones” w wersji bliskiej „Dexterowi”, jak zapowiadają okładkowe opisy, musi wiedzieć, że istnieje cieniutka granica pomiędzy odrobiną szaleństwa a totalnym odlotem. Najlepszym dowodem na to jest i tytułowa bohaterka, i jej perypetie, a przede wszystkim prowadzony przez nią pamiętnik. Ten bowiem nie tylko ujawnia, jakie zabójcze pragnienia, myśli i czyny skrywa Rhiannon, lecz także odsłania bardzo wiele na temat jej niebywale smutnej przeszłości, sytuując tym samym jej działania czy motywacje w dużo mniej lekkim kontekście.

ImagePracująca jako asystentka redaktora w lokalnej gazecie, notorycznie zdradzana przez chłopaka i posiadająca stado radosnych przyjaciółek bohaterka na pierwszy rzut oka jest taka, jak jej znane z konwencji chick lit odpowiedniki. Bo i żre za dużo, a chciałaby schudnąć, i nie doceniają jej w pracy, choć ambicje ma całkiem spore, i spotyka sympatycznego przystojniaka, który nie od razu wydaje się nią zainteresowany. Jest uroczo obsesyjna, skupiona na sobie, neurotyczna, wiecznie przemyśliwująca, co sądzi o niej świat, jak wypadła w relacjach ludźmi, popełniająca różne głupstwa. Rzecz w tym, że za każdym z wymienionych kryje się o wiele mroczniejsza historia. Rhiannon – bezustannie w zasadzie poniżana przez otoczenie, nieustannie odgrywająca rolę sympatycznej i zgodliwej koleżanki – nie jest potulną dziewczyną, która popłacze, upije się, a potem jakoś podbije świat. Ona dosłownie kroczy po trupach, mszcząc się i jednocześnie odtwarzając z całą świadomością cykl właściwy dla seryjnych zabójców (sprawdzając wszystko w Wikipedii, a także maniakalnie powtarzając internetowy test psychologiczny, z którego niezbicie wynika, że jest psychopatką. Ręka w górę, kto się nie bawił w takie quizy, więdnąc z nudów w pracy). Tutaj autorka już nie tworzy kolorowej fasady, ale stopniowo odziera czytelnika ze złudzeń, że ta historia to coś lekkiego i humorystycznego. Pod niepoważnymi pozorami kryje się starannie zamaskowana opowieść o krzywdach, które wraz z bohaterką dorastają i dojrzewają, aby wybuchnąć w momentach kolejnych zabójstw, popełnianych na ludziach, którzy – wedle przekonania bohaterki – po prostu na to zasłużyli (faktycznie, kilka z jej ofiar to ludzie społecznie szkodliwi, najczęściej seksualni przestępcy).

Skuse napisała powieść przejmującą, która w pewien sposób pokazuje, jak łatwo jest zdekonstruować różowy świat chick lit, bo ten jest często tylko zbiegiem szczęśliwych łutów prowadzących bohaterki do cukierkowego szczęścia. A przecież, gdy uważnie się przyjrzeć, to relacje rodzinne takiej choćby Bridget Jones są delikatnie patologiczne (tak, wiem, święte oburzenie, ale czy mam przypomnieć, kogo Darcy musiał wyciągać z tarapatów za pierwszym razem i jakiego one były kalibru?), a na przykład cykl o zakupoholiczce autorstwa Sophie Kinselli oparty został na motywie uzależnienia od kupowania i związanej z tym spirali długów. Od katastrofy dzielą bohaterki w zasadzie tylko szczęsne zbiegi okoliczności oraz ogarnięty facet, a tych Rhiannon ze „Złotka” zwyczajnie w jakiś sposób zabrakło, i to od samego początku. Bohaterka radzi więc sobie w życiu tak, jak umie, a że odpowiedzią na trudności każdorazowo jest morderstwo... No cóż, niektórzy się obżerają, niektórzy kupują kiecki, a jeszcze inni biorą do ręki nóż i chlast...

Przyznać trzeba, że narracja, jaką prowadzi Skuse, jest znakomicie pomyślana i – rzecz oczywista – nawiązuje mocno do znaku rozpoznawczego fabuł Helen Fielding, a więc prowadzonego przez protagonistkę dziennika. Ten zaś nie zawiera codziennej rachuby kalorii, jednostek alkoholu czy liczby wypalonych papierosów, lecz skrupulatne i dowcipne wyliczenie: kogo, za co, a czasem nawet jak utłukłaby główna bohaterka. I niekiedy trudno się jej dziwić, bo ludzie istotnie są nieznośni i niektóre z tych powodów wydają się jakby znajome, nieco bliskie i takie jakieś autentyczne. Ponadto pisarka ma niebywale cięte pióro, co sprawia, że nawet najwulgarniejsze komentarze Rhiannon bawią do łez. Mnie kupiła tekstem o krwistym steku, a konkretnie tym, że było jej wszystko jedno, „czy byczek cierpiał umierając – [bo] jego zadek był pyszny”, ewidentnie antagonistycznym wobec narzucających swoją ideologię i nadreprezentowanych kulturowo wegan i wegetarian. A także wieloma innymi spostrzeżeniami o charakterze ogólnoludzkim, które nawet podane ustami seryjnej zabójczyni nie są takie znów odległe od prawdy, za to bardzo celnie wymierzone. Ten zachwyt nad narracją nie oznacza oczywiście, że od razu sprawię sobie zestaw seryjnego mordercy. Pozostanę przy masakrowaniu kiepskich książek. Obiecuję!

Ksenia Olkusz


Złotko

C.J. Skuse
Przekład: Julita Mastalerz
Burda Publishing Polska
Warszawa 2017