Advertisement
Wywiad z Igorem Brejdygantem
wtorek, 10 października 2017

„Psychopaci to ludzie, którzy uwodzą”

Rozmowa z IGOREm Brejdygantem, autorem THRILLERa „Szadź”

Tytułowa szadź to osad lodu, który przykrywa wszystko warstwą bieli. Zimno i biel towarzyszą nam podczas lektury prawie przez cały czas… Jak możemy odczytać ten tytuł?

ImageMożemy go oczywiście odczytać z wielu poziomów i na wiele sposobów, i mam nadzieję, że tak się stanie. Jednak w moim zamyśle „szadź” to zwiastun nadejścia przejmującego chłodu, zwiastun, który pojawia się w nieco profetycznych zresztą snach głównej bohaterki, niosąc za sobą przesłanie, iż w jej życiu pojawi się ktoś, kto taki właśnie mrożący krew w żyłach chłód roztacza swoją osobowością. Ów ktoś to drugi co do ważności bohater książki, antagonista głównej bohaterki, seryjny zabójca i przede wszystkim do imentu zimny w swym wyrachowaniu psychopata. Co znamienne, szadź, kiedy pokrywa łąki i drzewa w naszym otoczeniu, przydaje im niezwykłego, tajemniczego wręcz uroku. Psychopaci to ludzie, którzy uwodzą najczęściej szarmem, są uroczy, ponieważ nic w środku ich nie blokuje, nie muszą się zmagać z kompleksami, ułomnościami, deficytami, dlatego między ludzi wlewają się jak szadź na listopadowe łąki.

Marek Krajewski bohaterem swoich książek uczynił mężczyznę w średnim wieku, bo, jak sam mówi, potrafi się z nim najlepiej utożsamić. Marta Guzowska twierdzi, że łatwiej jej się pisze z męskiego punktu widzenia, a kobieca perspektywa to „wyższy level”. Jak to jest u pana – skąd wzięła się Agnieszka i czy łatwo było pisarzowi wcielić się w kobiecą postać?

W swojej książce też mam męskiego bohatera w moim wieku, więcej nawet: bohatera dokładnie w swoim wieku, bo przydałem mu datę urodzenia zgodną z własną. Tyle że to bohater wysoce negatywny. Widać łatwiej było mi się utożsamić z takim bohaterem niż z pozytywnym. Jeśli zaś chodzi o bohatera  głównego i pozytywnego przy okazji, to rzeczywiście jest nim kobieta. Dlaczego? Po pierwsze zgadzam się z panią Martą, kobieca perspektywa to wyższy level z tej prostej przyczyny, że w ogóle kobieta to wyższy level w moim odczuciu. Po drugie żyję wśród fantastycznych kobiet – żony i dwóch córek, przyglądam się im, uczę od nich mądrości i rozumienia świata, dla mnie w sposób oczywisty bohaterem pozytywnym zatem musiała być kobieta. Kobieta więcej widzi, ma lepszą intuicję, działa na emocjach, reaguje bardziej instynktownie, no i przede wszystkim mądrzej kocha. Z tych i wielu innych powodów była i jest najlepszą kandydatką na bohatera historii, którą chciałem opowiedzieć. Czy łatwo było mi się wcielić? Na pewno było mi miło, byłem nawet trochę zaszczycony. Natomiast to, czy owa próba wcielenia się powiodła, ocenią czytelnicy.

Morderca w pana książce dopuszcza się wyjątkowo okrutnych zbrodni. Pańscy bohaterowie mają swoje demony, z którymi nie potrafią sobie poradzić. Czy pisanie kryminałów to forma odkrywania w sobie mrocznej strony? A może próba jej poskromienia?

Ja oczywiście mam różne mroczne strony. Co więcej, z częścią z nich przyszło mi się nawet w czasach zamierzchłych skonfrontować i proszę mi wierzyć, nie mam z tego miłych wspomnień. Teraz jednak chyba już nie odkrywam mrocznych stron samego siebie, nie staram się ich poskramiać, raczej obserwuję świat i to, co piszę, jest do tych obserwacji jakimś rodzajem komentarza. Uczę się świata i ludzi, i jak się czegoś dowiaduję, to po prostu staram się to przekazać. A wracając do pytania, to zastanawiałem się wiele razy, czy mam jakieś choćby zadatki na to, żeby stać się psychopatą, czy jest we mnie jakiś zrąb tego rodzaju osobowości i za każdym razem z pewnym nawet żalem konstatowałem, że w sytuacji zastanej nie odnajduję w sobie czegoś takiego. Pozwolę sobie objaśnić dwa sformułowania użyte w poprzednim zdaniu. Do konstatacji takiej dochodziłem z żalem, bo psychopaci to nie tylko seryjni mordercy, ale też bardzo często ludzie odnoszący w życiu ogromne sukcesy, ale był to tylko „pewien żal”, ponieważ tak naprawdę chyba z dwojga wolę nie odnosić tych sukcesów. Natomiast piszę o „sytuacji zastanej”, ponieważ nie mam zielonego pojęcia, co stałoby się ze mną, gdybym został postawiony w sytuacji ekstremalnej, jak zareagowałby mój umysł i system nerwowy w wypadku wielkiego zagrożenia mojego albo co gorsza kogoś z moich bliskich. Być może w takich okolicznościach ukazałaby się moja bardzo mroczna strona.

Skarżysko-Kamienna – to tu mieszka i pracuje Agnieszka. Skąd pomysł, by właśnie w tym mieście osadzić akcję książki? Na co dzień Skarżysko to dość spokojne miejsce… – lokalne media informują o szczęśliwie odnalezionych zaginionych podczas grzybobrania, zatrzymanym kierującym pojazdem pod wpływem środków odurzających…

No właśnie. Spokojne miejsce, średniej wielkości miejscowość, generalnie nie za wiele się dzieje, ludzie wiedzą o sobie wszystko albo prawie wszystko. Skarżysko-Kamienna, przez którą w młodości przejeżdżałem dziesiątki razy pociągiem nocnym na trasie do Zakopanego, zawsze lekko mnie frapowała. Takie miasto, które zna się z nazwy, z wyglądu stacji kolejowej nocą i nie wie się o nim nic więcej. Teraz musiałem je poznać, byłem przejazdem, ale tym razem samochodowym i za dnia, poza tym nieoceniony okazał się internet. Narracja powieści dzieje się w trzech różnych środowiskach. Mroczny bohater osadzony jest w wielkomiejskim świecie Warszawy, jego ofiary, także ta potencjalna, pochodzą ze wsi, główna bohaterka jest z niedużego Skarżyska. To na obrzeżach tego miasta dochodzi do zbrodni, od której rozpoczyna się powieść. Słowem na kartach powieści spotykają się poniekąd trzy różne światy, różne płcie, różne charaktery i intencje, różny wiek i wreszcie różne pochodzenie. Główna bohaterka jest z małego miasteczka, bo w małych miasteczkach, zwłaszcza kilkanaście lat temu, oboczności seksualno-obyczajowe nie znajdowały zrozumienia wśród lokalnych społeczności, dzięki temu uczyniłem jej życie trudniejszym, a przez to jej charakter twardszym, jak sądzę.

Co pana interesuje w pisaniu kryminałów? Który etap w procesie pisania lubi pan najbardziej?

Wymyślanie. Dawniej ogromną przyjemność sprawiało mi też samo pisanie i – wstyd się przyznać – nawet czytanie tego, co napisałem. Z wiekiem i ilością uderzeń w klawiaturę (żeby powstała 500 stronnicowa powieść, palcami o klawisze trzeba uderzyć minimum milion razy) sam proces budowania zdań utracił nieco na atrakcyjności, ale wymyślanie, konstruowanie, zwodzenie siebie i czytelników (czasem też widzów) to wciąż ogromna przyjemność. Lubię też dowiadywać się nowych rzeczy o swoich bohaterach, a taka okoliczność ma miejsce wtedy, gdy wstawiam ich w nowe sytuacje i obserwuję, jak się zachowają, jak zareagują i jak ich to zmieni.

Zawodowo jest pan przede wszystkim scenarzystą, bliższy jest panu świat filmu. Jakie trudności napotyka scenarzysta w pracy nad tekstem literackim?

Ogromne. Na pewno największą jest opis, który w scenariuszu nie jest i nie powinien być szczególnie rozwinięty. Jako scenarzyści piszemy z grubsza, gdzie jesteśmy, jak to wygląda, co się dzieje, a potem leci dialog. Całą treść opisu wypełni obraz, gra aktorska, praca kamery, kadrowanie, muzyka i wszystkie te elementy, którymi dysponuje film, a którymi nie dysponuje literatura. Natomiast powieść to przede wszystkim próba uruchomienia wyobraźni, która to próba wymaga jednak użycia znacznie większej ilości słów. Scenariusz jest poza tym tak naprawdę tekstem specjalistycznym, czytelnym dla stosunkowo wąskiego grona fachowców, którzy z jego pomocą stworzą następnie film czy serial. Scenariusz to taka swoista instrukcja obsługi filmu. Jest jednak coś, co łączy obie te domeny. Tym czymś jest opowieść i dramaturgia. Najpierw trzeba wymyślić, co chce się opowiedzieć i jak to ułożyć w ramy dramaturgiczne, a potem można to zrobić z pomocą literatury albo filmu – czyli większej bądź mniejszej liczby słów.

Nad czym pan obecnie pracuje? Kiedy możemy spodziewać się kolejnej książki?

Obecnie pracuję nad drugą częścią „Szadzi” oraz nad drugą częścią serialu „Belle epoque”. Przy pierwszej części byłem autorem kilku odcinków oraz pełniłem rolę scenarzysty prowadzącego całość. Wkrótce na kanale AXN będzie miał też premierę serialu „Ultraviolet”, w którym pełniłem tę samą rolę. Jeśli chodzi o książkę, to do tej pory pracowałem w rytmie „co rok prorok” i tym razem będzie podobnie. „Szadź 2”, choć tytuł będzie inny, powinna dotrzeć do czytelników na jesieni przyszłego roku.