Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Przeklęty prom, Mats Strandberg: recenzja
Przeklęty prom, Mats Strandberg: recenzja
piątek, 13 października 2017

Na morzu nikt nie usłyszy twojego krzyku

Tak, parafrazując hasło reklamowe, jakim kiedyś ozdabiano plakaty filmu „Obcy: ósmy pasażer Nostromo”, można by podsumować niniejszą powieść. Oczywiście nawet nie zamierzam jej porównywać z „Alienem”, ale mimo wszystko – i wbrew niskim ocenom, jakich mnóstwo spotkałem w internecie – „Przeklęty prom” to niezła historia z dreszczykiem. Nie ma chyba sensu zdradzać już na wstępie, czy bardziej to THRILLER, czy HORROR, ale jeśli lubicie grozę zarówno w formie bardziej przyziemnej, jak i paranormalnej, nie będziecie zawiedzeni.

ImageTo miał być rejs jak wszystkie inne. Prom „Baltic Charisma” trasę ze Szwecji do Finlandii pokonywał już nieraz, właściwie robi to regularnie. Co mogłoby więc pójść nie tak? Katastrofa morska? A może coś jeszcze gorszego? Ani pasażerowie, ani załoga nie spodziewają się żadnych kłopotów, do czasu… W rejs po Bałtyku wypływa, jak to w takich przypadkach bywa, zbieranina najróżniejszych osobistości i typów. Wprawdzie prom nie cieszy się już takim powodzeniem, jak przed laty bilety wykupuje nico ponad połowa pasażerów z liczby, jaką mógłby zabrać statek, niemniej nadal jest to ponad tysiąc osób – w zamkniętej przestrzeni, wśród plątaniny klaustrofobicznych korytarzy kolejnych pokładów, na morzu, gdzie nikt nie może usłyszeć ich krzyku… Wystarczy iskra, by w tych warunkach wybuchła prawdziwa bomba. Starsza kobieta chcąca choć jeszcze przez chwilę poczuć się młoda, dwie rodziny z nastoletnimi dziećmi i tajemnicami, mężczyzna pragnący oświadczyć się ukochanej, podstarzały gwiazdor i cała masa innych postaci wsiada na prom, nie mając pojęcia, co już wkrótce stanie się ich udziałem. Kiedy giną pierwsi ludzie, zaczyna się koszmar, przed którym nie ma ucieczki, dopóki statek pozostaje na wodzie…

Pokład statku, podobnie jak samolotu, to idealne miejsce akcji dla thrillera czy horroru. Co o tym przesądza, nietrudno się domyślić. Zamknięta, klaustrofobiczna przestrzeń, gdzie na czas rejsu tworzy się specyficzna społeczność – obca dla siebie, ale zmuszona dzielić swój mikroświat – już sama w sobie jest intrygująca. Dodajcie do tego bezlitosną naturę i przerażającą możliwość, że jeśli dojdzie do jakiejś awarii albo ataku szaleńca (czy też sił nieczystych) niewielu ma szansę ujść z życiem, a otrzymacie tło, które jest gatunkowym samograjem. Coś takiego zawsze się sprzedaje, choć niestety bardzo często okazuje się wtórnym niewypałem, czerpiącym bezczelnie z dokonań poprzedników. Mats Strandberg na szczęście mnie nie zawiódł, chociaż na kolana niczym szczególnym także nie powalił.

„Przeklęty prom” to nieźle napisana powieść, która ma dobrą stronę obyczajową. Elementy gatunkowe wypadają słabiej, ale na szczęście nie słabo. Podejrzewam, że rozczarowani byli czytelnicy, którzy przede wszystkim oczekiwali typowego thrillera na falach, podczas gdy otrzymali historię coraz bardziej zmieniającą się w horror i odrywającą od ziemi. Zanim jednak do tego dochodzi, autor powoli ukazuje nam postacie, ich życie, sekrety i to, co się z nimi wiąże. Owszem, nie ma tu wielkiej głębi psychologicznej na miarę gigantów literatury, jednak bohaterowie „Przeklętego promu” przekonują, wcale nie są papierowi, co więcej: kilkoro z nich autentycznie intryguje.

Poza tym powieść napisana została w sposób łatwy i przyjemny w odbiorze. I chociaż akcja rozwija się powoli, nie wieje tu nudą, nie ma też zbyt wiele kiczu (jakiś jednak się pojawia), a całość ma swój urok. Szczególnie, że dzieje się w swojskiej dla nas scenerii, bo na Bałtyku. Dla miłośników horrorów będzie to przyjemna lektura – tym bardziej, jeśli zamierzają wybrać się na rejs statkiem i zabrać ze sobą jakąś książkę.

Michał Lipka


Przeklęty prom

Mats Strandberg
Przekład: Dominika Górecka
Wydawnictwo Marginesy
Warszawa 2017