Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Zbrodnia nad urwiskiem, Marta Matyszczak: recenzja
Zbrodnia nad urwiskiem, Marta Matyszczak: recenzja
poniedziałek, 16 października 2017

Gucio znów na tropie

Na irlandzkiej wyspie Inishmore, w pobliżu starożytnego fortu Dún Aengus, zostają znalezione zwłoki dziewczyny. Spadła z klifu. A może ktoś ją zepchnął? Pogoda nie sprzyja spacerom, bo szaleje sztorm, który odcina wyspę od świata. Podejrzany może więc być tylko ktoś z mieszkańców pobliskiego pensjonatu: staruszek-właściciel, jego żona, jej córka, irlandzki kierowca, polski „człowiek od napraw”, chłopak zmarłej, tajemniczy Francuz. A na miejscu znajdują się też policjant (z którego jednak nie ma żadnego pożytku śledczego) i… Róża Kwiatkowska.

ImageNo i, rzecz jasna, Szymon Solański z nieodłącznym Guciem. „Zbrodnia nad urwiskiem” to bowiem druga część cyklu z tymi bohaterami. Co robi Solański w Irlandii? Wynajął go pewien starszy pan, niejaki Czesław Koszycki, którego wnuczka Kasia, od jakiegoś czasu przebywająca zagranicą, przestała się odzywać, choć zawsze regularnie dzwoniła. Solański wcale nie ma ochoty na podróże, ale wysokie honorarium go przekonuje. Jedzie więc do Inishmore. Jak łatwo się domyślić, zaginiona wnuczka jest właśnie tą dziewczyną, która spadła z klifu.

W „Zbrodni nad urwiskiem” Marta Matyszczak znów tworzy wariację klasycznej zagadki zamkniętego pokoju. W jej debiutanckiej powieści do morderstwa doszło w chorzowskiej kamienicy, a morderca ukrywał się wśród mieszkańców. Tutaj schemat jest podobny: zabójcą jest jeden z mieszkańców pensjonatu Kelly Bed&Breakfast. Czy Szymonowi uda się odkryć, do czego tak naprawdę doszło na klifie? Oczywiście będzie to możliwe wyłącznie dzięki pomocy Róży i Gucia.

Znajdziemy tu te same elementy, które pojawiły się w debiutanckiej powieści autorki: lekkość narracji, mnogość obyczajowych obserwacji (i nacisk na wątki obyczajowe właśnie – ach, ta niepewność uczuć Szymona i Róży!), fragmenty prowadzone z psiej perspektywy. I, jeśli mogę to tak określić, ciepło. „Zbrodnia nad urwiskiem” nie jest bowiem krwawym kryminałem, a raczej przykładem polskiego (polsko-irlandzkiego?) COZY. Nie znajdziemy tu opisów przemocy i brutalności – no dobrze, może poza chwilami, kiedy Gucio żali się na tych okropnych, nieczułych ludzi – historia jest potraktowana z humorem, a akcja rozgrywa się w niewielkiej społeczności. Dodajcie do tego dokładne opisy tego irlandzkiego zakątka (wcale nie raju na ziemi, jak chcieliby mieszkańcy wyspy; według Solańskiego Inishmore bliżej do piekła, o ile oczywiście w piekle może nieustannie padać deszcz) i jego mieszkańców, a efektem będzie powieść, którą najlepiej oddaje słowo „przyjemna”. Pewnie, że do kilku elementów można by się przyczepić. Choćby do zbyt dużej roli przypadku (no bo że Solański ląduje akurat tam, gdzie wcześniej uciekła Róża… niejasne też dla mnie jest, w jakim celu detektyw dostał od Koszyckiego stare listy) czy momentami nadto przaśnego humoru. Ogólnie jednak powieść to świetny przykład lekkiej, ale nie nazbyt lekkiej, prostej, ale nie prostackiej lektury kryminalnej. Polecam!

Ewa Dąbrowska


Zbrodnia nad urwiskiem

Marta Matyszczak
Wydawnictwo Dolnośląskie
Wydanie I
Wrocław 2017
 

RECENZJA POPRZEDNIEJ POWIEŚCI AUTORKI:

Image