Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Okiem bibliotekarza: Trzy dni i jedno życie, Pierre Lemaitre
Okiem bibliotekarza: Trzy dni i jedno życie, Pierre Lemaitre
wtorek, 24 października 2017

Przekroczona granica

Pierre Lemaitre zajmuje poczesne miejsce na mapie literackiej Francji. Twórca postaci detektywa Camilla Verhoevena, maleńkiego wzrostem, za to wielkiego duchem i umysłem, w 2013 roku otrzymał aż dwie znaczące nagrody: CWA International Dagger przyznawaną autorom powieści kryminalnych oraz prestiżowa Nagrodę Goncourtów. I pomyśleć, że kiedyś dwadzieścia dwa wydawnictwa odrzuciły maszynopis pisarza! Teraz tłumaczony jest na trzydzieści języków, a każda z jego książek ma znakomite recenzje.

ImageNajnowsza, „Trzy dni i jedno życie”, jest – jak mówi sam autor – „powieścią NOIR, w której nie śledztwo stanowi sedno sprawy, ale aspekt psychologiczny”. Niemal od pierwszych kart powieści wiemy, kto popełnił zbrodnię, wiemy też, w jakich okolicznościach. Młodociany morderca musi się zmierzyć ze swoim czynem. Targają nim sprzeczne uczucia: od rozpaczy nad samym sobą, przez współczucie poszkodowanym rodzicom (ofiarą jest mały chłopiec), po przerażenie na myśl o konsekwencjach. Wszystko stało się nagle: zabójca działał pod wpływem silnych emocji, choć nie miały one nic wspólnego z ofiarą – to tylko nieszczęśliwy zbieg okoliczności, Remie był akurat pod ręką. Rzecz dzieje się w Beauval, małym miasteczku, gdzie wszyscy się znają, a każde wydarzenie jest szeroko komentowane. Zaginięcie Remiego Desmendta – z początku nikt nie wie, że mały został zamordowany – jednoczy społeczność miasteczka, wszyscy biorą udział poszukiwaniach. Dramaturgię wydarzeń potęgują szalejące żywioły: najpierw potężny huragan wyrywający drzewa z korzeniami, przewracający słupy, niszczący trakcje elektryczne, potem ogromna ulewa. Żywioły, których konsekwencje wzmagają w sprawcy strach przed odkryciem zbrodniczego czynu.

Dwanaście lat później zabójca kończy studia medyczne. Swoje rodzinne miasteczko, w którym wciąż mieszka jego matka, odwiedza najrzadziej jak się da i zawsze na bardzo krótko. Demony przeszłości nie dają mu spokoju. Jak powiada autor: „strach nigdy go nie opuszczał”. Bohaterowie Lemaitre’a, ze swoimi rozterkami i dramatami osobistymi, przypominają mi nieszczęśliwe postaci zaludniające powieści Wiktora Hugo. Ale duszna atmosfera wszechogarniającego zła, które miesza się jak w diabelskim tyglu z rozpaczą poszkodowanych i winnego zbrodni, jest jakby żywcem wyjęta z Dostojewskiego. To właśnie wielki, rosyjski pisarz powiedział kiedyś: „Prawdziwą karą, jedynie rzeczywistą, jedynie zastraszającą i skuteczną jest ta, która istnieje w świadomości własnego sumienia”. Nic dodać, nic ująć. Nawet jeśli zbrodnia nie od razu zostanie wykryta, zbrodniarz żyje w strachu, że kiedyś to nastąpi. A nawet jeśli nie nastąpi nigdy, los go ukarze, w taki czy inny sposób. Nie mogę zdradzić epilogu, nie po to wszak sięgamy po powieść, by z góry znać rozwiązanie. Chcę tylko nadmienić, że Pierre Lemaitre, godny następca wielkich prozaików, do ostatnich stron nie daje czytelnikom odetchnąć z ulgą, a finał nie każdego przekona, czyje racje są słuszne i czy zbrodniarz poniósł należyte konsekwencje swojego czynu. Jak powiada Dostojewski: „Są granice, których przekroczenie jest niebezpieczne; przekroczywszy je bowiem, wrócić już niepodobna”.

Grażyna B. Groyecka


Trzy dni i jedno życie

Pierre Lemaitre
Przekład: Joanna Polachowska
Wydawnictwo Muza
Warszawa 2017

 

RECENZJE INNYCH POWIEŚCI AUTORA:

Image Image

WYWIAD Z AUTOREM

SYLWETKA AUTORA