Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Szadź, Igor Brejdygant: recenzja
Szadź, Igor Brejdygant: recenzja
poniedziałek, 06 listopada 2017

Walka dobra ze złem

„Szadź” to druga powieść Igora Brejdyganta. Po debiutanckim „Paradoksie”, będącym książkową wersją serialu, do którego scenariusz współtworzył Brejdygant, przyszedł czas na klasyczną powieść kryminalną. Ale i przy jej lekturze nie opuszczały mnie filmowe skojarzenia…

„Szadź” ma dwójkę głównych bohaterów. Pierwszy z nich to komisarz Agnieszka Polkowska, która prowadzi śledztwo w sprawie morderstwa młodej dziewczyny. Jej ciało znaleziono w lesie. Rozczłonkowane. Polkowska wie, że to nie będzie prosta sprawa, jak chcieliby to widzieć jej szefowie. I ma rację. Czy uda jej się ocalić kolejną dziewczynę?

A drugi bohater? To… seryjny morderca. Od początku bowiem wiemy, kto tu zabija. Znamy jego nazwisko, wiemy, gdzie mieszka i czym się zajmuje. Wiemy także, co go nakręca. To prawdziwy psychopata. Taki, który odczuwa emocje tylko wtedy, gdy poluje na swoje ofiary…

ImageZ jednej strony jest „Szadź” bardzo grzeczną i poprawną realizacją schematu gatunkowego. Mamy więc twardą policjantkę (ale z problemami), mamy bezwzględnego seryjnego mordercę, który reprezentuje zło w czystej postaci, mamy grę między obojgiem. Fabuła rozwija się dokładnie w oczekiwanym kierunku, nawet zakończenie można przewidzieć (choć, rzecz jasna, nie w szczegółach). Z drugiej jednak strony: to nie oznacza wcale nudy. Nie tylko dlatego, że w powieści po prostu dużo się dzieje. Igor Brejdygant wykorzystuje bowiem dwa elementy, które sprawiają, że od „Szadzi”, mimo swoistej przewidywalności, trudno się oderwać. Pierwszy to krótkie – czasem nawet bardzo krótkie, bo zaledwie kilkuzdaniowe – rozdziały, które przydają akcji dynamiki, a nieustanne przeskoki w perspektywie kojarzą się z filmową narracją (co zresztą nie dziwi, jeśli w pamięci ma się zawód Igora Brejdyganta). Drugi element – to coś, co znamy z klasycznych skandynawskich kryminałów i za co tak je lubimy: psychologiczna głębia postaci. Autor stara się, by każda postać, nawet ta drugo- czy trzecioplanowa, była wiarygodna, by jej postępowanie było dla czytelnika uzasadnione. I choć nie zawsze się to udaje (a może po prostu niektóre postaci, na przykład policjanci czy żona seryjnego mordercy, są zbyt sztampowe), większość bohaterów faktycznie do siebie przekonuje. Najciekawiej wypada sama Polkowska, która zawsze wie, czego chce. Najpierw właściwie wymusza na swoim szefie, by przydzielił ją do tej sprawy, później angażuje się w nią w stu procentach, choć ma własne tajemnice i problemy. Trudno jej przy tym znaleźć współpracowników. Nie dlatego, że pozostali policjanci jej nie lubią, bo tak nie jest. Po prostu Polkowska zbyt wiele wymaga – nie tylko od siebie, lecz także od innych.

Jest więc nowa powieść Igora Brejdyganta tym, czym z założenia powinna być powieść kryminalna: opowieścią o walce dobra ze złem, wzbogaconą o smutne refleksje – o naturze człowieka i współczesnym świecie. Polska rzeczywistość widziana oczami autora jawi się jako miejsce, w którym rządzą układy i układziki. Seksizm, homofobia, niekompetencja policjantów (właściwie im wyżej, tym gorzej), korupcja… To gorzkie, ale prawdziwe osądy (choć chcę wierzyć, że prawdziwe tylko po części). Tak mocne osadzenie w realiach jeszcze mocniej wciąga czytelnika w powieściowy świat i sprawia, że trudno mu się oderwać od tej historii.

Jeśli więc chcecie przekonać się, kto zwycięży w tym pojedynku dobra ze złem, sięgnijcie po „Szadź”. I niech nie zniechęca Was fakt, że od początku wiadomo, kto zabija. Bardziej bowiem niż nazwisko sprawcy liczą się jego motywacje…

Ewa Dąbrowska

Szadź
Igor Brejdygant
Wydawnictwo Marginesy
Warszawa 2017

 

WYWIAD Z AUTOREM

RECENZJA PIERWSZEJ POWIEŚCI IGORA BREJDYGANTA:

 Image