Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Grzech, Max Czornyj: recenzja
Grzech, Max Czornyj: recenzja
czwartek, 09 listopada 2017

Po piąte: nie zabijaj

Żyjemy w czasach, kiedy media stanowią część władzy, kiedy reklama i promocja są nierozłącznym elementem każdego towaru. Także książek. Gdy na runku wydawniczym pojawia się nowość, od razu pojawia się też szereg pozytywnych opinii. Czasem jednak są to zachwyty na wyrost. Debiutowi młodego adwokata, Maxa Czornyja, zatytułowanemu „Grzech”, także towarzyszyła szeroko rozpowszechniona reklama. Postanowiłam sprawdzić, czy tym razem jest trafna i czy warto z tą lekturą „zgrzeszyć”.

W Lublinie dochodzi do serii zaginięć. Znikają młode kobiety, a ich rodziny otrzymują tajemnicze listy, podpisane czterema iksami. Właśnie taki przydomek zyskuje poszukiwany przez policję porywacz. Niestety kiedy zostają odnalezione zwłoki jednej z porwanych kobiet, z porywacza staje się mordercą. Sprawą zajmuje się Eryk Deryło, komisarz lubelskiej policji. Wraz ze swoim zespołem zostaje wciągnięty w wir działań sadystycznego psychopaty, który z rozmysłem bezcześci zwłoki swoich ofiar, a natchnienie do chorych zbrodni czerpie z… religii katolickiej.

ImageDrodzy miłośnicy gatunku – tym razem wszelkie zachwyty nad debiutem Maxa Czornyja są jak najbardziej zasłużone! Jeśli tak wyglądają początki kariery pisarskiej autora, to co szykuje on dla czytelników w kolejnych książkach?

Seryjny porywacz-morderca, zbrodnie na tle religijnym, pościgi policji – ktoś może powiedzieć, że to wszystko już było, to żadne novum, nie zmienia niczego w temacie THRILLERa. Może i tak, ale autorowi udało się ugryźć temat w niezwykle interesujący sposób, ubrać go w eskalujący niepokój, dodać umiejętne zawieszanie akcji w sytuacjach pełnych napięcia. Krótkie rozdziały, urywają się w ważnych momentach, przez co nie pozwalają odłożyć książki przed poznaniem zakończenia. Zgrabny język pozwala wręcz płynąć z akcją, a ta co kilka stron serwuje nam nagłe zwroty. Do tego dodajmy oryginalnego głównego bohatera – pięćdziesięcioletniego policjanta, ustatkowanego, z żoną i córką, a nie oschłego przystojniaka po przejściach, drania i łamacza niewieścich serc, jak nader często bywa w thrillerach. Interesująca wydała mi się także postać profilera, Miłosza Tracza, który niewinnie pojawia się gdzieś w środku powieści. Początkowo nie budzi większej sympatii, jednak w miarę rozwoju opowieści nabiera kolorytu i myślę, że jeśli będzie pojawiał się w kolejnych częściach – Max Czornyj szykuje bowiem dla czytelników serię – to może zarysować się w nich intensywniej i ciekawiej. Niewątpliwym plusem narracji jest także poczucie humoru autora, które przebija przez strony książki, a także jego dygresje na temat współczesnej sytuacji politycznej czy też instytucji Kościoła i jej przedstawicieli.

„Grzech” skojarzył mi się z thrillerami Chrisa Cartera – podobna tematyka i skala makabryczności opisów, podobna konstrukcja powieści. Z tą różnicą, że tu jednak wyczuwa się klimat polskich realiów, a i sam główny bohater to całkiem inny typ osobowości. Czornyj więc nie kopiuje, nie jest wtórny, budzi jedynie luźne skojarzenia.

Jaki typ czytelnika odnajdzie się w lekturze „Grzechu”? Każdy sympatyk mocnych wrażeń, któremu nie wadzą makabryczne, brutalne opisy czy sadystyczny oprawca. Kto jeszcze? Ten, kto lubi nieco pogłówkować – w powieści Czornyja zapewnią mu to liczne zwroty akcji i zawiła zagadka kryminalna. Do tego zgrabny styl, pełnokrwiści bohaterowie i pomysłowe zakończenie. Brzmi jak przepis na bardzo dobry thriller? Tak właśnie jest. Bierzcie i czytajcie go wszyscy!

Anna Mazur

Grzech
Max Czornyj
Wydawnictwo Filia
Mroczna Strona
Poznań 2017