Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Annabelle, Lina Bengtsdotter: recenzja
Annabelle, Lina Bengtsdotter: recenzja
czwartek, 23 listopada 2017

„Marzenia mieszkają w miastach”

„Annabelle” to debiutancka powieść Liny Bengtsdotter. I choć z okładki krzyczy napis: „nowa  szwedzka królowa kryminału”, warto już na początku zaznaczyć: ta książka nie jest kryminałem, zdecydowanie bliżej jej do THRILLERa psychologicznego.

Pewnej letniej nocy siedemnastoletnia Annabelle Roos znika bez śladu z domu w małym szwedzkim miasteczku. Ale to „taka dziewczyna, której się nie szuka, dopóki nie minie jakiś czas”. Annabelle bowiem zdarzało się już uciec z domu, często imprezuje i upija się do nieprzytomności. Ale z drugiej strony to przecież inteligentna, oczytana, udzielająca się w kółku biblijnym dziewczyna. Czas mija, Annabelle nie wraca do domu. Miejscowi policjanci dostają więc wsparcie ze stolicy. Do Gullspång przyjeżdżają „państwo konstable ze Sztokholmu”, między innymi inspektor Charlie Lager. Tak się składa, że Charlie tu właśnie się wychowała. Trudno jej więc utrzymać niezbędny dystans. Ale też w tym tkwi jej siła – mało kto zna tak dobrze jak ona tajemnice małego miasteczka…

ImageSzybko okazuje się, że choć od ostatniego pobytu Charlie w Gullspång minęło sporo lat, zmieniło się bardzo niewiele. „Niewielka robotnicza gmina, niecałe sześć tysięcy mieszkańców, najmłodsze matki w kraju, stomatologia na niskim poziomie, duże bezrobocie”… Czas właściwie stanął tu w miejscu; rozrywką młodzieży od lat pozostaje imprezowanie w nieczynnym sklepie. Atmosfera beznadziei i braku perspektyw jest wręcz namacalna. A warto wspomnieć, że Lina Bengtsdotter pochodzi z Gullspång. Ciekawi mnie, czy władze miasteczka obraziły się na nią za ten niezbyt wesoły obrazek szwedzkiej prowincji (tak, jak obraziły się na Zygmunta Miłoszewskiego władze Sandomierza za „Ziarno prawdy”).

Autorka nie skupia się jednak na opisach miejsc, a na dwóch bohaterkach. Annabelle i Charlie. Kobieta bez historii i dziewczyna bez przyszłości. Z jednej strony bardzo do siebie podobne, z drugiej – całkiem inne. Annabelle długo pozostaje pełną sprzeczności niewiadomą, o Charlie dość szybko dowiadujemy się wiele. Choćby tego, że ma problemy z alkoholem i słabość do określonego typu mężczyzn: „zakłamanych, nieznających własnych ograniczeń i pozbawionych intuicji”. Tempo Charlie „nie współgra z otoczeniem”; chce robić wszystko już, teraz, natychmiast, nie zostawia sobie czasu na myślenie, co nie zawsze kończy się dobrze. Jak krótko opisuje ją kolega z pracy: Charlie „lubi imprezować, nienawidzi pogaduszek, ma niesamowity dar dostrzegania szczegółów w całości i całości w szczegółach”. To bardzo wnikliwy portret, w którym wiele współczesnych trzydziestolatek odnajdzie część siebie.

Ale nie tylko bohaterki są tu świetnie „opowiedziane” i mają psychologiczną głębię. To samo można powiedzieć o historii, którą krok po kroku odkrywamy. Może nieszczególnie oryginalnej – motyw młodej dziewczyny z małego miasteczka, która nie do końca pasuje do otoczenia, co w prostej linii prowadzi do tragedii, bywa ogrywany często (ostatnio choćby w „Miasteczku kłamców” czy „Ostatniej roli Hattie”). Ale te przeplatające się opowieści o dziewczętach ze szwedzkiej prowincji – tak podobnych, choć przecież dzieli je wiele lat – wciągają czytelnika coraz mocniej i coraz głębiej zatapiają go w atmosferze smutku. A przejmujące zakończenie tylko utwierdza w przekonaniu, że od korzeni trudno się oderwać.

Ewa Dąbrowska

Annabelle
Lina Bengtsdotter
Przekład: Marta Rey-Radlińska
Burda Publishing Polska
Warszawa 2017