Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Głębia, Henning Mankell: zapowiedź
Głębia, Henning Mankell: zapowiedź
poniedziałek, 27 listopada 2017

Wielki błękit

Z modą na skandynawskie kryminały jest jak z każdą inną modą – jest przereklamowana. Oczywiście jest wiele przykładów pokazujących, jak znakomite powieści mają do zaoferowania pisarze z tych krajów, ale to samo można przecież powiedzieć o twórcach innych narodowości. Skąd się zatem wzięła popularność kryminałów z Północy? Stanowiły swego czasu powiew świeżości, lekturę o innym klimacie niż zachodnie czy rodzime dzieła, po prostu się przyjęły i nikt już za bardzo nie zwraca uwagi na ich wtórność. Henning Mankell to jednak autor wyjątkowy na tym polu. Nie dlatego, że – można chyba tak rzec – to od niego zaczęła się cała ta moda, ale z powodu, dla którego ona się zaczęła. Co mam na myśli? To, że dokonania zmarłego przed dwoma laty autora wciąż wybijają się na tle innych skandynawskich kryminałów i za każdym razem dostarczają porcji dobrej, mocnej rozrywki dla miłośników zagadek i zbrodni. Potwierdza to również „Głębia”, która, choć nie aż tak udana, jak cykl o Kurcie Wallanderze, wciąga i intryguje.

ImageJesień roku 1937. Kristina Tacker od wielu lat przebywa w zakładzie dla obłąkanych. Nie liczy już czasu, nie ma z nią kontaktu… Pewnego dnia zauważa, że może wydostać się na wolność. Dziura w ogrodzeniu kusi, więc kobieta ucieka do lasu. Nagle zaczyna przypominać sobie, że miała kiedyś męża – Larsa. I chociaż szybko zostaje znaleziona, w jej głowie pozostaje coś więcej niż tylko wspomnienia „ucieczki”.

Akcja cofa się o niemal ćwierć wieku. Mąż Kristiny, Lars Tobiasson-Svartsman, jest oficerem marynarki. Trwa właśnie pierwsza wojna światowa, mężczyzna służy na pancerniku „Svea”, który dociera do Archipelagu Sztokholmskiego. Ma do wykonania tajne zadanie – zajmuje się badaniem głębokości wód Bałtyku i wytyczaniem tras żeglugi dla okrętów wojennych. Monotonna praca przypomina jego własne życie; robi w końcu to, co fascynowało go od dzieciństwa, a co stanowi w pewnym sensie jego obsesję. Wszystko burzy jednak nie wojenna zawierucha, a spotkanie z pewną młodą kobietą, kiedy Lars zatrzymuje się na bezludnej, zdawałoby się, wyspie. Chociaż ma żonę, a Sara – tak ma na imię poznana wyspiarka – jest jego zupełnym przeciwieństwem, dominuje jego myśli, a w końcu także i życie. Co ma swój początek, ma także koniec, ale kiedy Lars wraca do domu i do Kristiny, wciąż nie jest w stanie wyrzucić Sary ze swojej głowy…

„Głębia” nie jest typową pozycją z dorobku Mankella. Rozwijana powoli, bardziej przypomina powieść obyczajową z wojną w tle niż typowy THRILLER. Napięcie jednak w końcu zaczyna się pojawiać, narastać… A dla finału warto przeczytać tę powieść, nawet jeśli w trakcie lektury chwilami (na szczęście rzadko) wieje nudą. Przede wszystkim jednak „Głębia” to powieść, którą można uznać za wzorcowy przykład skandynawskiej literatury swojego nurtu. Bo czym, jeśli nie chorymi bohaterami, ich dziwacznymi relacjami i fizycznym oraz psychologicznym brudem wyróżniają się dreszczowce od naszych północnych sąsiadów? A to właśnie tutaj mamy. Tą dziwność, poruszanie się w szarej strefie moralnej i realizm połączony z przesadą. I powiem szczerze, że ja to kupuję – szczególnie w wykonaniu Mankella.

A jak powieść przedstawia się od strony stylistycznej? Przyjemnie, nie wybitnie, ale też i nie miałko. Twórczość Mankella to literatura rozrywkowa, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Wcale nie banalna, nawet jeśli porusza banalną tematykę, potrafiąca przemówić do wyobraźni i poruszyć. „Głębia” to dobra książka, może nie najlepsza na początek przygody z ojcem Wallandera, ale na pewno warta poznania.

Michał Lipka


Głębia
Henning Mankell
Przekład: Ewa Wojciechowska
Wydawnictwo W.A.B.
Warszawa 2017

Sylwetka Henninga Mankella