Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Początek, Dan Brown: recenzja
Początek, Dan Brown: recenzja
poniedziałek, 04 grudnia 2017

Dan Brown - koniec?

Kiedy na rynku pojawia się nowa powieść Dana Browna – a nie zdarza się to często, bo odkąd autor zyskał sławę, zwolnił z procesem twórczym – zaczyna się burza. Przy „Początku” wprawdzie niemal niezauważalna, jednak nadal obecna. Miłośnicy prozy autora jak zwykle nie mogli się doczekać premiery i spekulowali na temat treści najnowszej książki, przeciwnicy narzekali, że Brown nie potrafi pisać i sprzedaje się jedynie dzięki taniemu skandalizmowi. Z tym że pochodzący z New Hampshire pisarz nie jest jakoś szczególnie kontrowersyjny (próbuje, ale najczęściej wychodzi mu to bardzo naiwnie), trudno też nazwać go grafomanem – owszem, pisze według mnie średnio, jednak na tym polu nie jest wcale gorszy od większości autorów mainstreamowych powieści. Plusem jego dzieł od zawsze były wielkie sekrety, mogące na zawsze odmienić losy świata, dynamiczna akcja, wspomniane kontrowersje, bez których prawie na pewno nie znalazłby swojego grona odbiorców, i… I to by było na tyle. Jak długo można budować karierę na tak niestabilnych fundamentach? Przez półtorej dekady, odkąd zdobył sławę, Brownowi udawało się to znakomicie. Niestety „Początek” pokazuje, że nadeszła pora, aby diametralnie odmienić twórczość (tyle że z takimi literackimi ograniczeniami nie ma chyba na to szans) albo przejść na emeryturę.

ImageRobert Langdon, wykładowca i specjalista od symboli, już kilka razy brał udział w wydarzeniach, które wstrząsnęły światem – a nawet odmieniały jego oblicze. Teraz nadszedł kolejny moment w jego życiu, w którym będzie musiał zmierzyć się z niewyobrażalnie wielką zagadką, mogącą wywrzeć olbrzymi wpływ na ludzkość. Choć wszystko zaczyna się niemal niewinnie, już wkrótce bohatera czeka walka z czasem i szaleńcza pogoń za prawdą. Na razie jednak przybywa na zaproszenie swojego dawnego ucznia, a obecnie miliardera, cenionego naukowca, futurysty i zagorzałego ateisty walczącego z wiarą, Edmonda Kirscha, na zorganizowane przezeń spotkanie. Kirsch po latach badań znalazł odpowiedź na dwa zasadnicze pytania, jakie może postawić człowiek: „Skąd pochodzimy?” i „Dokąd zmierzamy?”. Ta odpowiedź doprowadzi do upadku wszystkich religii tego świata. Wielkie słowa? Zbytnia pewność siebie? Prezentacja, jakiej futurysta dokonał przed trzema przedstawicielami chrześcijaństwa, judaizmu i islamu, wyraźnie pokazała, że ma rację – do tego stopnia, że Kirsch zaczyna obawiać się o swoje życie. Na zorganizowane przez niego w Muzeum Guggenheima w Bilbao spotkanie przybywają zaproszeni goście, w tym oczywiście Robert Langdon, ale nikt nie zwraca uwagi na pewnego człowieka. Przynajmniej dopóki Kirsch nie wychodzi na scenę i nie zostaje przez niego zastrzelony, zanim może ogłosić swoje rewelacje. Czyżby odpowiedzi na odwieczne pytania przepadły wraz z futurystą? Wcale nie, ale będzie potrzeba sprytu i wiedzy Langdona, by je odnaleźć. Z pomocą Ambry Vidal, pięknej asystentki Kirscha, podejmuje się tego niezwykłego zadania. Wyruszają więc w podróż w poszukiwaniu zagadek, kluczy, sekretów historii i znanych zabytków, odsłaniających powoli swoje nieznane dotąd oblicze…

Jaki jest schemat powieści Dana Browna? Bardzo prosty: wielka zagadka, na rozwiązanie której bohater ma dobę, piękna kobieta u boku Langdona (jak w przypadku Jamesa Bonda zawsze inna), zabytki i historia kryjące sekrety. I to tyle. Najczęściej pomieszane jest to z religijną tematyką i najnowszymi odkryciami naukowymi. To wszystko mamy i tym razem (ba, poruszane są nawet kwestie sztucznej inteligencji), jednak „Początek” różni się od poprzednich powieści autora. Czym?

Jeśli czytaliście „Anioły i demony”, przereklamowany „Kod Leonarda Da Vinci”, naprawdę udany „Zaginiony symbol” albo „Inferno”, wiecie, że – mimo błędów i niekiedy wołającego o pomstę do nieba stylu pisania – książki te czytało się szybko, bo akcja pędziła na złamanie karku. Wydarzenia następowały jedne po drugich, a zagadki rozpalały wyobraźnię. Owszem, to wszystko miało jeden cel – zamaskować olbrzymie braki warsztatowe autora, ale robiło to naprawdę skutecznie. Wmawianie czytelnikom, że opisy zabytków i faktów historycznych są w stu procentach zgodne z prawdą, też się sprawdzało (owszem, każdy kto zachciał zweryfikować to i owo, przekonywał się, jak umowne są zapewnienia autora, ale i tak im ulegał). Tymczasem w „Początku” zabrakło tych elementów, choć przecież zarazem są obecne. Sama zagadka ciekawi, to prawda, ale tylko do pewnego momentu. Akcja na dodatek rozwija się powoli: przez pierwszych 130 stron (co stanowi dobrą jedną piątą całości) Langdon głównie chodzi po muzeum i ogląda sztukę nowoczesną. Czasem mamy wstawkę z głównym złym bohaterem (sceny w barze na początku to już niestety schemat tak zgrany, że aż mocno sztampowy), czasem dostajemy krótką relację z tego, jak reagują przedstawiciel religii, którzy dowiedzieli się o odkryciu Kirscha. Więcej jednak czeka na nas wtrąceń żywcem wyjętych z podręczników czy może przewodników po zabytkach, omawiających ich historię i znajdujące się w nich dzieła sztuki. Co ma swoje zalety, bo pokazuje ogrom pracy, jaką wykonał autor, by zgłębić wszystkie te fakty – ale w powieści bez dobrego umotywowania wypada blado.

O stylu wypowiadać się nie ma właściwie po co. Jest nierówny, prosty, a postacie zostały skonstruowane dość szablonowo – indywidualizmu w nich nie dostrzeżecie, a autor rozpisuje się nad ich cechami i charakterem, by to zamaskować. Nie ma się co jednak nad tym rozwodzić, bo przecież z tej samej przyczyny musiałbym skreślić niezliczoną rzeszę współczesnych (i nie tylko) autorów. Trochę jednak szkoda, że Brown mimo rozwoju kariery sam nie rozwinął się ani trochę.

Na szczęście wbrew mojemu narzekaniu „Początek” ma też sporo udanych momentów. Lepiej czyta się go, kiedy akcja w końcu przyspiesza. Żałuję, że w ideologicznych wywodach autor bywa aż tak bardzo naiwny i często ślepy, wciąż potrafi jednak zaintrygować i dostarczyć rozrywki, lepszej niż w swoich wczesnych powieściach, takich jak „Cyfrowa twierdza” czy „Zwodniczy punkt”, o których najchętniej bym zapomniał.

Michał Lipka

Początek
Dan Brown
Przekład: Paweł Cichawa
Wydawnictwo Sonia Draga
Warszawa 2017