Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Lot 7A, Sebastian Fitzek: recenzja
Lot 7A, Sebastian Fitzek: recenzja
poniedziałek, 11 grudnia 2017

Czy boisz się latania?

Po dobrej, ale nie nadzwyczajnej „Przesyłce” Sebastian Fitzek „Lotem 7A” udowadnia, że jego pozycja wśród najlepszych autorów THRILLERów psychologicznych jeszcze długo nie będzie zagrożona. I nawet nagromadzenie nieprawdopodobnych wydarzeń i zbiegów okoliczności nie jest w stanie zniechęcić do lektury, którą po prostu pochłania się z wypiekami na twarzy.

ImageGłównym bohaterem powieści jest Mats Krüger, psychiatra, który panicznie boi się latania. Dawno temu wyniósł się z Niemiec do Buenos Aires (statkiem) i nie planował powrotu. Teraz jednak ciężarna córka poprosiła go o wsparcie. Mats wsiada więc na pokład luksusowego samolotu przewożącego ponad 600 osób. Tak zaczyna się koszmar. Nie tylko dlatego, że lęk bohatera to nie taki sobie zwyczajny strach przed lataniem, jaki pewnie odczuwa całkiem spora część ludzi, wsiadając na pokład samolotu. Krüger tak bardzo boi się latania, że „przez całe tygodnie przygotowywał się do tego lotu,  zapoznał się ze wszystkimi informacjami o katastrofach, przestudiował nawet plany konstrukcyjne niezliczonych samolotów”. I zarezerwował wszystkie miejsca, na których pasażerowie podczas katastrofy mają większe szanse przeżycia. Tyle że „nigdy nie myślał o najniebezpieczniejszej dla wszystkich broni, o jedynej bombie, którą naprawdę każdy mógł wnieść na pokład i której nie wykryje  żaden dyrektor na tym świecie, o tym idealnym środku masowej zagłady: o ludzkiej duszy”. W tym przypadku: duszy swojej byłej pacjentki, która też znajduje się na pokładzie.

Tymczasem w Berlinie córka Matsa, Nele, zaczyna rodzić. Wsiada więc do taksówki, która ma ją zawieźć do kliniki. Tyle że taksówkarz wybiera całkiem inny kierunek…

Zawsze, kiedy czytam powieści Fitzka, zastanawiam się: skąd on bierze te niesamowite pomysły? Fakt, że nie zawsze są wiarygodne (a już ich nagromadzenie nigdy nie jest), ale nie sposób odmówić im oryginalności. Ta wyjątkowość pomysłów sprawia, że powieści Fitzka można rozpoznać już od pierwszych stron. Charakterystyczny jest także styl pisarza: postaci są naszkicowane bardzo mocną kreską, wyraźnie odczuwamy ich emocje, a krótkie rozdziały kończą się zawsze w taki sposób, że trudno przerwać lekturę i odłożyć książkę „na później”.

Największą siłą tej powieści jest jednak umiejętność wywołania w czytelniku napięcia już od pierwszych stron. Co ważne, tempo nie opada aż do finału, nie zmniejsza się też liczba zaskakujących scen i rozwiązań fabularnych. Ponadto wyjaśnienie zagadki jest sensowne i całość składa się w logiczną – choć momentami napiętą do granic prawdopodobieństwa – historię. A mnóstwo informacji o lataniu i katastrofach lotniczych (jak choćby ta, że więcej ludzi umiera rocznie z powodu zadławienia się elementem długopisu niż w ciągu dziesięciu lat w powietrznych katastrofach) jest dodatkowym atutem powieści.

„Lot 7A” daje też pretekst do refleksji etycznych. W pewnym momencie główny bohater staje bowiem przed dylematem, co jest ważniejsze: życie setek obcych osób czy życie jego córki. Obiektywnie wybór jest prosty. Jeśli jednak postawimy się w sytuacji Matsa, zaczniemy się zastanawiać: wybralibyśmy życie najbliższego sobie człowieka czy obcych ludzi? Ale to nie jedyna trudna kwestia poruszana przez Fitzka. Dość wspomnieć, że z pewnością niejeden czytelnik powróci myślami do powieści, kiedy będzie nalewał mleko… „Lot 7A” wciąż jednak pozostaje przede wszystkim doskonałą literaturą rozrywkową. Taką, która wciąga w swój świat od pierwszych stron i od której trudno się oderwać. Oby tak dalej!

Ewa Dąbrowska


Lot 7A

Sebastian Fitzek
Przekład: Barbara Tarnas
Wydawnictwo Amber
Warszawa 2017


RECENZJE INNYCH POWIEŚCI FITZKA:

pasazerodpryskImage Image