Advertisement
Nekrolog
poniedziałek, 09 czerwca 2008
ImageDzisiaj, 9 czerwca 2008 roku, zmarł Tomasz Daniel Dobek. Zdecydowałem się ogłosić publicznie kilka słów na ten temat po długim wahaniu. Przeważyła świadomość, że dla wielu użytkowników Portalu Kryminalnego TDD był symbolem tego serwisu. I że dla wielu z Was PK nie będzie już tym samym miejscem.
Odszedł bardzo młody człowiek. Odszedł niezwykle utalentowany prozaik, rysownik i krytyk. Odszedł nasz Przyjaciel.
Dziękujemy Ci za wszystko. Portal będzie dalej działał i mam nadzieję, że spełni Twoje marzenia, na których realizację poświęciłeś niemal dwa lata życia.

Irek Grin

Komentarze mogą pisać tylko zarejestrowani użytkownicy.
Jeżeli nie masz konta, zarejestruj się.

 

Komentarze
Dodane przez kniemcze w dniu 2008-07-17 22:56:22
Czarodziej w czarnym płaszczu, snujący się po Krakowie ze scenariuszami pod pachą- oto, kim na zawsze pozostanie w mojej wyobraźni Tomek. Patrzyłam na Niego poprzez pryzmat Jego estetycznych autorytetów: Bertolucciego i Saudeka, wysmakowanych fizjologów, którzy afirmowali Człowieka w jego najczystszej postaci. On był taki sam. Artysta z krwi i kości. Snuł wspaniałe obrazoburcze hipotezy, za które chciało się Go nosić na rękach, konwenanse miał w pogardzie, żonglował swobodnie ikonami kultury. Lubiłam sobie wmawiać, że jakością swoich tekstów wyzywa mnie na literacki pojedynek! A były one jak fasolki wszystkich smaków Bertiego Botta: nigdy nie wiedziałeś, co ci się trafi. Ale nawet fasolka o smaku rzygów z Jego rąk smakowałaby jak orzechowa kulka… Czasami zawitał do nas z jakimiś ploteczkami z kulturalnego światka i skalpami na wymianę. Siadał wtedy między nami, z tą swoją burzą falujących włosów (były wtedy długie i falujące) , i nauczał. Gawęda kipiała niczym kocioł bałkański: liryzm mieszał się ze spermą, koturnowa powaga z Monty Pythonem, świętokradcza zuchwałość z apostolską pasją. Kłócił się o kino z pasją Raczka i Kałużyńskiego jednocześnie. Nawet delficka pytia nie osiągała na trójnogu doskonalszej ekstazy. Do długiej, narkotycznej periegezy po filmach i sztuce inspirowała go jedna filmowa klatka, jedna reprodukcja, jedno zdjęcie i jeden skąpy artykuł w gazecie. Kino stanowiło dla Niego wartość samą w sobie. Był estetą, kochał się w pięknie skomponowanych kadrach, miękkich pociągnięciach pędzla i nostalgicznej muzyce. Miał pod powiekami malownicze, wizyjne obrazy, misterne, małe arcydzieła, które pieścił czulej niż Rzeźbiarz pieści zad swojej Afrodyty Kallipygos. W towarzystwie śpiewał, grał na bębnach i klecił poemata; był Jazzmanem Słowa, Epigonem greckich aoidów, Wielkim Zapładniaczem, natchnionym Bardem. Kochał Nową Fantastykę, a w świat wywąchiwał się z zachwytem fetyszysty, właśnie tak! Byczenie się z Nim na błoniach graniczyło z modlitewnym skupieniem i łagodną, spokojną śmiercią. Boski paradoks, bo jednocześnie szarpało się we mnie mnóstwo emocji. Było coś heroicznego w tym małym Hobbicie, jakaś tajemnica, jakieś cierpienie, niepojęte ale dziwnie fascynujące. Kochany, magiczny, leśmianowski Edward Nożycoręki!.. Wiesz kim dla mnie jesteś, Dobcio? Jesteś strukturalistą rozmiarów Umberto Eco. Trzeba czytać Cię z komentarzami, jak autorów starożytnych. Jesteś jak jeden, wielki impresjonistyczny obraz, złożony z cytatów i reminiscencji przepuszczonych przez tygiel własnego umysłu. Jak wielki, zdobiony, imponujący arras, na który patrzysz z otwartymi ustami w poczuciu marności swojego istnienia. A teraz to poczucie jest jeszcze większe, bo bez Ciebie nic już nie ma sensu. Nie mogę uwierzyć, ze 9go czerwca niebo nie zadrżało, a życie płynie sobie dalej… Myliła się Elizabeth Bishop mówiąc, że w sztuce tracenia można dojść do wprawy.
Dodane przez troubleman w dniu 2008-06-28 13:09:19
Kiedys, przez pewien czas, mialem przyjemnosc i zaszczyt wspolpracowac z Tomkiem nad tworzeniem dzialu filmowego pewnego internetowego portalu. Jak dzis, pamietam nasza pierwsza dyskusje filmowa przez gadu-gadu... Potem jeszcze wiecej rozmow, wspolna fascynacja kinem i korekta moich tekstow... W cztery oczy spotkalismy sie tylko raz (juz wtedy mieszkalem zagranica), w rodzinnym Krakowie przy piwku. I tego spotkania nie zapomne juz do konca zycia...Kiedys jeszcze sie spotkamy...
Dodane przez zaciekawiony w dniu 2008-06-20 17:03:02
Okropne. Nie wiem co powiedzieć :?:
Dodane przez Jan Siwmir w dniu 2008-06-11 22:05:38
Dwa słowa będą się teraz powtarzać w moim życiu jak refren: niesprawiedliwe nie zdążyłem Niesprawiedliwe, że tak młody, mądry i z ogromnym poczuciem humoru człowiek odchodzi. Nie zdążyłem Mu podziękować osobiście za to, że przez cały czas mnie wspierał i dodawał skrzydeł. Przepraszam.
To jest nieprawdopodobne
Dodane przez Stalker w dniu 2008-06-11 02:03:00
Tomku. Miałeś jeszcze tyle wizji,planów,pomysłów,marzeń. I dość energii,pasji i wytrwałości żeby zrealizować je co do jednego,żeby stworzyć rzeczy wielkie. Ty byłeś stworzony do rzeczy wielkich. Widać Tam będziesz mógł stworzyć coś jeszcze bardziej niezwykłego i piękniejszego niż mógłbyś tutaj. A może Tam młoda literatura jest jeszcze bardziej skomercjalizowana albo upolityczniona,a krytyka jeszcze płytsza niż tutaj i byłeś potrzebny natychmiast. Mamy jednak prawo czuć,że zabierając Ciebie wyrządzono nam niesprawiedliwość,ze pozostawiono nas z pustką,która jest i będzie przerażająca. Pewnie nawet nie zdawałeś sobie sprawy jaki wpływ wywarłeś na moje życie. To Ty zachęciłeś mnie do pisania,motywowałeś,dałeś szansę nauczenia się tylu rzeczy. Nasze filozoficzne dyskusje nad opróżnianym szkłem (jedne z najbardziej inspirujących rozmów,jakie zdarzyło mi się kiedykolwiek prowadzić),Twoja wiara we mnie,która nie słabła mimo wszystkich zawodów i rozczarowań jakie Ci sprawiłem,Twoja przyjaźń. Nie zdążyłem Ci powiedzieć jak bardzo to wszystko było dla mnie ważne,nie zdążyłem udowodnić (przede wszystkim samemu sobie.bo Ty byleś bezinteresowny),że potrafię zasłużyć na Twoje zaufanie,że umiem nie sprawiać Ci zawodu. Ośmielam się mieć nadzieję,ze jednak nie wszystko stracone,że mimo że nie w twarzą w twarz,kiedyś zdołam Ci to powiedzieć i pokazać tak jak powinienem. A kiedy się znowu spotkamy,będziesz miał powody by być ze mnie zadowolonym.
Dodane przez funfel w dniu 2008-06-10 22:12:01
No więc kiedyś przyjaciel zabierał mnie do baru, i siedzieć przy barze chciał. Rozumiecie, taka forma. Bar, dwóch facetów, leje się piwko za piwkiem, a faceci sobie gadają. Ot, o babach, o życiu, o nieszczęśliwych miłościach, spapranych szansach – i o przyszłości. Potem powrót długim korytarzem – korytarzem którego już nie ma, bo go przerobili, przemianowali, w całej fali nie znoszącego sprzeciwu pędu do cholernej modernizacji. A on powtarzał za każdym razem gdy tamtędy szliśmy - jak ja kocham ten korytarz, jak ja kocham tędy wracać. On na okrągło miał takie impresje, każdy moment potrafił go nieoczekiwanie zachwycić, a szczególnie rytuały, systematyczna gra umysłu z otaczającym go chaosem. Stąd zawsze znajdował sobie swoja knajpę, bo on kochał rytuał. Wielu szuka przygody, on szukał spokoju. Ostatnio mi mówił o tym jak uwielbia pić poranną kawę ze swoją dziewczyną, jak wiele to dla niego znaczy. Zawsze jak słuchał \"Jolkę Jolkę\" Budki Suflera, mówił że zakonnice które plażą szły - że tego nie dało sie wymyślić, że to musiało tak być. Że one szły tą plażą i ja wtedy widziałem to wszystko i wiedziałem że faktycznie – tak musiało być. Kiedyś nosiłem kwiaty do jakiejś dziewczyny w imieniu człowieka którego nie znałem - bo nie potrafiłem mu odmówić, a nigdy nie byłem skory do takich romantycznych eskapad, co zresztą zawsze we mnie tępił i bezskutecznie usiłował mi na nowo wpoić. Ale gdy ja przeżywałem załamanie - kurwa, zawsze mnie wsparł. Zawsze! Jezus Maria Dobex. Boże spraw abym był lepszym przyjacielem w twoich oczach niż w swoich własnych. Przecież tego wszystkiego co we mnie tkwi gdy myślę ze Ciebie zabrakło nie da sie wykrzyczeć na świat tak abyś to usłyszał. Wypłakać także nie. Jak się tak mogło stać przyjacielu. Ale może świat nie jest tak banalny, może mnie usłyszałeś, jeśli tak wiedz, że nigdy się Ciebie nie wyparłem, zawsze chciałem o Ciebie dbać, zawsze. Tęsknię za Tobą potwornie stary. I z każdym dniem mocniej. To wszystko długo do mnie dociera, i boję się kolejnych dni, kiedy świadomość straty będzie narastać i narastać. Naprawdę dawno nie płakałem.
Do zobaczenia
Dodane przez awaria_snu w dniu 2008-06-10 21:37:38
Nie poznałam Tomka lepiej ze swojej własnej winy. Teraz żałuję. Człowiek, którego mam w pamięci był silny i słaby jednocześnie. Jego zachwyt i sceptycyzm, stosunek do sztuki był zawsze mocno nasycony, zdecydowany. Nigdy nijaki. Był ciepły, bardzo dowcipny, czasami złośliwy, czasami melancholijny. Jego odejście, czy raczej dobrze zaplanowana ucieczka była dla nas wszystkich cenną lekcją. Będzie nam jego obecności bardzo brakowało :( Mam nadzieję, że teksty nas którymi pracował ujrzą światło dzienne.
Dodane przez panicz wampir w dniu 2008-06-10 20:24:22
\"Nadzieja to melodia której nie tańczy się\", powtarzał czasem Tomek za Waits\'em. Słuchałem więc w skupieniu, wszyscy z resztą słuchali. Do tej podskurnie wyczuwanej, tragicznej informacji, która nachalnie przyszła, przez nikogo nie proszona. Że odszedł. I że już nie będzie czyjegoś syna, czyjegoś brata, przyjaciela, kolegi, chłopaka, znajomego i kogokolwiek jeszcze kim dla kogokolwiek był. A był KIMŚ dla wielu. Osierocił to miasto, które kochał i nienawidził, zostawił masę pomysłów, projektów, tych zrealizowanych i tych których nie zdążył dokończyć. Miał tylko kilka małych pragnień, parę życzeń, nie chciał wiele. On na prawdę kurwa nie chciał wiele! Ufał i tzrymał się najprostrzych ludzkich uczuć i odruchów. Stronił od pozerstwa, udawania, sztuczności. Banalność i trywializm zniechęcały Go. Był na to wszystko za inteligentny i zbyt doświadczony. Uwielbiał chińskie żarcie (do czego jednokowoż zachowywał pewien dystans), piękne kobiety (do nich nigdy dystansu nie miał), wczesnego Felliniego i późnego Antonioniego. Za rolę Ala Pacino w Ojcu Chrzestnym III dałby się pociąć, za setkę gorzkiej żołądkowej też był skłonny wiele zrobić. Bezapelacyjnie i do samego końca (świadomy cytat, albowiem dla Tomka cytowanie kultowych tekstów było swoistą dyscypliną sportu), był, nie... JEST to najbardziej orginalny, nietuzinkowy, charyzmatyczny człowiek jakiego znałem. Drugiego takiego nie poznam. Ci co Go znali, wiedzą o czym mówię. Na barykadzie jesteśmy Tomek, na barykadzie...
Dodane przez korrrektorka w dniu 2008-06-10 13:31:57
Po pracy w redakcji Tomek przychodził do Cafe Szafe. Nazywaliśmy go Tuluz, od Toulouse-Lautreca. Zadomowił się w Szafie, na wysokim stołku przy barze, z dębowym mocnym albo gorzką żołądkową. Jak każdy stały szafowy klient był przewidywalny – z góry było wiadomo, kiedy mniej więcej przyjdzie, co zamówi, czy zapłaci... Można było mieć pewność, że się go zastanie, że będzie można pogadać, poradzić się, podyskutować, pokłócić, whatever. Raz, kiedy miałam \"doła\", Tomek poradził mi, co mam zrobić, potem trzymał za mnie kciuki, żeby mi się udało, a kiedy mi się udało, cieszył się bardziej niż ja sama. Nie umiem wyrazić, jak bardzo jestem mu za to wdzięczna. Na szóste urodziny Szafy Tomek napisał i wyreżyserował sztukę. Był już bardzo słaby, ale w niej zagrał. Zagrał Śmierć. Jako Śmierć wypowiedział takie słowa (parafrazuję z pamięci): „My, Śmierci, jesteśmy po to, żebyście nie byli tacy zadowoleni, żebyście mieli się czego bać”. Teraz Tomek przeraził nas wszystkich. Dlaczego napisał właśnie taką sztukę? Dlaczego na dwa tygodnie przed śmiercią zagrał Śmierć? Czy coś przeczuwał? Czy się bał? Tomek zostawił nas z tymi pytaniami. Jego odejście przyciszyło rozmowy przy barze. Wyrwało nas z naszej spokojnej codzienności, przynosząc smutek, żal, gniew, bunt, niemoc, przerażenie. Postawiło nas przed poczuciem kruchości życia, bzdurności naszych zwykłych problemów. Tomku, tak jak wiele osób trzymałam za ciebie kciuki, wierząc, że ci sie uda, że wszystko będzie dobrze. A teraz... Ani Portal Kryminalny, ani Cafe Szafe nie będą już takie same. Ale nie będą też takie, jakby Ciebie w ogóle nie było. Zbyt wiele zdziałałeś, zbyt wiele znaczyłeś.Śmierć zabrała nam Ciebie, ale Twoich tekstów, książek, które za Twoją namową przeczytaliśmy, Twoich słów, które na nas wpłynęły, tych wielu godzin razem spędzonych, wspomnień i nawet tej chwili przerażenia Twoim odejściem – tego nic nam nie zabierze.
Dodane przez gaja w dniu 2008-06-10 11:35:28
Dziękuję Ci Tomku za to, że zawsze mnie wspierałeś. Twoje słowa uznania i krytyki wiele dla mnie znaczyły i nie mogę pogodzic się z tym, że odszedłeś w momencie kiedy wszystko dopiero się dla Ciebie zaczynało.
Dodane przez perro7311 w dniu 2008-06-09 21:52:42
Dziękuję Ci za wszystko. Na zawsze pozostaniesz w mojej pamięci.
po prostu szkoda
Dodane przez altonia w dniu 2008-06-09 18:07:50
że tak nagle że tak młodo że tak głupio że tak niesprawiedliwie
Dodane przez skowron w dniu 2008-06-09 17:28:09
Żegnaj przyjacielu. Nigdy Cię nie zapomnimy.