Advertisement
Strona główna arrow Recenzje i wywiady arrow Sekret, którego nie zdradzę, Tess Gerritsen: recenzja
Sekret, którego nie zdradzę, Tess Gerritsen: recenzja
środa, 24 stycznia 2018

HORROR na żywo

Jako że nigdy nie byłem fanem twórczości Tess Gerritsen, niniejsza powieść okazała się dla mnie sporym zaskoczeniem. Do tej pory przeczytałem tylko jedną jej książkę, „Chirurga”, a i to dlatego, że Stephen King – jeden z moich ulubionych pisarzy – chwalił twórczość autorki. Nie byłem nią jednak zachwycony, dostałem bowiem THRILLER jakich wiele. Po „Sekret, którego nie zdradzę” sięgnąłem zaciekawiony fabułą: morderstwo producentki horrorów sugerowało coś w stylu udanego „Nocnego filmu”. I dostałem to, czego oczekiwałem – dreszczowiec wkraczający na teren fikcyjnej grozy, z którą przeplata się w znakomity sposób, dostarczając emocji i naprawdę dobrej rozrywki. Lepszy nawet, niż mogłem sądzić.

ImageDwudziestosześcioletnia Cassandra Coyle zostaje zamordowana. Choć jej zwłoki w chwili znalezienia wyglądają, jakby kobieta odpoczywała, jeden makabryczny szczegół nie pozostawia złudzeń – morderca wyłupił jej oczy, gałki oczne pozostawiając na jej dłoniach. Na ten widok ojciec dziewczyny, który odkrył ciało, dostał ataku serca, a i policjanci o słabszych żołądkach nie najlepiej przyjęli tę scenę. Sprawę mają zbadać Maura Isles i Jane Rizzoli, ale od początku nic nie idzie tak, jak powinno. Nikt nie ma pojęcia, jak właściwie Cassandra zginęła, bo jej zwłoki nie noszą śladów jakichkolwiek urazów, sekcja nie daje żadnych odpowiedzi, a śledczy wkraczają w osobliwy świat ofiary. Osobliwy, bo z jednej strony czekają na nich horrorowi zapaleńcy, którzy nad filmami pracują nie dla zysku, a z pasji i miłości do makabry, z drugiej zaś rozbita rodzina młodej producentki, podzielona konfliktami, które nie słabną nawet w obliczu tragedii. Jakby tego było mało, pojawia się kolejny trup, zabity według tego samego schematu. A to oznacza jedno: na dwóch ofiarach się nie skończy. Obie bohaterki starają się wygrać wyścig z czasem, jednak muszą zmagać się także z własnymi problemami. Maura bowiem daje się manipulować swojej umierającej matce, znanej seryjnej morderczyni, Jane nie może na to patrzeć, a przy okazji próbuje przemówić do rozsądku partnerowi, spotykającemu się ze swoją byłą żoną, która go zraniła.

Tymczasem pewna kobieta wiedzie życie przerywane kolejnymi tragediami. Najpierw zginęła jej dawna koleżanka, potem życie straciła Cassandra, dziewczyna, którą także znała ze szkoły. Co będzie dalej? Jedno jest pewne: kobieta skrywa pewien sekret, którego chce za wszelką cenę dochować, a wyjawienie go mogłoby wiele zmienić…

Tak, jak po „Chirurgu”, pierwszej części przygód Rizzoli i Isles nie byłem pewien, czy jeszcze sięgnę po powieści Gerritsen, tak po „Sekrecie, którego nie zdradzę” – dwunastej historii z tymi bohaterkami – jestem pewien, że będę chciał poznać więcej książek autorki. Od dawna bowiem nie bawiłem się tak dobrze, czytając rasowy thriller autora zajmującego się tylko i wyłącznie tym gatunkiem. I wreszcie zrozumiałem, dlaczego Tess Gerritsen jest tak cenioną pisarką. A przecież pozornie nie zrobiła nic nadzwyczajnego – jest zbrodnia, jest śledztwo, są problemy osobiste funkcjonariuszy w nie zaangażowanych etc. Po prostu schematy gatunkowe. Ale podane wprost po mistrzowsku. I przy okazji uzupełnione o nutę grozy, która spodoba się miłośnikom horrorów. Ci z nich zresztą, którzy obeznani są z grozą nieco lepiej, znajdą tutaj wiele smaczków, od nazwisk bohaterów zaczynając (Voorhees – tak nazywał się Jason z serii „Piątek trzynastego”), po trójkę horrorowych geeków znających zasady rządzące opowieściami grozy (niczym skrzyżowanie Samotnych Strzelców z „Archiwum X” z Randym z „Krzyku”).

Poza tym czołowe bohaterki twórczości Tess Gerritsen wpadają w sam środek horroru dziejącego się na żywo, w ich tu i teraz. Dzięki temu nawet tak rutynowa czynność, jak oglądanie nagrań z monitoringu w poszukiwaniu śladów mordercy, zyskuje większy ładunek napięcia; jedna z bohaterek aż podskakuje, kiedy tylko do pomieszczenia wchodzi człowiek z kawą. Nie brak tu także autorskiej analizy znanych (a dla pisarki osobiście ważnych) filmów grozy i częstych nawiązań do klasyki gatunku. A wszystko to ujęte w ramy lekko napisanego thrillera, który czyta się szybko i z dużą przyjemnością. I nieważne, że nie ma tutaj większej oryginalności. „Sekret, którego nie zdradzę” jest tak udany, że wszelkie jego ewentualne minusy wybacza mu się z wielką ochotą. Nie pozostaje mi więc nic innego, jak polecić powieść Waszej uwadze – jest tego warta.

Michał Lipka


Sekret, którego nie zdradzę

Tess Gerritsen
Przekład: Andrzej Szulc
Wydawnictwo Albatros
Warszawa 2017


SYLWETKA AUTORKI

RECENZJE INNYCH POWIEŚCI TESS GERRITSEN:

Image
Image